- Mam to - dotarły do niej słowa Krisa i poczuła jak uwalnia jej dłoń...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- S¹d Najwy¿szy z kolei zauwa¿a, ¿e prawo do odmowy zastosowania przepisów ustawy, które s¹dy uznaj¹ za sprzeczne z konstytucj¹, wynika z trzech wyra¿onych w niej zasad: jej...
- - A gdzie Natasza?- W ogródku, moja go³¹beczka, w ogródku! IdŸ do niej...
- Dziewczyna na posadzce obciągnęła spódnicę, zasłaniając długie, spracowane nogi, spojrzała na Sefelta, który leżał przy niej uśmiechnięty, drgając w...
- gronie podobnych do niej nowicjuszy Jedi, których wychowywaniem i szkoleniem Posuwanie się na czworakach z ciężkim plecakiem wymagało mnóstwa energii,...
- czyni z jednoznacznie instytucję społeczną, która ma dbać o to, by uczniowie wynieśli z niej tęniezbędną wiedzę i zachowali ją na życie...
- - Gdyby tam miała stale zamieszkać, Poppea pogadałaby o niej z Lokustą, ale przez kilka dni nic jej nie grozi...
- pozytywistycznych, które wszelkie warianty artyzmu traktują jako instrumenty krasomówcze, a wartość słowa poetyckiego pragną mierzyć wartością...
- Murzyn szybko wspiął się na najniższą gałąź, stanął na niej, ostrożnie zajrzał w dziu- plę...
- O tym, że otrucie odpadało, Justyna już wiedziała, aczkolwiek nikły cień wahania w niej pozostał...
- Egzorcysta wyjął z kieszeni manierkę z bimbrem, a z niej wyłowił fiolkę z wodą święconą...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Twoja rola dobiegła końca - wyszeptał Kyril.
Szukając siebie, rzuciła się do ucieczki, i przy akompaniamencie cichych szlochów z ulgą zakryła rękami głowę wspartą o blat stołu. Wreszcie mogła pozwolić szczerym łzom żalu spływać swobodnie po policzkach. Płakała bezgłośnie, zdradzało ją jedynie drżenie ramion. Uwaga pozostałych zajęta była czymś innym i Talia mogła dać upust swojemu bezmiernemu smutkowi.
Coś zagrzechotało o blat stołu, rozległ się jakby metaliczny brzęk. Ten sam dźwięk rozszedł się jeszcze cztery razy.
- Oto cały łup - w ochrypłym głosie Dirka słychać było zmęczenie.
Talia wyczuła jakiś ruch ze swej prawej strony, zazgrzytał metal o metal i zaszeleścił papier, potem zapadło głębokie milczenie, przerwane w końcu westchnieniem Królowej. Gdy podnosiła się, pod ławą, na której siedziała, lekko zaskrzypiała podłoga.
- To jest dowód, którego potrzebowałam - powiedziała ponuro. - Muszę zwołać zebranie Rady; gdy dobiegnie końca, ktoś zapłaci za to szyją, ktoś wysoko urodzony - od drzwi wionęło chłodniejszym powietrzem i Królowa zniknęła.
Talia poczuła, jak obok niej podnosi się Kyril.
- Muszę na Radzie reprezentować Krąg - powiedział i zawahał się.
- Idź, Kyrilu - uspokoił go Kris. - Zaopiekujemy się nią.
Westchnął z ulgą, podwójna odpowiedzialność, wobec Talii i Kręgu, wzbudziła w nim rozterkę.
- Dzięki, bracia. Talio... - na chwilę jego dłoń spoczęła na jej głowie - bez ciebie byłoby to niemożliwe, naprawdę jesteś godna być Osobistym Heroldem Królowej. A niech to, słowa znaczą teraz mniej niż nic! Przekonasz się wkrótce, że tortura, którą przeżyłaś dzisiejszej nocy, była ceną za bardzo spóźnione wymierzenie sprawiedliwości. I myślę, że Ylsa byłaby z ciebie dumna.
Drzwi zaskrzypiały i już go nie było.
- Talio? - Ktoś zajął miejsce Kyrila po jej prawej stronie, głos należał do Dirka.
Z wysiłkiem powstrzymała potok łez, odzyskawszy przynajmniej pozory opanowania. Ukradkiem otarła oczy rękawem i podniosła obolałą głowę.
Twarze Krisa i Dirka były równie mizerne jak i jej. Oczy Krisa były zamglone od łez, a i na policzkach Dirka widać było ślady płaczu. Obydwaj próbowali ją pocieszyć, lecz nie byli pewni jakich użyć słów.
- Myślę, że lepiej wrócę do izby - powiedziała wolno pomiędzy atakami bólu.
Pulsowały jej skronie, ciemniało przed oczami z każdym nasileniem się bólu. Próbowała wstać, lecz gdy to zrobiła, komnata zawirowała jej przed oczami, światło latarni ściemniało, a w uszach rozległ się szum. Kris odtrącił stół, aby nie rozbiła sobie o niego głowy, a chroniący ją przed upadkiem Dirk w pośpiechu przewrócił ławkę. Wydawało się, że dookoła niej wszystko znika, nawet jej ciało. W fali żałości, która po tym przyszła, utonęły wszelkie myśli.
To była Ylsa, a obok niej Felara. A przynajmniej Talia myślała, że to jest Felara; Towarzysz z chwili na chwilę wyglądał inaczej, fascynował wiecznie zmienną, świetlistą formą. Miejsce, w którym się znajdowały, było jakby widmem jej własnej izby - szara, niematerialna ułuda, przez ściany której widać było księżyc i gwiazdy.
- Ylsa? - zapytała powątpiewając, gdyż postać wyglądała na niewiele starszą od niej.
- Koteczku - rozległ się błogi głos Ylsy. - Och, koteczku! To pozostawi po sobie tylko nieokreślone wspomnienie, ale będziesz o tym pamiętać. Powiedz Keren, by jej żałoba nie trwała zbyt długo; powiedz, że to ja kazałam ci to powtórzyć! A jeśli mnie nie posłucha i nie przyjmie tego, co ofiaruje Sherrill, zacznę ją nawiedzać! Ciemność nie jest końcem wszystkiego, koteczku, poza nią leżą Niebiosa, a ja już jestem spóźniona. Lecz zanim tam się udam, muszę ci o czymś powiedzieć i coś przekazać...
Kiedy obudziła się następnego dnia rano, piekły ją oczy i wciąż pulsowało pod czaszką, jednak czuła się dziwnie podniesiona na duchu. Miała sen - a może to nie był sen?
Rozmawiała z Ylsą; cudem przywróconą do życia, młodszą Ylsą, która wyglądała bardzo solidnie jak na ducha, jeśli to rzeczywiście była ona.
Rozmowa trwała bardzo, bardzo długo. Niektóre rzeczy, o których mówiła Ylsa, Talia pamiętała tak jasno, jakby usłyszała je przed chwilą: co powiedzieć Keren, gdy jej żal zmniejszy się nieco, a Sherrill wyjaśnić, by nie uważała siebie za intruza. Następnie Ylsa ujęła dłoń Talii w swoje ręce i coś zrobiła - ale, co? Talia nie pamiętała tego dokładnie, ale w jakiś sposób udręka minionej nocy ustąpiła, a jej miejsce zajęło łagodne uczucie smutku, który łatwiejszy był do zniesienia. Pamięć także uległa zmianie - wspomnienia dotyczące jej samej pozostały niczym nie skażone, czyste jak kryształ, lecz te związane z Ylsą stały się jakby zamazane, odległe i przestały już być częścią jej osoby i źródłem śmiertelnego udręczenia. Nie pamiętała już, co czuje człowiek w chwili śmierci.
Ktoś rozebrał ją z tuniki i położył do łóżka w luźnej koszuli i bryczesach. Gdy usiadła, do bólu pod czaszką dołączyły się nudności i poczuła rytmiczne łupanie w skroniach. Nietrudno było postawić diagnozę: nie ulegało wątpliwości, że zmusiła swój organizm do nadmiernego wysiłku i teraz musiała za to zapłacić. Ylsa zaradziła i temu także, we śnie... Wstała z wysiłkiem z łóżka i powlokła się do biurka. Stwierdziła ze zdziwieniem, że ktoś przewidział, czego mogłaby potrzebować, bo na blacie stał przygotowany kubek z ziołowym remedium Ylsy i postawił czajniczek z wodą w jej kieszonkowym kominku. Wystarczyło zalać zioła gotującą wodą i poczekać aż powstanie napar. Powoli odliczyła do stu i wypiła płyn nawet nie przecedziwszy go, ani tym bardziej nie osłodziwszy. Gdy łupanie w skroniach stało się odrobinę mniej dojmujące i uspokoił się żołądek, poszła do łaźni. Długa, gorąca kąpiel była także częścią przepisanej kuracji i dlatego przynajmniej przez godzinę nie wychodziła z wody; po upływie tego czasu ból głowy zmniejszył się i nie był już nie do zniesienia, a więc włożyła czyste ubranie i zeszła do kuchni.
Tam, jakby opętany, uwijał się Mero, na jego twarzy malował się smutek tak samo głęboki, jak u wszystkich Heroldów; przywitał wchodzącą pełnym zaskoczenia okrzykiem. Talia w mgnieniu oka znalazła się na wygodnym siedzisku w kącie, w jednej ręce trzymając kolejny kubek naparu ziołowego, a w drugiej miodowy placek dla zabicia obrzydliwego smaku napoju.