matkę siekierą...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- maczugi i siekiery z krzemienia; jedni rozpalali ogie pod ogromnymkotem, inni gotowali roen, a wszyscy krzyczeli: "Jezuita! Jezuita!pomcimy si i podjemy...
- Kenneth od dziecka kochał to miejsce równie mocno, jak kochał matkę...
- Żadne z nich nie zwracało najmniejszej nawet uwagi ani na ludzi obecnych na mostku, ani na zbliżających się na ekranie...
- Mięso większych gatunków jest jadalne; skórki, choć nie najlepszej jakości, wykorzystywane są w kuśnierstwie...
- 80 Hippagreci byli to jakby rotmistrze dowodzÂący oddziaÂłem zÂłoÂżonym z 300 jeŸdŸców stanowiÂących przybocznÂą straÂż króla...
- Oprócz takiej tarczy o kształcie migdała, istniały również inne...
- Tradycyjny, romantyczny - czuly i dyplomatyczny,Delikatny, obrazliwy - uczuciowy, zbyt wrazliwy...
- - Nazywam się Hooley Krekk i mieszkam w damuteku intendentów - zaczął...
- " Rawls posługuje się terminem doktryna dla określenia nadrzędnych, rozległych, ogólnych, całościowych (comprehensive) poglądów wszelkiego rodzaju, a...
- Kiedy usłyszałem na początku pobytu, iż będę miał do czynienia z jakimś religijnym kultem, zaniepokoiłem się nieco, jednak okazało się, że poza...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Jego imiona i nazwisko, John Joseph Randolph, wydawały mi się niepokojąco zna-
jome, nie mogłem jednak przypomnieć sobie dlaczego.
W podtytule jednego z artykułów podane zostało nazwisko policjanta, który doko-
nał aresztowania zabójcy: Louis Wing. Teść Lilly. Dziadek Jimmy’ego. Obecnie pogrą-
żony w śpiączce po trzecim wylewie.
„Louis Wing będzie moim sługą w piekle”.
Z pewnością Jimmy nie został porwany dlatego, że w jego krwi odnaleziono czyn-
nik chroniący go przed działaniem retrowirusa. Motywem była zwykła zemsta.
— Spójrzcie tutaj — szepnęła Sasza, wskazując na inny wycinek.
W tytule wymieniano nazwisko przewodniczącego składu sędziowskiego: George
Dulcinea. Pradziadek Wendy. Od piętnastu lat w grobie.
„George Dulcinea będzie moim sługą w piekle”.
Bez wątpienia Del Stuart lub ktoś z jego rodziny wszedł kiedyś w drogę Johnowi
Josephowi Randolphowi. Gdybym wiedział, w jakich okolicznościach doszło do tego
spotkania, wiedziałbym też, dlaczego porwano bliźniaki Stuartów.
John Joseph Randolph. Dziwnie znajome nazwisko wciąż nie dawało mi spoko-
ju. Nie przestając myśleć o tym, skąd mogę je pamiętać, szedłem za Saszą i pozostałymi
wzdłuż upiornej galerii.
Następny artykuł opublikowany został osiem lat później i dotyczył okrutnego mor-
derstwa, jakiego dokonano na szesnastoletniej dziewczynie na przedmieściach San
Francisco. Jak napisano w podtytule, policja nie wiedziała, gdzie szukać zabójcy.
Pod artykułem zamieszczono zdjęcie zamordowanej dziewczynki. Ktoś napisał na
jej twarzy wielkimi literami MOJA.
306
307
Pomyślałem, że jeśli biegli uznali osiemnastoletniego Johna Josepha Randolpha za
zdrowego, to ten wyszedł wtedy na wolność, pożegnany serdecznym uściskiem dłoni,
z kieszenią pełną pieniędzy.
Kolejnych trzydzieści pięć lat udokumentowanych zostało przez trzydzieści pięć ar-
tykułów. Wszystkie opisywały okrutne morderstwa, dokonane przez nieznanych spraw-
ców lub sprawcę. Trzydzieści dwa miały miejsce w Kalifornii — od San Diego i La Jolla
do Sacramento i Yucaipa; pozostałe popełnione zostały w Arizonie, Nevadzie i Kolo-
rado.
Ofiary — na wszystkich zdjęciach widniał ten sam napis „Mój” lub „Moja” — nie
tworzyły jakiejś określonej grupy, nie łączyły ich żadne wspólne cechy. Byli wśród nich
mężczyźni i kobiety, ludzie młodzi i starzy, czarni, biali, żółci i latynosi, wysocy i niscy.
Jeśli wszystkie zginęły z rąk tego samego człowieka i jeśli człowiekiem tym był John
Joseph Randolph, to nasz Johnny najwyraźniej nie popierał żadnego rodzaju dyskry-
minacji.
Z pobieżnej lektury tytułów wywnioskowałem, że wszystkie morderstwa łączyły ze
sobą tylko dwie cechy. Po pierwsze, nieopisane okrucieństwo zabójcy, który choć po-
sługiwał się różnymi narzędziami zbrodni, zawsze był równie bezwzględny — w na-
główkach używano słów: „brutalny”, „szokujący”, „bestialski”, „sadystyczny”. Po drugie,
żadna z ofiar przed śmiercią nie była molestowana seksualnie; Johnny lubił tylko zabi-
jać i dręczyć.
Na każdy rok kalendarzowy przypadało jedno zabójstwo. Kiedy John Joseph zabie-
rał się do corocznego morderstwa, nie próbował się ograniczać, spalał cały zapas ener-
gii, wyrzucał z siebie nagromadzone gorycz i złość. Niemniej jednak, jak na seryjnego
zabójcę o takim dorobku, te trzysta sześćdziesiąt cztery dni ścisłego postu przypadające
na jeden wieczór morderczego szaleństwa były wielkim bezprecedensowym osiągnię-
ciem, nieodnotowanym dotąd w annałach socjopatycznych zbrodni. Co robił pomiędzy
poszczególnymi zbrodniami? Gdzie wyładowywał swoją nieokiełznaną energię?
W ciągu dwóch minut, które poświęciłem lekturze zapisków z pamiętnika Johna,
pozbyłem się całkowicie klauatrofobicznego strachu, jego miejsce zaś zajęła głęboka,
nieopisana groza. Przytłumiony, lecz nadal całkiem wyraźny pomruk maszyny w połą-
czeniu z przeraźliwym piskiem, który przenikał od czasu do czasu przez ściany tune-
lu, skutecznie tłumił odgłos naszych kroków — jednak równie dobrze mógł maskować
kroki skradającego się mordercy.
To właśnie ja szedłem na końcu naszej procesji i za każdym razem, gdy oglądałem
się przez ramię — średnio co jakieś dziesięć sekund — byłem pewien, że zobaczę Johna
Josepha Randolpha, który zamierza się do ciosu, pełznąc po podłodze niczym wąż albo