Księżycowe światło przenikało przez parę unoszącą się nad jej kąpielą i dotykając powierzchni wody, zamieniało ją w pomarszczone zwierciadło...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- Istotne jest, iż te dokumenty obejmują okres wykraczający poza ramyczasowe działania obecnego Parlamentu, a tym samym poza okres sprawowania władzy przez...
- Chciałabym mękę waszej pracy pić przez rurkę, jak komar krew hipopotama - o ile to możli-we w ogóle - i przemieniać na moje idejki, takie piękne, takie motylki,...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- ver appetebat, cum Hannibal exhibernis movit; c) cum explicati-vum lub coincidens = gdy, skoro,przez to, że (z tymże trybem i cza-sem, jaki jest w zdaniu...
- cząstki (przed zmierzeniem jej cech), która nie znajduje się nigdziew przestrzeni i czasie? Jeśli za jeden obiekt uważać to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- 2asmienia jednostki czy dominacji nad nią, lecz w celu ochrony praw zagrożonych przez inne instytucje społeczne: Jednym z najtrudniejszych aspektów społecznego...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
- Wysunąwszy delikatnie ramię spod głowy Clare, wstał z łóżka, krzywiąc się z bólu, gdyż skaleczenia i rany, które przez noc trochę przyschły, znowu się...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nagle rozśmieszyły ją te fantazje, gdyż odpowiedź była oczywista dla każdego, z wyjątkiem romantyczki.
"Oczywiście, szkło jest kruche, a babka sama stwierdziła, że nie ma pojęcia, jak długo to miejsce stało opuszczone. Kręci się tutaj aż nadto wron i szczurów-rabusiów, aby rozkraść je do ostatniego odłamka. Błogosławiona Agniro, musiałam otrzeć się o nieco matczynych głupstewek".
Roześmiała się głośno. Woda zachlupotała o ścianki balii, gdy sięgnęła ręką po karafkę, aby ponownie nalać sobie kielich wina. To wtedy poczuła, że jej mięśnie nie są wcale tak obolałe i sztywne, jak się tego spodziewała.
"Muszę się przyzwyczajać" - pomyślała z zaskoczeniem. "Na Triadę, zaczynałam już myśleć, że nigdy nie przestanie mnie boleć! A jednak, to zabawne, nawet gdy chciałam umrzeć z bólu mimo wszystko podobało mi się to..."
Tego popołudnia po raz pierwszy Tarma udzieliła jej lekcji prawdziwej walki na miecze. Upominając ją: "niech ci się zdaje, że jestem jedną z tych drewnianych kłód", Shin'a'in nauczyła ją kilku podstawowych ruchów, a potem poprawiała z nią ich szybkość. Zanim skończył się wieczór, Kero potrafiła wykonać prosty układ cios-zasłona-cios błyskawicznie, ze wszystkich sił, i sądziła, iż jej nauczycielka jest zadowolona. Dzisiejszy dzień był lepszy nawet niż wczorajszy, kiedy to Tarma zaczęła uczyć ją tropienia. Dowiedziawszy się raz, czego ma szukać, Kero stwierdziła, że tropienie śladów, przemierzającego połacie puszczy jelenia, borsuka, a nawet samego Warrla, jest zaskakująco łatwe.
Oczywiście, żaden z nich nie próbował ukryć swojego tropu. Kero przeczuwała, że gdyby Warrl chciał ukryć swój ślad, można by go odszukać jedynie przy pomocy magii.
Najwięcej zadowolenia w dzisiejszych ćwiczeniach przynosiło jej samodzielne zdobywanie umiejętności. Miecz wisiał na ścianie w jej komnacie. Kero nie miała zamiaru stamtąd go zdejmować, dopóki nie będzie potrzebować jego niesamowitego wsparcia.
"Czy tym właśnie chcę się zajmować? - zapytała nagle samą siebie. "Czy tego pragnę się uczyć?" Zadumała się nad tym pytaniem, a w tym czasie księżyc w oknie wspiął się jeszcze wyżej. Kwadrat srebrzystego światła ześliznął się z wodnej powierzchni i, skradając się po podłodze, pogrążył w mroku tę część kąpielowej komory. "Przypuszczam, że to ma sens" - pomyślała z pewnym niepokojem. "Zawsze byłam najlepsza, gdy trzeba było wykazać się sprawnością fizyczną. Jazda na koniu, polowanie, puszczanie sokołów... wybłagana u Denta walka na noże. Z godziwych umiejętności dobra byłam jedynie w tańcu..."
Jedyną rzeczą, którą potrafiła zadziwić Tarmę, była jej zręczność w posługiwaniu się łukiem. "Zapytała mnie, dlaczego, ruszając w pościg za rabusiami, nie zabrałam ze sobą łuku. Kiedy powiedziałam, że nie wpadło mi to do głowy, myślałam, że z miejsca machnie na mnie ręką." Kero westchnęła. "Tak trudno jest traktować ludzi jak wrogów... Przynajmniej nie zachowuje się wobec mnie tak obrzydliwie, jak Dent w stosunku do Lordana".
Dent był bezlitosny dla swojego młodego wychowanka. Nigdy nie dał mu drugiej szansy. Przeklinał, czasami bił płazem, doprowadzał do krańcowego wyczerpania, a nawet jeszcze dalej. A zarazem, natychmiast po zakończonej lekcji był niezmiennie uprzejmym, dobrym człowiekiem. Chwalił Lordana za to, co zrobił dobrze, wskazywał błędy, by opowiadając później Rathgarowi o jego postępach, używać dokładnie tych samych słów, pochwalnych i krytycznych.
"Nigdy nie potraktował mnie w ten sam sposób, lecz skąd wrażenie, że to ulgowe traktowanie nie było żadną łaską z jego strony?" Przymknęła oczy i zanurzyła się nieco głębiej w gorącą wodę. "Być może połowa z tego, czego uczy mnie Tarma, jest naprawianiem błędów, których wcześniej nabyłam? No cóż, widzę przynajmniej niejaki postęp. Z każdym dniem daję sobie radę nieco lepiej, z każdym dniem ona uczy mnie czegoś nowego, a potem rozmawia ze mną tak samo jak Dent z Lordanem".
Uwagi Tarmy sprawiały przyjemność; brzmiały ciepło, przynosiły zadowolenie. Jej komplementy nie wiązały się z żadnym "ale". Kiedy powiedziała, że Kero robi coś dobrze, myślała tak naprawdę, bez zastrzeżeń.
"Mam nadzieję, że jej zanadto nie nudzę. Przynajmniej jestem cierpliwa. Lordan wpadał w taką wściekłość, kiedy nie potrafił czegoś zrobić poprawnie, że wybiegał z pola ćwiczeń i chował głowę do końskiego żłobu. I Tarma nie może powiedzieć, abym cierpiała na brak determinacji".
Księżyc wspiął się w końcu do takiego punktu, że poświata przestała oświetlać okno. W komorze kąpielowej zapadły całkowite ciemności. I skończyło się wino.
"Sądzę, że czas iść do łóżka" - zdecydowała się. "Zanim zasnę w balii".
Palcami stopy wymacała szpunt w dnie, chwyciła ogniwo przymocowanego do niego łańcucha między wielki i pozostałe palce - i pociągnęła. Kiedy po raz pierwszy Tarma pokazała jej odpływ z balii, rozbawiło ją to i zaskoczyło. W domu, aby całkowicie opróżnić balię, najpierw trzeba było ręcznie wybrać wodę, a potem przechylić ją na bok. Nie potrafiła sobie wyobrazić, dlaczego do tej pory nikt nigdy nie pomyślał o czymś takim.
Podniosła się powoli. Obok balii, na wieszaku z pręta, wisiał gruby ręcznik. Wyciągnęła po niego rękę i stanęła na wyłożonej płytami podłodze. To była jedyna nieprzyjemna rzecz w komorze - wyłożona kamiennymi płytami podłoga była zimna!
Tak zimna, że Kero szybko wysuszyła się i odwiesiła ręcznik na miejsce. Tarma nagrodziła ją jednym z tych spojrzeń, kiedy zdarzyło jej się rzucić ręcznik na podłogę, i to nasunęło Kero myśl, że w Wieży nie ma nadmiaru służących. Dlatego od tamtej pory starannie odkładała wszystkie rzeczy.
Naciągnęła starą koszulę, w której zwykle spała, i z wolna, cichutko szła po podłodze do swej komnaty. Tarma życzyła sobie, aby trenowała bezszelestne poruszanie się, kiedy tylko to było możliwe, tak by się stało odruchem. Kero sama doszła do wniosku, że nauka bezszelestnego poruszania się w ciemności jest bardzo dobrym pomysłem, a więc ćwiczyła każdej nocy.
Zostawiwszy za plecami korytarz, odwróciła się, aby zapalić pozostawioną na półce przy drzwiach świecę.