na tym poprzestaje i ani za sobą, ani za nikim, jak wiesz, się nie wstawia i rad by księcia wię- cej do oszczędności niż do wspaniałości nakłonić...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- resów, na które na le ¿y prze kie ro waæ wia do moœæ, plik fil tru mo¿e za wie raæ te sty za - war to œci przy chodz¹cej wia do mo œci, tak by na przyk³ad wia do...
- CZ Ł O W IE K N IE P E Ł N O SP R A W N Y JA K O „IN N Y ” W U JĘ C IU K O N C EPC JI S O C JO L O G IC Z N Y C H 93 Niepełnosprawność może pociągać za sobą nie tylko negatywne...
- Najgorsze ze wszystkiego jest oczywiście "ja", które jest prawie wszechobecne i prawie nieoporne, choć poprzez swe głębokie zakorzenienie nie do końca...
- Z mieczem Gawaina natarł na Gwydiona, który natychmiast upadł w poprzek łoża, wyjąc i strasznie krwawiąc z wielkiej rany na plecach; po chwili, gdy do przodu...
- — Re Alide to kupa gruzów — rzekł krótko; zdało mi się, iż temat nie był dlań przyjemny — ale o tym na pewno pan wie...
- doywotnikiem a zobowizanym takie stosunki, e nie mona wymaga odstron, eby pozostaway nadal w bezporedniej ze sob stycznoci, sd nadanie jednej z...
- Komnata znajdowała się na samym szczycie najwyższej wieży fortecy Przeoczenie na południe od Pułapki Cienia, miasta położonego na południowym krańcu...
- Pewnego wieczoru Faks specjalnie przyszedł do Robintona, by go wyzwać na pojedynek walki wręcz; nie ze sobą, ale z jednym ze swoich młodych gospodarzy...
- Nieco przed sobą Kalam dostrzegł na tle ochrowej chmury plamę szarości, która zmierzała w jego stronę...
- Poniżej, ledwie widoczne poprzez gęstwinę krzyżujących się promieni, leżało szare morze i otoczone koronką pian skały...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ile razy książe czym grubym kogo obdarzy,
to on mówi: „Za-za-za-płać twoje dłu-dłu-dłu-gi, a do-do-a-dopiero bądź wspaniałym”. Pan
Michał Rejten, co by u niego, co by chciał, wyprosił, a pięciu diabłów by się nie zląkł, przed
nim boi się usta otworzyć; a zresztą oprócz tych trzech nikomu by i nie bardzo uszło być z
księciem zbyt śmiałym. Po tobie tęskno wszystkim i, jeżeli ci prawdę mam powiedzieć, bo ty
wiesz, że in vino veritas, cała Alba mnie do ciebie, panie Leonie, wysłała w delegacji, abym
ciebie jakoś przywabił do przeproszenia księcia; bo wszyscy radzi by mieć po dawnemu twoje
plecy za sobą w Nieświeżu, niż być zmuszonymi gdzieś tobie drogę poniewolnie zastąpić.
– Tam do diabła! Otóż kiedy tak się rzeczy mają, będę w Nieświeżu.
– Kiedy?
– Najdalej za tydzień. Żeni się JW. Plater, kasztelanie trocki, z panną Rzewuską, chorą-
żanką W. Ks. Litewskiego, siostrzanką księcia; ja pójdę do Nieświeża na wesele.
– Takoż ci przystąpiło co nowego do głowy taki dzień wybierać! Nieproszonemu na we-
sele się pokazać?
– Abo ja sam nie potrafię się zaprosić?
– Porzuć – lepiej po weselu, jak się goście porozjeżdżają, a książe zacznie się nudzić, to z
księdzem Kantembryngiem do niego pójdź i powiedz, że...
– A co to ja na szubienicę dekretowany, żebym w asystencji księdza chodził? Ja wolny
szlachcic! Audaces fortuna iuvat, timidosque repellit. Panie Jerzy dobrodzieju, dość o tym!
Co mnie Pan Bóg natchnie, to się zrobi. A teraz cały frasunek, że już dno u garnca się poka-
zuje. Pozwolisz po drugi posłać?
– Nie, nie, Jakem sodalis, ani kropli więcej. Będzie ze mnie! Już konie moje popasły, i ko-
niecznie muszę dziś jeszcze przed zachodem być u JW. Sliźnia, podkomorzego słonimskiego,
a stamtąd ze świtem ruszyć opowiedzieć się z mojego poselstwa na sejmiku relacyjnym dwo-
ru nieświeskiego. Bywajże zdrów, kochany panie Leonie, niech Pan Bóg tobie instynktuje i
nie dopuszcza na ciebie nowej wariacji. Żegnam cię. Tylko bez ceremonii. Trafię do moich
koni.
– Bywaj zdrów, łaskawco. Niech ci Bóg odpłaca dobroć twojego serca. A wszystkim kła-
niaj się ode mnie. Kiedy mi wszyscy dobrze życzą, to już widno, że Bóg za mną. Upadam do
nóg twoich, panie krajczy, a westchnij no za mną czasem do Pana Boga, aby mi się udało;
wszak my obadwa sodalisy.
I tak pożegnawszy się czule, pan krajczy siadł w swoją brykę, a pan Leon już w dobrej na-
dziei i wesołym humorze został. Opowiedział nam krajczy za powrotem swoim do Nieświeża
16
to wszystko, com opisał. Aleśmy się nigdy nie spodziewali, żeby pan Leon odważył się bez
przygotowania wpaść do Nieświeża, jeszcze w czasie wesela siostrzanki księcia, kiedy listy
zapraszające po całej Litwie biegały. Żeby nieproszonemu przyjechać do zirytowanego na
siebie gospodarza? Ale kto mógł pana Leona przeniknąć?
W dzień wesela – pamiętam jak dziś – książe o samej dziewiątej z rana, po mszy świętej,
siedział w sieniach, gdzie mu przynieśli w kobiałce szczenięta po Nepcie. Był w złym humo-
rze, bo sapał, nic nie mówił, tylko szczenięta głaskał, a na koniec odezwał się:
– Panie kochanku, kazałem, aby kilka łosiów i dzików przywieziono na wesele chorążanki;
nie ma ich dotąd. I wstydzić się trzeba przed kasztelanicem trockim, że u Radziwiłła kapcań-
ski obiad. Nikt mnie nie słucha, drwią ze mnie; odkąd mnie pan Leon skrzywdził bezkarnie,
za Boże stworzenie mnie nie mają. Trzeba uciekać z Litwy, bo doczekam się tego, że w wła-
snym domu pan Leon da mnie w skórę, a moi przyjaciele jeszcze mu do tego pomogą. Pojadę
do Ołyki. Tam może znajdę między koroniaszami łaskawych przyjaciół, co z panem Leonem
za mnie się porachują, a Litwy i znać nie chcę.
I coraz mocniej zaczął sapać, a my, co go otaczali, nie wiedzieli już, co z sobą robić. Aż tu
drzwi od sieni się otwierają i wchodzi – kto? – pan Leon Borowski! Z miną gęstą, w kontuszu
nowogrodzkim pąsowym, i niziutko skłonił się księciu. Książe tak się zmieszał, że aż wstał z
krzesła, potem siadł wznowu i odezwał się jakby w roztargnieniu:
– Co tam słychać, panie Leonie?
– A tak słychać, książe panie, że jest dwóch wielkich głupców na Litwie.
– Jacy?
– Jeden książe Karol Radziwiłł, wojewoda wileński, a drugi Leon Borowski, komornik
słonimski.
– Jak to! – odezwał się książe mocno zasapawszy.
– Radziwiłł, że się porwał na carowę, a Borowski, że się porwał na Radziwiłła.
Cóż powiecie? Książe natomiast, co by się miał rozgniewać, zaczął się śmiać z całego ser-
ca, a potem powiedział:
– Panie Leonie, waćpana całe życie tylko błazeństwa się trzymają. Kto waćpana zaprosił
do Nieświeża na wesele?
– Zatęskniłem się w Słonimiu. Wykroczyłem, to bij, książe, ale ostrzegam, że i kijem z