Kierowca osłupiał, obaj jednak zrobili tak, jak kazano...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Zdarzyo si wic, i jednego razu zaszed do wityni gagatek z tych rodu, dziki ktrym rzecz posza w mowie, e warszawiak w pracy, a wilk u puga, to jednaka przysuga...
- - Niedobitki Shaido wycofują się na północ - oznajmiła ponuro Amys - a coraz ich więcej przekracza Mur Smoka, jednak Rand al'Thor najwyraźniej o nich...
- punktach było ono skodyfikowaniem stosowanej ju uprzednio praktyki, jednak praktyce tej dopiero teraz nadało charakter w pełni instytucjonalny...
- Alezji podobna jest nieco do góry Gergowii z tego, że się kończy obszernym płaskowzgórzemszczytowym, na którym wznosi się oppidum; jest jednak od Gergowii...
- w swej głowie wymalował, iż potym sztychując ono z rzeczą prawdziwą a widomą, chocia sama w sobie onad rzecz była dziwnie osobna, jednak przeciwko onej...
- w peni zrealizowany ze wzgldu na wybuch U wojny wiatowej, to jednak podstawy prawne posuyy jako dorobek stanowicy punkt wyjcia do prac kontynuatorskich w Polsce...
- Czemu więc płakała? Obawiał się jednak, Ŝe jeśli będzie próbował nalegać, tylko - Nie musi mi pani od razu odpowiadać –uspokoił ją...
- Dorcas wpięła sobie we włosy stokrotkę; kiedy jednak szliśmy wzdłuż kamiennych ścian (ja owinięty szczelnie w mój płaszcz, a tym samym całkowicie...
- aby jednak speniy one swoj profilaktyczn rol, powinny by podane dziecku jeszcze w okresie bezobjawowym, czyli na 2-3 tygodnie przed sezonem pylenia...
- Wszystkie te przeobrażenia dokonywały się w ciągu bardzo długiego okresu, warto tu jednak zaznaczyć, że pomimo wielkich cywilizacyjnych postępów ostatnich...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wasilij zatrzasnął jedno ogniwo na lewym przegubie, przełożył rękę przez kierownicę i zapiął drugie na ręku kierowcy. W tym czasie Gierasimow odłączył mikrofon radiostacji i schował go do kieszeni.
— Kluczyki — zażądał Gierasimow i kierowca podał mu je lewą, wolną ręką. Najbliższy wartownik znajdował się o jakieś sto metrów od nich, a samolot zaledwie dwadzieścia. Przewodniczący Komitetu Bezpieczeństwa Państowego osobiście otworzył drzwi samochodu. Nie robił tego od wielu miesięcy. — Pułkowniku Filitow, pozwólcie ze mną.
Misza był tak samo zaskoczony, jak pozostali, ale zrobił to, co mu kazał Gierasimow. Na oczach wszystkich w porcie — a przynajmniej tych niewielu, którym chciało się obserwować jeden ze startów — podeszli do ogona VC-137, pomalowanego w czerwono-biało-niebieskie pasy. Jakby na rozkaz tylne drzwi się otworzyły.
— Pospieszcie się. — Ryan wyrzucił z nich drabinkę sznurową.
Nogi zawiodły Filitowa. Wiatr i podmuch od silników spowodowały, że drabinka trzepotała jak flaga na wietrze. Mimo pomocy Gierasimowa Misza nie mógł trafić na szczebel.
* * *
— O Boże, popatrz! — krzyknął Gołowko. — Ruszamy!
Watutin nie odpowiedział. Rzucił się do samochodu i włączył długie światła.
* * *
— Będą kłopoty — powiedział sierżant, kiedy zobaczył samochód. W ich stronę biegł także jakiś człowiek z karabinem. — Właź, dziadku! — ponaglał Kardynała z Kremla.
— Cholera! — Ryan odepchnął sierżanta i skoczył na dół. Było jednak za wysoko, upadł źle, skręcając nogę w kostce i rozrywając spodnie na lewym kolanie. Mimo bólu poderwał się na nogi. Wziął Filitowa za jedno ramię, Gierasimow za drugie i podsadzili go na drabinkę tak, że sierżant stojący w drzwiach mógł go już złapać i wciągnąć na pokład. Za nim wszedł Gierasimow, też z pomocą Ryana. Teraz przyszła kolej na Jacka — ale powtórzyła się sytuacja Filitowa. Lewe kolano już mu zesztywniało, a kiedy spróbował postawić prawą, zwichniętą stopę na szczeblu, noga odmówiła mu posłuszeństwa. Jego przekleństwo słychać było mimo huku silników. Próbował wspiąć się na rękach, lecz stracił uchwyt i padł na beton.
— Stój, stój! — krzyknął ktoś z karabinem o parę metrów od niego. Jack podniósł głowę ku drzwiom samolotu.
— Zjeżdżajcie! — krzyknął. — Zamknijcie te cholerne drzwi i zjeżdżajcie! — krzyknął. — Zamknijcie te cholerne drzwi i zjeżdżajcie.
Sierżant zrobił tak bez chwili wahania. Sięgnął ręką do uchwytu i zatrzasnął je w kilka sekund. Podniósł mikrofon łączności pokładowej i przekazał pilotowi, że drzwi są odpowiednio zabezpieczone.
— Wieża, tu dziewięć siedem jeden na rozbiegu. — Pilot pchnął manetki do obrotów startowych. Siła podmuchu silników dosłownie zepchnęła stojących z oblodzonej końcówki pasa startowego. Leżący na brzuchu Jack patrzył, jak błyskające czerwone światło na szczycie statecznika pionowego zaczyna się oddalać, po czym wstał. Widać już było tylko jarzące się promienniki podczerwieni, zabezpieczające samolot przed rakietami „ziemia-powietrze”. Ryan niemal wybuchnął śmiechem, ale ktoś go obrócił. Zobaczył przed nosem pistolet.
— Witaj, Siergiej — powiedział do pułkownika Gołowki.
* * *
— Gotowi — usłyszał w radiostacji Łucznik. Podniósł pistolet i wystrzelił pojedynczą rakietę, która rozbłysła dokładnie nad jednym z warsztatów.
Teraz wszystko rozegrało się jednocześnie. Po jego lewej stronie odpalono trzy Stingery. Każdy z nich pomknął ku swojej wieży, a dokładniej, ku elektrycznym grzejnikom, które tam zamontowano. W każdej było dwóch strażników: wszyscy ze zdumieniem spostrzegli rozbłysk rakiety sygnałowej nad ośrodkiem, ale tylko jeden z nich dostrzegł nadlatującą ku nim żółtą smugę, tak szybką, że nie miał czasu na reakcję. Wszystkie trzy rakiety trafiły w cele — trudno, żeby nie trafiły w cele nieruchome — i trzykilogramowe głowice bojowe zadziałały zgodnie z przeznaczeniem. W pięć sekund po wystrzeleniu pierwszego pocisku wieży już nie było i nie było karabinów maszynowych, które miały osłaniać urządzenia laserowe.
Potem zginął wartownik znajdujący się na wprost Łucznika. Nie miał żadnej szansy: strzelało do niego jednocześnie czterdzieści karabinów, z czego połowa serii dosięgła celu. Potem brzęknęły moździerze, a Łucznik za pomocą radia korygował ogień na obiekt, który uważał za budynek laserowy.
* * *