doczny
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- The smallest oceansStiII get big, big waves...
- - Tyle sprzątania?- Bo oni mają dużo dzieci...
- Po jakimś czasie, badając nowe terytoria, napotkali na uroczej, przybrzeżnej wyspie źródło i napili się z niego, i napoili swe konie...
- Autorzy tego badania wysunęli przypuszczenie, że leki te mogły uniemożliwić pacjentom poleganie na sobie i zakłócić przebiegający w naturalny sposób proces...
- DS1920 4EH <write data into 2 at addresses 2 and 3 (TH and bytes at addr...
- - O panu też mogą mówić z ironicznym uśmiechem na twarzy - rzekłem...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- Can
- Carl wydawał się szczerze zdziwiony...
- Tymczasem Masud Umarkuł powracał do domu w wesołym nastroju...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Potem nieco niewprawnie odczepi³a z w³osów wst¹¿kê,
uca³owa³a teatralnie i umieœci³a przed datapadem. Przygl¹da³a siê
obu przez chwilê, poprawi³a wst¹¿kê i wziê³a g³êboki oddech.
Unosz¹c g³owê, podesz³a do ogrodzenia, z³apa³a za nie i wesz³a na
podstawê, po czym przerzuci³a jedn¹ nogê przez p³ot.
Albo raczej spróbowa³a przerzuciæ, gdy¿ unosz¹c j¹, us³ysza³a
kolejny œlad dŸwiêku i nagle za szeroki pas z³apa³a j¹ niewielka,
ale silna d³oñ, zmuszaj¹c do opuszczenia nogi, jeœli chcia³a utrzy-
maæ równowagê.
– Nie rób tego – odezwa³ siê z ty³u powa¿ny, nieco miaukli-
wy g³os.
– Puszczaj! – za¿¹da³a p³aczliwie, uwalniaj¹c lew¹ rêkê i oga-
niaj¹c siê na oœlep. – Puœæ miê. Jak go nie obchodze, to nie. Nie
chce mie ju¿, to nie… Puszczaj, mówie!
292
– To nie jest sposób – miauknê³o z ty³u, a trzymaj¹ca j¹ d³oñ ci¹gnê³a ³agodnie, lecz mocno. – ChodŸ do œrodka, porozmawiamy.
– Skoñczy³am z rozmawianiem – wymamrota³a, odwracaj¹c
siê nieco i spogl¹daj¹c w dó³, a przy okazji upewniaj¹c siê, ¿e No-
ghri mia³ okazjê wyraŸnie poczuæ jej oddech. – Prosze, puœæ mie…
Poniewa¿ dach by³ pusty, nie licz¹c ich dwojga, z³apa³a drug¹
rêk¹ za ogrodzenie i zaczê³a siê podci¹gaæ.
– Puszczaj, mówie!
– Nie! – Noghri poci¹gn¹³ j¹ w dó³ z si³¹, o któr¹ by go nie
podejrzewa³a, wiêc przez sekundê utrzymywa³a siê na wczepio-
nych w metal palcach, a potem bez ¿adnego ostrze¿enia puœci³a
p³ot, obracaj¹c siê równoczeœnie, i pad³a prosto na niego.
Musia³a przyznaæ, ¿e by³ szybki – zanim skoñczy³a obrót, zd¹-
¿y³ daæ krok w bok, by zejœæ z jej linii upadku. Puœci³ jej pasek
i uniós³ ramiona, zamierzaj¹c z³apaæ j¹ i z³agodziæ upadek. Pada-
j¹c w jego objêcia, uderzy³a go krótkim ruchem – wyprostowany-
mi palcami w nasadê szyi. Bez ¿adnego dŸwiêku kolana niewcze-
snego ratownika ugiê³y siê i oboje padli na dach niczym para
bezw³adnych lalek. Przez d³ug¹ chwilê pozosta³a tam, pochlipuj¹c
i rozgl¹daj¹c siê nieznacznie, ale wygl¹da³o na to, ¿e Noghri by³
sam.Co naturalnie nie znaczy³o, ¿e nie odmeldowa³ siê przed roz-
poczêciem misji ratunkowej maj¹cej uchroniæ ubog¹ pijaczkê przed
samozag³ad¹. Jeœli to zrobi³, mia³a niewiele czasu. Je¿eli tego nie
zrobi³, mia³a go niewiele wiêcej, zatem nie marnowa³a ani sekun-
dy – œci¹gnê³a sukniê, pod któr¹ ukry³a kombinezon z uprz꿹 i pe³-
nym wyposa¿eniem, i uwa¿aj¹c na drzwi windy, zabra³a siê do
roboty.
Karrde okrêci³ szklankê i wpatrzy³ siê w smêtne pozosta³oœci
bursztynowego napoju.
– Jesteœ pewien? – spyta³ po chwili.
– Jestem – potwierdzi³ Lando. – Sprawdzi³em wszystko, co
mamy o Thrawnie, sprawdzi³em te¿ imperialne archiwa i obejrza-
³em ka¿de ujêcie z nim i ka¿dy hologram. Przyznajê, ¿e jest tego
niewiele, ale to, co znalaz³em, wygl¹da, mówi i zachowuje siê tak
jak ten, którego widzia³em.
– Co i tak nie wyklucza ostatecznie kantu – podsumowa³ Han,
spogl¹daj¹c ukradkiem na Leiê.
293
Jeœli Talon bra³ udzia³ w oszustwie lub te¿ o nim wiedzia³, do tej pory powinna by³a to wysondowaæ, ale Leia siedzia³a z równie
ponur¹ min¹ od pocz¹tku relacji Calrissiana, a widz¹c spojrzenie
mê¿a, zaprzeczy³a delikatnym ruchem g³owy. Jeœli ma³¿onkowie
Solo mieli nadziejê, ¿e ich poczynania pozostan¹ ich s³odk¹ ta-
jemnic¹, to nie docenili Talona.
– Wychodzi na to, ¿e nie tylko Ishori mnie tu podejrzewaj¹ –
odezwa³ siê Karrde, nie odrywaj¹c wzroku od naczynia. – Przesze-
d³em próbê?
– Przepraszam – Leia przygryz³a wargê. – Ja nie mia³am w¹t-
pliwoÂœci, ale to i tak niczego nie zmienia.
– Dziêki – Talon uœmiechn¹³ siê ironicznie i spojrza³ na po-
zosta³ych. – Was dwóch nie bêdê zmusza³ do k³amstwa niepotrzeb-
nymi pytaniami.
– Nie robisz w ciemno niczego poza gr¹ w karty – odezwa³
siê pojednawczo Han. – Znamy siê d³ugo, ale niezbyt dok³adnie
i wydaje mi siê, ¿e jesteœ po naszej stronie, lecz nigdy tego wyraŸ-
nie nie powiedzia³eœ, a w tak powa¿nej sprawie musia³em mieæ
pewnoϾ.
– Masz racjê: nigdy tego nie powiedzia³em. – Talon przeniós³
spojrzenie na Landa. – Dobrze, zacznijmy od za³o¿enia, które pa-
sowa³oby nam wszystkim najbardziej, a zatem od tego, ¿e sta³eœ
siê ofiar¹ kantu, czyli oszustwa. Pytanie pierwsze: w jaki sposób
tego dokonano?
– Wbrew pozorom to nie jest a¿ takie trudne – oceni³ Han. –
ZnaleŸæ kogoœ podobnego, zrobiæ mu drobne zabiegi kosmetycz-
ne, zmieniæ barwê skóry, w³osów i oczu, i mamy Thrawna.
– To ju¿ by³aby kosmetyka chirurgiczna, a ona pozostawia cha-
rakterystyczne œlady. Mia³em z tym kiedyœ do czynienia i wiem,
czego szukaæ. On nie mia³ takich œladów – sprzeciwi³ siê Lando. –
A poza tym twoja teoria nie wyjaœnia g³osu.
– G³osy mo¿na podrobiæ jeszcze ³atwiej – Han wzruszy³ ra-
mionami. – Sami to robiliœmy, praktycznie na poczekaniu, przy po-