jaskrawym oślepiającym światłem...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Szli w zupełnej ciszy, w milczeniu pokonywali zalaną martwym światłem drogę, a kiedy po forsownym marszu doszli do Hali Pisanej, zatrzymali się bez...
- Odwrci si tyem do wiata reflektora i osaniajc oczy przed blaskiem bijcym mu spod ng, sprbowa zajrze w krysztaow gbin jak przez ld, ktry skuwa jezioro...
- Aby uniknąć tego śmiesznego, rzecz jasna, wniosku, w 1900 roku niemiecki uczony Max Pianek sformułował tezę, że światło, promienie Roentgena i inne fale...
- Kosmonauci informowali:- Zdumiewa twardy sen mieszkańców miasta, nie reagują zupełnie na światła lamp, przy pomocy których odnajdujemy drogę w labiryncie...
- Uduchowienie, głęboka moralność, mądrość i wewnętrzne światło, a przede wszystkim miłość do świata i ludzi stanowią wzór i natchnienie dla tych,...
- najmocniejszymi wiatami, wyapywa bezbdnie wszystkie te znaki, ktre muludzie wskazywali, i przystawa jak gdyby na pami, ani bliej, ani dalej...
- Ksiycowe wiato przenikao przez par unoszc si nad jej kpiel i dotykajc powierzchni wody, zamieniao j w pomarszczone zwierciado...
- Teoria względności jest związana z uniwersalną wielkością stałą występującą w przyrodzie - z prędkością światła...
- Górne piętra były zupełnie ciemne, ale w oknach na parterze paliło się żółte, przyćmione światło...
- wzrok, by dojrzeć coś więcej przez gęsty śnieg, lecz światło zamrugało i zgasło...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Bezgraniczne przerażenie ogarnęło poszukiwacza przygód, opuścił wieko
trumny i z krzykiem wybiegł z komnaty. Na szczęście szybko przypomniał sobie drogę powrotną. W
przeciwnym wypadku mógłby ogarnięty paniką zbłądzić i już nigdy nie odnaleźć wyjścia. Powrót trwał
znacznie dłużej niż dotarcie do podziemnej komnaty. Gdy wreszcie przerażony Spencer wydobył się z
labiryntu, była już noc.
Powróciwszy do klasztoru, opowiedział o swych przeżyciach Williamowi Thompsonowi, nie mogąc
wyjść ze zdumienia, że tak wiele godzin spędził w labiryncie. Wedle własnego poczucia czasu był tam
najwyżej dwie lub trzy godziny. Thompson wpadł w gniew z powodu samowoli Spencera, zarzucił mu
nadużycie świętej w tych murach gościnności i wszystko opowiedział mnichom.
Następnego ranka wielki lama wezwał do siebie awanturnika; podczas rozmowy uśmiechał się
dobrotliwie i traktował swego gościa nadzwyczaj uprzejmie. Próbował go przekonać, że wszystko, co
widział, było jedynie sugestią; to gorączka malowała przed nim obrazy nie istniejące w rzeczywistości.
Ponieważ Spencer nie dawał się przekonać, lama zszedł z nim po zwietrzałych schodach do
wielokątnego pomieszczenia. Dotknął ściany, po czym ukazało się wejście do tunelu, i obydwaj już po kilku
minutach dotarli do komnaty, ale o znacznie mniejszych rozmiarach, gdzie znajdowała się podobna do
ołtarza konsola. Na niej stały miniatury trumien, które Spencer widział poprzedniego dnia. Także znajdujące
się w nich figurki odpowiadały zwłokom spoczywającym w dużych trumnach.
John Spencer uświadomił sobie, że lama próbuje podać w wątpliwość jego przeżycia, dlatego nie
odważył się otwarcie zaprzeczyć jego wyjaśnieniom. A gdy mimo wszystko wydusił z siebie pytanie o
srebrzystą postać z wielką głową, otrzymał odpowiedź, że jest to „wielki mistrz, który przybył z gwiazd”.
Powróciwszy z powtórnych odwiedzin miejsc kultu, Spencer powiedział swemu rodakowi, że ani przez
chwilę nie wątpi w prawdziwość tego, co uprzednio widział. Podczas pierwszego pobytu w labiryncie zgubił
obcas i pokaleczył sobie ręce, gdy ciemnym korytarzem szedł w stronę zielonkawego światła.
„Czułem w rękach materiał, w który odziane były zwłoki, widziałem ich żyły i zmarszczki. Płyta, którą
przypadkiem otworzyłem, znajdowała się z lewej strony drzwi wejściowych, ta natomiast, którą otworzył
lama, leżała niemal dokładnie naprzeciw drzwi wejściowych, nieco bardziej na prawo. Mnich starał się, by
jego wyjaśnienia były przekonywające, ale pokazał mi jedynie miniaturową kopię tego, co widziałem w
rzeczywistości.”4
Kilka dni później John Spencer opuścił klasztor i zniknął bez śladu. Nikt o nim już więcej nie słyszał.
William Thompson, człowiek, któremu wcześniej zwierzył się ze swych przeżyć, jakby przeczuwając swój
los, opublikował po powrocie do Stanów Zjednoczonych całą tę historię w czasopiśmie „Adventure”. Nie
taił przy tym swego przekonania, iż opowieść wątpliwej konduity łowcy przygód odpowiada prawdzie.
Podczas wielomiesięcznego pobytu w Chinach i Mongolii niejednokrotnie miał okazję oglądać zwłoki, które
przez stulecia, jeśli nie nawet tysiąclecia, trwały w stanie nienaruszonym. A do tego słyszał niejednokrotnie
owe osobliwe historie o tajemniczych „srebrnych ludzikach”, które z gwiazd zstąpiły na Ziemię.
Ta opowieść brzmi fantastycznie. Niemniej jednak zawiera kilka aspektów, które warto poddać dalszym
dyskusjom i które rozpatrywane kompleksowo znakomicie podbudują prawdziwość całej historii.
A więc na przykład mowa jest tam o Plejadach. Ta mgławica, nazwana tak na cześć córek Atlasa,
istniejąca w gwiazdozbiorze Byka, składa się z około dwustu trzydziestu gwiazd. Siedem z nich można
dostrzec gołym okiem. (Stąd w języku niemieckim nosi także nazwę Siebengestirn — konstelacja siedmiu
gwiazd.)
Ta konstelacja, oddalona od Ziemi około czterystu lat świetlnych, odgrywała istotną rolę w mitologii