czuję ja i to czujecie Wy...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- \par cech, w kt\'f3rej badacze wyr\'f3\'bfniaj\'b9 elementy achajskie (nie wymienili\'9c-\par my tego dialektu w nazwanych wy\'bfej grupach, bo p\'f3\'9fniej nie...
- dzy koteriami, ciągłe walki o przywileje, ciągłe wydzierki i rwactwo, a to z powodu owej potrzeby rajskiego ptaka wy-pełniającej każdego człowieka...
- człowiek czuje siępewniejszy w lasach pełnych dzikiego zwierza aniżeli wWarszawie, „gdzie sądowe pałace, gdzie majestat, gdzie miejsce sejmowe”...
- - Wy, Ukraińcy, zawsze sobie dziwne miejsca na obronę ojczyzny wybieracie!Stopniowo gdy wino zaczęło działać ich rozmowa wkraczała na coraz bardziej...
- le jest potrzebny), niedostępnej dla użytkowników i przeznaczonej wy- łącznie na potrzeby administratora, — skonfigurowanie portów...
- do gruzów, zostawionych na drugim końcu miasta, w tamtej sali, oglądając zwisające wy- świecone sznury, ale można przypuszczać, że czuł się już wtedy...
- tetem, szeroką wiedzą i dobrymi po-byłby w stanie rozstrzygnąć dylema-i nawet jeśli czuje jego spadek, to sa-mysłami na rejsy, to nie odniesie...
- Ponieważ jestem tylko tym ciałem, już dziś gnijącym w jakimś momencie przyszłości, tym staromodnie piszącym szkieletem, czuję, że to ciało żąda siebie,...
- - Chciałbyś coś powiedzieć?- To jest kapelusz nadrektora, skoro już musisz wiedzieć -wyznał Rincewind...
- się słabo — bo czasem mam wrażenie, jakbym przeżyła tysiąc lat, taka się czuję stara i zgorzkniała...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Nie przyznacie się - na to nie liczyłem, tego nie chciałem.
Tylko część walki między nami, walki o oryginalność polską, może się rozegrać na
22
łamach pism gościnnych, ujęta w dialektykę, ale o wiele ważniejsza część rozegra się
niejawnie, w polskim sumieniu literackim, na dłuższej przestrzeni czasu. A co do
przebiegu tej walki jestem dosyć spokojny”.
Uzupełnienia późniejsze
Od czasu moich artykułów o plagiacie zdarzyły się w Polsce dwa (wykryte) grube
plagiaty, które zostały potępione (prawie jednomyślnie) i zaprzątnęły uwagę litera-
tów ponad istotną potrzebę. Albowiem tego rodzaju wypadki są rzadkie, jasne, wyma-
gają policji i sądu, a nie objaśnień literackich. O wiele ważniejsze są plagiaty z
wdeptanego ziarna, plagiaty zamaskowane, z zatartymi śladami - świadome i nie-
świadome. Np. gdy kolega koledze weźmie jakąś myśl lub jakiś pomysł, rzucony w
rozmowie, wyczytany w kąciku jego dzieła, i sam albo go wyprzedzi, albo ów pomysł
czy myśl wyeksploatuje szerzej, uwiesi u wielkiego dzwonu, zyskując poklask i do-
chody, i za to nie powie koledze nawet: pocałuj mnie... ba, przy sposobności jeszcze
go kopnie. Żeby się chociaż czuł winnym, ale ponieważ takich zapłodnień podświa-
domie, acz celowo się zapomina [4] , okradziony nie ma nawet tej satysfakcji. Nic nie
może zatruć stosunków literackich bardziej niż takie fakty, a zdarza się ich zapewne
więcej, niż ich dochodzi do wiadomości kół liczniejszych, ponieważ poszkodowany
boi i wstydzi się upomnieć o swoją krzywdę - z góry wie, że złodziej się wyprze, obu-
rzy, wykaże inny rodowód pomysłu, a nawet będzie wolał przyznać się do plagiatu
popełnionego na kim innym, zmarłym lub dalekim, byle nie na tym, który się o swoje
upomina.
Nawet taki zacięty uniwersalista jak J. N. Miller, który swego czasu żądał od po-
etów zbiorowej, bezimiennej twórczości, takiej, jaka była za czasów Homera, nieco
później sam bliski był wytoczenia komuś sprawy o plagiat. A przecież plagiat spełnia
dziś tę rolę, którą miała owa dawna twórczość zbiorowa. - Niedawno pp. Słonimski
(„Wiadomości Literackie”) i Wat („Miesięcznik Literacki”) posprzeczali się z sobą o
to, kto pierwszy z nich podał myśl, że opisy wojenne, służące rzekomo pacyfizmowi
jak u Remarque'a, mogą jednak zachęcać do wojny. Myśl to była prawdziwa, zorgani-
zowana - nowy fałd, i rzeczywiście godna sporu - jakkolwiek człowiek znający już
dawniej problematologię literacką wie, że nie jest ona nowa, bo swego czasu z powo-
du Nany Zoli rozpatrywano np. inną analogiczną kwestię, mianowicie czy opisy oby-
czajów tam zawarte są jednak pornografią mimo swej pozornej tendencji moralizator-
skiej. - W Peipera książce Tędy (zbiór artykułów) znajduję kilka podejrzeń i aluzyj, że
są tacy, którzy z jego myśli rzuconych w rozmowach korzystają bez pozwolenia. A
jednak ten sam Peiper jako oficjalny orędownik najmłodszej literatury oburzał się na
mnie, że tej literaturze zarzuciłem „plagiatowy charakter”...
A więc drażliwość wobec plagiatów istnieje i jest słuszna. Jeżeli zaś nie wybucha
częściej, to oprócz przyczyn już podanych także dlatego, że wobec słabego rozmachu
twórczości oryginalnej w Polsce nie ma tak bardzo co kraść i wszyscy mniej więcej
pasożytujemy na bodźcach znajdowanych w twórczości zagranicznej...
I tu przechodzę jeszcze raz do kwestii tych plagiatów, które są już właśnie obja-
wami mody. Skądże ten ostry wyraz „plagiat”, skoro idzie o rzecz tak niewinną jak
moda? Stąd, że chociaż poszkodowanego nie ma, jednak od strony subiektywnej ta
pożyczka, ten wpływ przedstawia się jako przywłaszczenie sobie myśli obcej, jako
ominięcie właściwej drogi twórczej. Ze względów pedagogicznych ktoś musiał raz
23
nazwać ten proceder po imieniu, aby obudzić drzemiące w Polsce sumienie oryginal-
ności. Mody, prądy nie są czymś tak niewinnym, jak to się przedstawia w historiach
literatury. Może podkreślanie tego momentu, w którym one są plagiatem, nie należy