- Co robicie z ludźmi! - Rzuciła niebacznie przez ramię...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- Istotne jest, iż te dokumenty obejmują okres wykraczający poza ramyczasowe działania obecnego Parlamentu, a tym samym poza okres sprawowania władzy przez...
- Chciałabym mękę waszej pracy pić przez rurkę, jak komar krew hipopotama - o ile to możli-we w ogóle - i przemieniać na moje idejki, takie piękne, takie motylki,...
- Ulice Mardecin wybrukowane były granitowymi płytami, wytartymi przez całe pokolenia stóp i kół wozów, wszystkie zaś budynki zbudowano albo z cegły, albo z...
- ver appetebat, cum Hannibal exhibernis movit; c) cum explicati-vum lub coincidens = gdy, skoro,przez to, ¿e (z tym¿e trybem i cza-sem, jaki jest w zdaniu...
- cz¹stki (przed zmierzeniem jej cech), która nie znajduje siê nigdziew przestrzeni i czasie? Jeœli za jeden obiekt uwa¿aæ to, co jestopisywane przez jeden wektor...
- Odwróci³ siê ty³em do œwiat³a reflektora i os³aniaj¹c oczy przed blaskiem bij¹cym mu spod nóg, spróbowa³ zajrzeæ w kryszta³ow¹ g³êbinê jak przez lód, który skuwa jezioro...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- 2asmienia jednostki czy dominacji nad ni¹, lecz w celu ochrony praw zagro¿onych przez inne instytucje spo³eczne: Jednym z najtrudniejszych aspektów spo³ecznego...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Czego od niego chcecie? Czy ma znowu poderżnąć sobie żyły, chcecie patrzeć, jak jego “honor" spływa do zlewu? - Machnęła ręką. - Jeden spośród was, dzielny, uczciwy oficer, przeszedł przez piekło i okazał tyle hartu, by przeżyć, a wy za to wszystko nazywacie go “upadłym trupem"!
- Nie jest pani jedną z nas, komendancie - odparł spokojnie Sirus. - Gundhalinu... to rozumie. Pani nigdy nie zdoła.
- Dziękuję za to bogom. - Jerusha pomogła BZ położyć się na stole, nie zwracała uwagi na dostojników wychodzących z pokoju. Usłyszała, jak przewodniczący umyślnie podnosi głos, określając Gundhalinu słowem używanym wyłącznie wobec najniższych Bezklasowych. Usta Gundhalinu drżały, konwulsyjnie przełykał ślinę.
- Obywatelu Sirusie! - powiedziała nagle Moon.
Jerusha wykorzystała jej odezwanie się jako pretekst do odwrócenia głowy, dając Gundhalinu czas na wzięcie się w garść. Zobaczyła Sirusa wahającego się w drzwiach i dziewczynę starającą się ująć w karby wściekły gniew, z jakim na niego patrzyła. Udało się jej; złość Moon została wyparta przez pilniejsze uczucie.
- Muszę - muszę z panem pomówić.
Sirus uniósł brwi i spojrzał na Gundhalinu.
- Uważam, że padło tu aż za wiele słów.
Z upartym zdecydowaniem pokręciła głową, rozrzucając proste, białe włosy.
- O... o kimÅ› innym.
- Prosi pani jako sybilla?
Kolejne zaprzeczenie.
- Proszę jako pańska krewna. - Przestał przesuwać się w stronę drzwi. Ostatni z wychodzących Kharemoughi obejrzał się, zachichotał obraźliwie, przemierzając korytarz. Jerusha patrzyła pilnie, wyczuła, że Gundhalinu prostuje się za nią. - O pańskim synu. Z poprzedniego Święta.
Oczy Sirusa zajrzały na chwilę w przeszłość. Kiwnął raz głową i obejrzawszy się wskazał Moon drogę do innego pokoju. Poszła za nim, spoglądając za siebie.
Oczy Gundhalinu śledziły ją, jakby stracenie jej widoku było dlań czymś niemożliwym do zniesienia, patrzył z twarzą pozbawioną nadziei.
- BZ... inspektorze Gundhalinu. - Ostrym głosem Jerusha zwróciła na siebie uwagę.
- Pani - posłusznie zwrócił głowę, lecz nie myśli.
Jerusha zawahała się, nagle niepewna, co ma robić.
- BZ... naprawdÄ™ kochacie tÄ™ dziewczynÄ™?
Widać było, jak pracuje mu gardło.
- A jeśli tak, pani komendant? - zapytał zbyt obojętnie. - Może to i skandal, ale nie zbrodnia.
- BZ, czy wiecie, kim ona jest?
Podniósł oczy, odczytała w nich poczucie winy. Nic nie odpowiedział.
- To ona uciekła pięć lat temu z przemytnikami techniki - ciągnęła dalej, mówiąc o wszystkim, co wiedziała, mając nadzieję, że to wystarczy. - Wróciła tu nielegalnie. Będzie musiała zostać deportowana.
- Pani komendant, nie mogę... - Jego zdrowa ręka zacisnęła się na wyściełanym blacie stołu.
- Jeśli naprawdę ją kochacie, BZ, to nie ma sprawy - uśmiechnęła się zachęcająco. - Poślubcie ją. Wywieźcie stąd jako swoją żonę.
- Nie mogę. - Z tacki na końcu stołu wziął ostrą jak cierń sondę, wypróbował ją na swej dłoni.
Powiedziała pośpiesznie:
- Nie zamierzacie chyba pozwolić tym hipokrytycznym snobom...
- To nie dlatego - zesztywniał. - Niech pani nie mówi tak o przywódcach Hegemonii. Mieli wszelkie podstawy, by mnie skrytykować.
Jerusha otworzyła usta, zamknęła powtórnie.
- Moon nie wyszłaby za mnie. - Odłożył sondę. - Jest... hmm, zaprzysiężona - zawahał się, jakby ciągle uważał za niewłaściwą tę nieurzędową formę małżeństwa. - Swemu kuzynowi... synowi pierwszego sekretarza Sirusa. - Ponownie spojrzał niedowierzająco na drzwi. - Kocha go. Cały czas stara się dostać do Krwawnika, by go zobaczyć. - Mówił o faktach matowym głosem, jakby czytał sprawozdanie. - Nazywa się Sparks Dawntreader.
- Sparks?
- Znacie go?
- Tak. Podobnie jak wy. Po waszej ostatniej wizycie w pałacu ocaliliśmy go przed porwaniem przez handlarzy niewolników. Potem wzięła go Arienrhod; jest nadal jednym z jej faworytów na dworze. To go zepsuło.
Gundhalinu zmarszczył brwi.
- A więc to możliwe...
- Co takiego?
- Moon uważa, że został Starbuckiem.