nawet jemu samemu wydał się obcy i niezwykły...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- że jest tam taki, prawda? To wcale nie jest żaden z tych kościołów, nie są to nawet wspólne ruchy ludzi, to jest bardzo ważne, drodzy bracia, bardzo ważne...
- Po drugie: gdyby nawet państwa zachodniej Europy naprawdę robiły to samo, co kolejne rządy Polski (a nie robią, o czym za chwilę), to są to państwa bogate i jeśli...
- «Dlaczego wiÄ™c oÅ›miela siÄ™ podejść do kapÅ‚ana za pierwszym razem, kiedy jest caÅ‚kiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć siÄ™ nawet do...
- - Moglibyście, Procie, zrobić to nawet i teraz, choćby po to, żeby własne sumienie uspokoić...
- Pani Hunter regularnie co miesi¹c wystawia³a czeki za swój pobyt w klinice; bez mrugniêcia w³asnorêcznie wpisywa³a odpowiednie sumy, mimo ¿e czasami nawet...
- — Wyczuwacie takÄ… ingerencjÄ™ nawet teraz? — Åšnieżynka dotknęła swego Klejnotu...
- szczęśliwy i bezpieczny – stwierdza, że jest zadowolony, a nawet bardzo zadowolony ( Jak dobrze)...
- tetem, szeroką wiedzą i dobrymi po-byłby w stanie rozstrzygnąć dylema-i nawet jeśli czuje jego spadek, to sa-mysłami na rejsy, to nie odniesie...
- Mahskevic nie podniósł nawet wzroku znad swych korzennych roślin, choć przerwał wyrywanie chwastów na dość długo, by zastanowić się nad tą propozycją...
- A jak się to wszystko składało na uwiecznienie monopolu jednej klasy i zdławienie w zarodku każdej innej! Tak silnie wierzono w powagę rodu, że nawet synowie...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Kiedy wysiedli z samochodu, nie
zastanawiając się stanął na czele małej grupki i poprowadził ją naprzód z zapałem, o którym sądził, że już nigdy nie będzie mu dane go odczuwać. Dom wydawał
się nachylać nad nimi, wydychając zło przez każde, nawet najmniejsze pęknię-
cie w łuszczącej się warstwie farby. Mimo to Callahan nie zawahał się ani przez moment. Minął czas rozważań, nadszedł czas działania. Ostatnie kilka kroków
pokonał jakby gnany niemożliwą do przezwyciężenia siłą.
— W imiÄ™ Boga WszechmogÄ…cego! — zawoÅ‚aÅ‚ donoÅ›nym, ochrypÅ‚ym gÅ‚o-
sem, na którego dźwiÄ™k pozostaÅ‚a trójka skupiÅ‚a siÄ™ ciaÅ›niej wokół niego. — RozkazujÄ™, aby zÅ‚e moce opuÅ›ciÅ‚y ten dom! Odejdź, siÅ‚o nieczysta! — I wÅ‚aÅ›ciwie nie zdajÄ…c sobie sprawy z tego, co robi, uderzyÅ‚ w drzwi krzyżem Å›ciskanym w dÅ‚oni.
Błysnęło jaskrawe światło, powietrze zapachniało ozonem (później wszyscy
zgodzili się, że było tak w istocie) i rozległ się przeraźliwy trzask, kojarzący się z krzykiem starych desek. Żarówka wisząca nad wejściem na wykrzywionym pa-
łąku nagle eksplodowała, a znajdujące się po lewej stronie duże okno rozpadło
w drobny mak, zasypując trawnik szklanymi odłamkami. Jimmy krzyknął gło-
śno; zamek zgnieciony jakby pod prasą leżał u ich stóp na podłodze ganku. Mark nachylił się, żeby go podnieść, lecz odskoczył raptownie z bolesnym syknięciem.
— GorÄ…cy — stwierdziÅ‚, dmuchajÄ…c na palce.
Callahan odsunął się od drzwi, drżąc na całym ciele i spojrzał na trzymany
w dłoni krzyż.
— Jest to bez wÄ…tpienia najbardziej zdumiewajÄ…ca rzecz, jaka przydarzyÅ‚a mi
siÄ™ w życiu — stwierdziÅ‚. UniósÅ‚ wzrok w górÄ™, jakby spodziewajÄ…c siÄ™ dojrzeć
tam oblicze Boga, lecz ujrzał jedynie przesuwające się obojętnie chmury.
Ben pchnął drzwi, które otworzyły się bez żadnego problemu, ale zaczekał, aż
ojciec Callahan wejdzie pierwszy do środka. Kiedy wszyscy znaleźli się w hallu, ksiądz spojrzał pytająco na Marka.
— W piwnicy — powiedziaÅ‚ chÅ‚opiec. — Schody sÄ… w kuchni. Straker leży na
górze, ale. . . — zastanawiaÅ‚ siÄ™ przez chwilÄ™ ze zmarszczonymi brwiami. — CoÅ› jest inaczej, niż byÅ‚o. Nie wiem co, ale jestem tego pewien.
Najpierw skierowali się na piętro. Choć tym razem Ben nie szedł sam, zbliża-
jąc się do drzwi na końcu krótkiego korytarza poczuł, jak włosy jeżą mu się pod wpływem starego, dobrze znanego strachu. Oto teraz, niemal dokładnie w miesiąc po powrocie do miasteczka, będzie miał okazję po raz drugi w życiu zajrzeć do te-go pokoju. Kiedy Callahan otworzył drzwi, spojrzał od razu w górę. . . i krzyknął
305
przeraźliwie, zanim zdołał nad sobą zapanować.
Jednak tym razem na linie zwieszającej się z belki nie wisiał Hubert Marsten
ani jego duch.
Był to Straker, z rozciętym szeroko gardłem, powieszony głową do dołu ni-
czym świnia w rzeźni. Wpatrywał się w nich niewidzącym, szklanym spojrzeniem
wytrzeszczonych oczu.
W jego ciele nie pozostała ani kropla krwi.
12
— Dobry Boże — wyszeptaÅ‚ ojciec Callahan. — Dobry Boże. . .
Powoli weszli do środka: Callahan i Cody nieco z przodu, Ben i Mark za nimi,
przytuleni ciasno do siebie.
Ktoś najpierw związał stopy Strakera, a następnie podciągnął go w górę. Be-
nowi przemknęła niewyraźna myśl, że ten ktoś musiał dysponować wręcz niesa-
mowitą siłą; dłonie mężczyzny wisiały bezwładnie kilka centymetrów nad podło-
gÄ….
Jimmy dotknął czoła, a następnie ręki Strakera.
— Nie żyje od co najmniej osiemnastu godzin — stwierdziÅ‚ i otrzÄ…snÄ…Å‚ siÄ™
jak po wyjÅ›ciu z zimnej wody. — Boże, ależ to okropne! Nie rozumiem, kto i po
co. . .
— To zrobiÅ‚ Barlow — powiedziaÅ‚ Mark, wpatrujÄ…c siÄ™ w ciaÅ‚o nieruchomymi
oczami.
— Straker nie spisaÅ‚ siÄ™ zbyt dobrze — uzupeÅ‚niÅ‚ Jimmy. — Obawiam siÄ™, że
nie zasłużył sobie na wieczne życie. Ale dlaczego w taki sposób, głową do dołu?
— Robili to już za Aleksandra MacedoÅ„skiego — odezwaÅ‚ siÄ™ Callahan. —