kurs, koncentruj¹c siê na stacji kosmicznej...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Istmie i w portach korynckich kolonii w pó³nocno-zachodniej GreW Koryncie równie¿ koncentrowa³a siê wymiana handlowa miêdzy Peponezem a œrodkow¹ Grecj¹, nic...
- 78 mieszkający w duŜych aglomeracjach mają koło siebie księgarnie, sklepy, kafejki internetowe, telewizję kablową, duŜy wybór stacji...
- Dolores Cannon-Kosmiczni Ogrodnicysłuchaj mnie, zwróć na mnie uwagę...
- Przestrzeń pośrodku koncentrycznych osłon miała około sześciu metrów średnicy...
- Bilety, o dziwo, i towarzyszce im miejscówki okazuj si wa|ne - i to do stacji przeznaczenia
- wiela je godzin? - która godzina?wieprzki - prosiaki, a...
- Czynniki rozwoju społecznego"Rozwój nadorganiczny" przejawia się już zaczątkowo w świecie owadów,wśród mrówek, pszczół i in...
- pamiętać, że do wyjątków należą regulacje (np...
- w³¹cznie z gra fikÂą, pli kami dŸ wiĂŞk owy mi i ze staw ami zn aków spe cjal nych*...
- W takiej scenerii sam siebie szarpię i pożeram Dłoń gardło skręca w sznur głowa ma barwę starej krwi Kłamstwa pewien tryumfalne hymny śpiewam...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
– Nie ma sensu – oceni³ cicho. – Wiedz¹, ¿e wypadliœmy z wal-
ki. Istotnie, mogli jedynie bezsilnie obserwowaæ szybkie, syste-
matyczne i skuteczne przerabianie stacji we wrak i kl¹æ. S³uchaj¹c
nader wyszukanych wi¹zanek i obserwuj¹c masakrê dwudziestu
21 – Widmo...
321
niewinnych istot, Wedge mia³ tylko jedno na pocieszenie: zna³ swoich pilotów i wiedzia³ coœ, z czego rz¹d leresaiañski nie zdawa³
sobie sprawy. Albo j¹ sobie zdawa³, ale to zlekcewa¿y³. Zarówno
rz¹d planety, jak i wszyscy Leresai zyskali sobie w³aœnie œmiertel-
nego wroga w Eskadrze Rogue. Wroga, który nie zapomni i nie
wybaczy, obojêtnie, ile czasu up³ynie, zanim zacznie wyrówny-
waæ rachunki. A reputacja Eskadry Rogue nie opiera³a siê na prze-
chwa³kach ani na plotkach.
Zanim zjawi³ siê „Peregrine” z reszt¹ okrêtów, wszystko siê
skoñczy³o.
Albo raczej w³aœnie siê zaczê³o.
– Zaczê³o siê – oznajmi³a Leia, zamykaj¹c za sob¹ drzwi i opa-
daj¹c na fotel obok Hana. – Zaczêli do siebie strzelaæ.
– S³ysza³em – przyzna³ ponuro i obj¹³ j¹ na pocieszenie. – A co
Senat zamierza z tym zrobiæ?
– Na razie tylko próbuj¹ siê dowiedzieæ, co mog¹ zrobiæ.
– Nie rozumiem – przyzna³ Han. – Leresai zamordowali dwu-
dziestu jeden Bothan, ¿e nie wspomnê o zniszczeniu zupe³nie do-
brej stacji kosmicznej. Przecie¿ mo¿na ich o to oskar¿yæ, œwiad-
ków mamy a¿ nadto.
– Chcia³abym, ¿eby to by³o takie proste – westchnê³a. – Ale
ju¿ trzech cz³onków Rady oœwiadczy³o, ¿e bêd¹ g³osowali przeciw
takiej rezolucji, poniewa¿ nie wystosowaliœmy podobnej do rz¹du
bothañskiego w sprawie o Caamas.
– Przecie¿ to nie to samo, a nawet wrêcz przeciwnie. Leresai
zabili niewinnych, a ca³y problem z Caamas polega na tym, ¿eby
nie karaæ niewinnych.
– Nie ¿¹daliœmy te¿ od Bothan ukarania wartowników po za-
mieszkach – doda³a cicho.
– Przeze mnie – mrukn¹³ speszony.
– Nie tylko przez ciebie – poklepa³a go po kolanie dla doda-
nia otuchy. – Rada zdecydowa³a, ¿e wartownicy dzia³ali w samo-
obronie. Niestety, nie wszyscy s¹ tego zdania.
– Klanowe myœlenie – prychn¹³.
– Dla mnie to te¿ jest niezrozumia³e i bezsensowne, jak mo¿-
na krewnego lub kogoœ z tego samego klanu uwa¿aæ za wspó³od-
powiedzialnego za coœ, o czym nawet nie wiedzia³. Ale takie po-
dejœcie stanowi podstawê systemów prawnych wielu kultur.
322
– Mo¿e, ale Leresai i tak nale¿y siê nauczka. Jeœli jej nie dostan¹, zachêci to wszystkich, którzy maj¹ coœ do Bothan.
– Ju¿ zachêci³o – Leia wzdrygnê³a siê. – Przynajmniej dzie-
siêæ rz¹dów poinformowa³o Senat, ¿e przedstawi¹ swoje listy ¿¹-
dañ w stosunku do rz¹du bothañskiego.
– Albo?
– O tym byli uprzejmi nie wspomnieæ.
– Wiesz, jak lubiê Bothan, ale to zaczyna byæ absurdalne. Fey-
’lya pewnie ju¿ za¿¹da³ od Gavrisoma ochrony.
– Nie musia³: Diamalanie i Mon Calamari oznajmili, ¿e wy-
sy³aj¹ okrêty do ochrony Bothawui przed wszelkim atakiem.
Han gwizdn¹³ cicho.
– ¯artujesz! Jakie okrêty?
– Du¿e: kr¹¿owniki Mon Calamari i jednostki klasy Nebulon-B
oraz Endurance z floty diamalañskiej. Og³osili, ¿e maj¹ prawo bro-
niæ niewinnych, ale ju¿ podnios³y siê g³osy, i¿ padli ofiar¹ najnow-
szych bothañskich manipulacji.
– Te¿ tak uwa¿am. Garm móg³by udowodniæ, ¿e to Bothanie
spowodowali œci¹gniêcie go na Di’tai’ni?
– Owszem, jak równie¿ sabota¿ myœliwców Eskadry Rogue…
– Leresai przyznali siê do tego?
– Nie tylko siê przyznali; szczyc¹ siê tym. Uwa¿aj¹ za punkt
honoru powstrzymanie wszystkich z zewn¹trz przed udzia³em w ich
sporach, podczas których ktoœ móg³by zostaæ ranny.
– Wedge raczej nie rozp³ywa siê z wdziêcznoœci – uœmiech-
n¹³ siê krzywo Han.
– On i Garm o ma³o nie zaczêli wojny z Leresai na w³asn¹ rêkê.
Garm oœwiadczy³ Gavrisomowi, ¿e Nowa Republika nie bêdzie
siê dawa³a wrabiaæ w niczyje polityczne gierki.
– Wygl¹da na cytat – oceni³ Han. – Obróæ siê trochê.
I zacz¹³ masowaæ jej plecy.
– Bo to jest cytat – Leia odczu³a pierwsze efekty jego poczy-
nañ. – O, to by³o dobre.
– Powinno byæ. Wiesz, denerwowanie kogoœ takiego jak We-
dge czy Bel Iblis nie œwiadczy o rozs¹dku. Uwa¿a³em Bothan za
m¹drzejszych.
– Nie w¹tpiê, ¿e zdawali sobie sprawê, czym to grozi. To naj-
lepszy dowód, jak s¹ zdesperowani.
– Czy oni do reszty powariowali? – Han potrz¹sn¹³ g³ow¹. –
Nie obchodzi ich, ¿e Thrawn wróci³?
323
– Oczywiœcie, ¿e nie! Po³owa w ogóle nie wierzy w jego po-wrót, s¹ przekonani, ¿e to kant wymyœlony przez Diamalan, ¿eby