Kiedy Piemur kontynuował obserwację wyładunku, uświadomił sobie, że narasta w nim uczucie oburzenia...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- choćbyÅ› i mnie miaÅ‚ waszmość tak pochlastać, zawszeć winszujÄ™, winszujÄ™! – Et, dalibyÅ›cie sobie waszmoÅ›ciowie pokój; bo w rzeczy nie macie siÄ™...
- 08 Przynoœcie wiêc owoc godny nawrócenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bóg mo¿e wywieœæ synów Abrahamowi...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- Kiedy robisz to…82… IDE robi to83Skąd się biorą programy84IDE pomaga Ci kodować86Kiedy zmieniasz coś w IDE, zmieniasz...
- Każda służba jest wyborem pomiędzy zagarnianiem ku sobie, a darzeniem, dawaniem ze siebie, a więc uczy miłości wedle podobieństwa do miłości Boga, czyli...
- Wszystkie typy pracy wymagają od człowieka umiejętności współpracy z innymi, organizowania własnej pracy, radzenia sobie ze stresem, nawiązywania kontaktu,...
- Szli w zupełnej ciszy, w milczeniu pokonywali zalaną martwym światłem drogę, a kiedy po forsownym marszu doszli do Hali Pisanej, zatrzymali się bez...
- w swej głowie wymalował, iż potym sztychując ono z rzeczą prawdziwą a widomą, chocia sama w sobie onad rzecz była dziwnie osobna, jednak przeciwko onej...
- - Na fajki gracie? Kurcze, to już hazard! Szef jak się dowie to nas zjebie!- No co ty! Wiesz, przecież pooddajemy sobie te fajki na końcu...
- Kiedy Canan przejął zarządzanie codziennymi operacjami magazynu, Lovejoy jeszcze bardziej skupił swą uwagą na rekrutacji, sprowadzając ostatecznie jeszcze...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ci ludzie ośmielili się zakłócić jego spokój, byli tak zuchwali, że zakładali obozowisko, rozpalali ogień i nad płomieniami wieszali na rożnach wielkie sagany, tak jakby byli u siebie. To była jego rzeka i pastwiska Głupka. Jego! A nie ich, żeby mogli zaśmiecać je namiotami, kotłami i ogniem!
A jeżeli przypadkiem akurat tędy będą przelatywać Władcy dawnych Weyrów? Będą kłopoty. Czemu ci ludzie byli tacy niemądrzy? Rozkładali się ze wszystkim tak na widoku.
Jego uwagę odciągnął od nich protest Farli. Była głodna. Głupek, zgodnie ze swoim zwyczajem, zabrał się do kosztowania wszystkich rodzajów zieleniny w bezpośrednim otoczeniu. Piemur z roztargnieniem sięgnął do mieszka u pasa po garść wyłuskanych orzechów, które trzymał tam, żeby uspokajać Farli. Jaszczurka elegancko przyjęła poczęstunek, ale poinformowała go gderliwym piśnięciem, że lepiej będzie, jeżeli dostanie tego ranka coś więcej do jedzenia.
Piemur też przeżuł orzecha próbując rozeznać się, kim mogli być ci ludzie i o co im chodziło. Jedna grupa oddzieliła się teraz od innych, którzy krzątali się przy namiotach albo napełniali olbrzymie sagany wodą, i skierowała się na drugi koniec pola, a następnie się rozproszyła. W słońcu zabłysły długie ostrza i nagle Piemur dowiedział się, kim są i co robią ci ludzie.
Południowcy przybyli zebrać mrocznika z krzaków, które teraz pełne były żywicy i jędrne od kojącego ból soku. Zmarszczył z niesmakiem nos; a każdy pełny sagan trzeba będzie gotować przez trzy dni, żeby rozgotować tę łykowatą roślinę na miazgę. Potem cały dzień zajmie odcedzanie miazgi, a jeszcze sok trzeba będzie odparować do odpowiedniej gęstości, żeby sporządzić kojącą maść. Piemur wiedział, że Mistrz Oldive brał najczystszą, sklarowaną maść i coś z nią jeszcze robił, żeby przerobić ją na proszek do użytku wewnętrznego.
Westchnął głęboko, ponieważ oznaczało to, że intruzi będą tu przez wiele dni. Obozowisko rozbito o dobrą godzinę drogi od niego i może go nie zauważą. Ale nawet z tej odległości nie uniknie smrodu gotującego się mrocznika, bo ten zapach wdzierał się wszędzie, a akurat teraz wiatr przeważnie wiał od morza. Do furii doprowadzało go, że musi przez nich opuścić swoje miejsce właśnie wtedy, kiedy wszystko urządził tak, żeby mu było wygodnie, żeby mógł wykarmić siebie, Farli i Głupka, żeby miał się gdzie schronić na noc przed tropikalną burzą i bezpiecznie ukryć się przed Nićmi.
A potem przyszło mu na myśl, że może to nie są Południowcy, ale grupa robocza z Północy. Wiedział, że Mistrz Oldive woli zioła, które rosną na Południu; to dlatego Sebell wyprawił się niedawno w podróż, przywoził z powrotem całe wory rozmaitych medykamentów. Ale przecież chyba przywiózł wystarczającą ilość, a może to jakaś nowa umowa z jeźdźcami z przeszłości, którzy chyba nie mieli żalu do Uzdrowiciela.
Ale statki z Północy miały wielokolorowe żagle; Menolly powiedziała mu, że nadmorscy gospodarze dumni byli z zawiłości wzorów na swoich żaglach. Gładki czerwony żagiel przywodził na myśl Południowców o których wszyscy wiedzieli, że zrywają z Północną tradycją, kiedy tylko się da. Poza tym te grupy poruszały się tak, że świadczyło to o dobrym obeznaniu z terenem.
Piemur szeroko się do siebie uśmiechnął. Jedno było pewne, nie będzie ich teraz jeszcze zawiadamiał o swojej obecności. To mogłoby być niebezpieczne. Zabierze po prostu to czego mu trzeba i okrąży ich lasem, aż dojdzie do brzegu morza, daleko stąd. I daleko od smrodu gotującego się mrocznika.
Zwinął więc w schludny tobołek swoją utkaną matę i związał ją rzemieniem z liany, ignorując trajkotanie Farli, która wyrażała dezaprobatę dla jego czynności i dla faktu, że nie zwraca uwagi na natarczywe prośby o jedzenie. Przyjrzał się bacznie ścianom swojego małego szałasu i zdecydował, że ktoś mógłby przypadkiem polować w lesie i odkryć jego proste gospodarstwo. Rozebrał płachty utkane z traw i ukrył je w gęstych liściach pobliskich krzaków. Nie mógł usunąć samej polanki, którą zrobił, ale poruszył zdeptaną ziemię i rozsypał tu i ówdzie uschłe gałązki, tak że dla kogoś, kto by tylko rzucił okiem, wszystko mogło wyglądać naturalnie. Uciszył Farli, bardzo teraz już natarczywą, i skierował się w stronę rzeki. Jego pułapka zawierała ryb aż nadto. Dla Farli wystarczy. Wypatroszył to, co zostało, kiedy się już najadła do syta, zawinął ryby w szerokie liście i dołączył do swojego tobołka. Zawahał się na kilka chwil, zanim ponownie wrzucił pułapkę do wody. Nikt jej nie zauważy, no chyba że ktoś potknie się o tę głupią rzecz, co wydawało się wysoce nieprawdopodobne, a ryby, które się złapią, nie ucierpią. Zostawi ją, a potem, kiedy tu powróci, będzie miał obfitość pożywienia.
Szedł lasem, obchodząc szeroką równinę. Przechodząc przez niewielki, wpadający do rzeki strumień zatrzymał się, żeby się napić i żeby Głupek trochę odpoczął. Krótkie nóżki malucha szybko się męczyły, a chociaż zwierzaczek niewiele ważył, to za każdym razem, kiedy Piemur litował się nad nim i brał go trochę na ręce, robił się coraz cięższy. Farli latała przed nim i za nim, zapuszczając się sporadycznie ponad drzewa, wyćwierkując jakieś besztanie, którego Piemur nie rozumiał. Zakładał, że skierowane było pod adresem najeźdźców.
— Przynajmniej ich siÄ™ nie boisz — powiedziaÅ‚ Piemur, kiedy wróciÅ‚a, żeby przycupnąć na jego ramieniu i przymilić siÄ™ o pieszczoty. WtulaÅ‚a siÄ™ w jego palec, kiedy gÅ‚askaÅ‚ jÄ… po karku, i pomrukujÄ…c sÅ‚odko, lekko owinęła swój ogon wokół jego szyi. Gdyby oni nie robili tego mrocznika, to chÄ™tnie bym im nas wszystkich przedstawiÅ‚.
Ale czy na pewno? — zastanawiaÅ‚ siÄ™ Piemur.