carroll jonathan, kraina chichów Zacząłem pisać również dlatego, że potrzebowałem konkretnego zajęcia na okres podejmowania decyzji, co dalej ze mną...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Analiza ta wyjaœnia nam równie¿, dlaczego poziom produkcji odpowiadaj¹cy naturalnej stopie bezrobocia jest równoznaczny z potencjalnym poziomem produkcji danego...
- Istmie i w portach korynckich kolonii w pó³nocno-zachodniej GreW Koryncie równie¿ koncentrowa³a siê wymiana handlowa miêdzy Peponezem a œrodkow¹ Grecj¹, nic...
- Równoczeœnie kocha ono rodzica-rywala spostrzegaj¹c go jako osobê wszechpotê¿n¹ i wszech-wiedz¹c¹, a wiêc równie¿ o skrytych pragnieniach dziecka...
- W Polsce wprowadza siê dopiero, i z oporami, zasady pañstwowej s³u¿by cywilnej, w zwi¹zku z czym zmiany polityczne na szczytach w³adzy czêsto pro- , wadz¹ równie¿ do...
- Kenneth od dziecka kochał to miejsce równie mocno, jak kochał matkę...
- Śledzili oni również kilka czynników, z którymi ich nastrój mógł być skorelowany, na przykład ilość snu ostatniej nocy oraz pogodę...
- Wypracowali sobie także niemalże fobię braku zainteresowania dla wszelkiej tradycji, włączając w nią również wytwory największych umysłów...
- Było to nadal za mało jak na ich potrzeby, „wszystko było wspaniale zorganizowane, bardzo zabawne zupełnie inaczej niż obecnie jest zorganizowane nasze centrum...
- Czasu więc mamy aż nadto, by ułożyć sobie plan; jeśli opuścimy to miejsce, nie znajdziemy równie wygodnego...
- Ksiêga Psalmów zosta³a w kodeksie okolona dodatkowymi tekstami modlitewnymi, podanymi równie¿ w trzech jêzykach...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Tylko jedno wiedziałem na pewno - że któregoś pięknego dnia, w jakiejś Holandii czy Grecji, spotkam ni stąd, ni zowąd znajomą galeńską gębę z diabelskim uśmieszkiem. Jak długo będą mnie ścigać? Do końca życia? Czy tylko do chwili upewnienia się, że nie mam zamiaru mścić się na nich za śmierć Saxony? Zacząłem pisać biografię ojca, żeby odsunąć nieustanny lęk, a także dlatego, że Saxony uważała, że dobrze by mi to zrobiło. No i dlatego, że sam chciałem.
W ostatnim roku długich wpisów w dzienniku było niewiele. Raczej krótkie zapisy radości lub depresji, które czyniłem pospiesznie, w chwilach wolnych od życia Stephena Abbeya, gwiazdy srebrnego ekranu.
Właśnie przetransportowałem go z Północnej Karoliny do Nowego Jorku, żeby popróbował kariery na Broadwayu, kiedy będąc przypadkiem na poczcie, zobaczyłem paczkę adresowaną do niejakiego Ryszarda Lee, gościnnie w Gasthaus Steinbauer. Paczka spoczywała na stoliku za urzędnikiem w okienku. Dzięki ci, Boże, za małe europejskie urzędy pocztowe! W trzy sekundy wszystkie torby i notatki były już w moim nowiutkim deux chevaux i pędziłem z nimi ku nizinom tak szybko, jak tylko mój żabomobil był do tego zdolny.
Blisko trzy miesiące dekowałem się w Stresa, bo było tam pięknie i bezludnie, a poza tym, tam właśnie odpoczywał porucznik Henry ze swą Catherine przed przeprawą na drugi brzeg jeziora Maggiore do Szwajcarii.
Idiotyzmem było wysyłać w pogoń za mną Ryszarda Lee, ale może i w tym tkwił jakiś cel. Korzystając z nieobecności Ryszarda, galeńczycy chcieli być może oczyścić Galen do reszty - nigdy więcej prawdziwych ludzi! Nigdy więcej 222
Jonathan Carroll - Kraina Chichów
normalnych w Mieście Marshalla Franoe'a! Anna nareszcie nie musiałaby chodzić do łóżka z panem Lee. Kto wie, czy nie sama Anna będzie następna?
Ojciec może ją przecież odtworzyć, i to w udoskonalonej wersji - nowy, doskonalszy model Anny. Nigdy się nie zestarzeje, nigdy nie zachoruje. Może dlatego właśnie pozbyli się Ryszarda - jeżeli nawet coś mu się przydarzy, pan i władca stworzy nowego.
To zresztą nieważne. Zaczailiśmy się na niego w Zermatt i załatwiliśmy Ryszarda w bocznej uliczce, w samym środku nocy.
- Siemasz, Ryszard!
- Tom! Tom Abbey! CoÅ› podobnego!
W ręku trzymał długi, stalowy nóż, który starał się ukryć tuż przy boku. Z
uśmiechem rozejrzał się na obie strony, na wypadek, gdyby w pobliżu mieli się przypadkiem kręcić moi kumple i dał krok w moją stronę.
Kiedy znalazł się o pięć albo sześć stóp od nas, Papcio wyłonił się z mroku za moimi plecami i jakby nigdy nic zagadnął mnie przez ramię:
- Przytrzymać ci kapelusz, synku?
Zarżałem ze śmiechu i wystrzeliłem w sam środek smutnej, pełnej niedowierzania gęby Ryszarda.
KONIEC
223