BODLEIAN LIBRARY • W BIBLIOTECE KSIĘCIA HUMFREYA • ODERWANA KARTKA “HAMLETA” I TAJEMNICZY CZYTELNIK • WPROWADZAM W TEMAT PANA GLIMPSONA •...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- aparaty cyfrowe Rodzaj pamięci to informacja na temat tego na jakich kartach pamięci aparat zapisuje zdjęcia...
- — Re Alide to kupa gruzów — rzekł krótko; zdało mi się, iż temat nie był dlań przyjemny — ale o tym na pewno pan wie...
- nizujących poglądach na temat oczyszczenia i poznania prawdy? Istotnie, kiedy czytamy o tym, co według Pseudo- Dionizego znaczy oczyszczenie napotykamy w...
- Gdy w roku 1949 odwiedziłem Szuberta i w rozmowie poruszyliśmy ten temat, Szubert starał się tłumaczyć ich mówiąc, że “przecież oni też chcieli żyć”...
- — Taki sam z pana dzieciak jak z biednego Brittlesa — odparła zapłoniona Róża...
- — Rozumiem pana — Hicks pokiwał niewyspaną, łysą głową...
- Brezovsky wstał i zwrócił się do adwokata: - Niestety, będziemy zmuszeni zatrzymać pana Lebovitza, bo może okazać się bardzo ważnym świadkiem...
- ze spokojem opuścić element TIM, ponieważ stacje wysyłające ramki typu Probe nie są jeszcze skojarzone z siecią i dlatego nie potrzebują wiedzy na temat,...
- To było dobre życie - żadnych dzikich pijatyk, pozamałżeńskiego seksu, narkotyków, nudy ani gorzkich utarczek na temat tego, co powinni dalej robić...
- - Tak, wykorzystałem myśliwską pasję pana Giscarda d'Estaing i kilka razy podejmowałem go w imieniu władz państwowych w Łańsku w Olsztyńskiem i Arłamowie w...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Tak przynajmniej wynikało z
relacji pana Tomasza - mojego szefa, dyrektora Departamentu Ochrony Zabytków w
Warszawie, zwanego Panem Samochodzikiem. Ten zabawnie brzmiący pseudonim przylgnął
do niego dawno temu z powodu dziwnego wehikułu, jaki mój zwierzchnik posiadał wiele lat
temu.
Przed kilkoma laty - dzięki darowi amerykańskiej Polonii - na stanie naszego
departamentu pojawił się jeep. Z nim było związanych kilka ostatnich naszych przygód, ale ta
ostatnia, “amerykańska”, dotycząca zaginionej kolekcji obrazów hrabiego Ignacego Korwin-
Milewskiego, przyniosła kolej na zmianę. Otóż, działając na zaproszenie amerykańskiej
Polonii, przyszło nam korzystać z daru biznesmena polskiego pochodzenia, pana Paradaja,
który na czas poszukiwań ofiarował nam przedziwny pojazd - replikę wehikułu! Samochód
ten stanowił połączenie hummera z bentleyem. Potrafił poruszać się po każdym terenie i
rozwijać prędkość do 360 kilometrów na godzinę. Kto wie, jak zakończyłaby się
“amerykańska przygoda”, gdyby nie ten nowy wehikuł? Po zakończeniu poszukiwań miał on
trafić do Hollywood, do znanego aktora Antonio Panterasa, który oferował za niego bajeczną
sumę, jednak dzięki nieprzejednanej postawie dyrektora Polskiego Instytutu Naukowego w
Ameryce, pana Lipińskiego, wehikuł został w końcu darowany nam! Tak więc, pan Tomasz z
całkiem pokaźną dokumentacją dotyczącą odnalezionych przez nas obrazów wyruszył w
powrotną drogę do Europy największym transatlantykiem na świecie, a ja musiałem zabawić
jeszcze kilka dni w Nowym Jorku, aby załatwić formalności związane z przywozem do Polski
nowego wehikułu.
I kiedy amerykański urzędnik miał przystawić ostatnią pieczątkę na dokumentach
przewozowych, odezwał się niespodziewanie pan Tomasz.
- Pawle, pojedziesz do Oksfordu - usłyszałem jego podniecony głos w słuchawce
telefonu komórkowego.
- Mam tam studiować? - zażartowałem.
- A i owszem. W słynnej bibliotece uniwersyteckiej zwanej Bodleian Library. Tam
wiedzie bowiem trop w sprawie repliki “Stańczyka”. A przynajmniej taką mamy nadzieję.
- “Mamy”?
- Razem z panną Pamelą Norman rozszyfrowaliśmy sens tajemniczych znaków na
replice “Stańczyka”. A racja! Przecież nie wiesz, o kim mówię. Panna Norman jest angielską
pisarką. Poznaliśmy się dzisiaj...
- Panie Tomaszu - jęknąłem. - Jeśli to blondynka, to jesteśmy zgubieni.
- Och, nie przesadzajmy.
Ustaliliśmy szczegóły i, kiedy wydawało mi się, że to już wszystko, pan Tomasz dodał
ponuro:
- Na statku jest Black!
Odetchnąłem, gdy minąłem przedmieścia Londynu. Nie chodziło wcale o londyńskie
korki, ale o to, że nie byłem przyzwyczajony do lewostronnego ruchu. Byłem pierwszy raz w
Londynie i to w dodatku samochodem. Wreszcie, debiutowałem w roli kierowcy wehikułu!
Dlatego to jazda z lotniska Heathrow przez zachodnią, peryferyjną część miasta była istnym
piekłem. Gdzie tam było marzyć o zwiedzaniu czy podziwianiu stolicy Zjednoczonego
Królestwa, a zarazem największego europejskiego miasta. Nic z tych rzeczy! Jedyne, o czym
marzyłem, to dostać się czym prędzej z Heathrow do obwodnicy londyńskiej, a stamtąd był
już tylko krok do autostrady M-40.
Na autostradzie biegnącej na północny zachód w kierunku Oksfordu wehikuł sunął,
jakby był co najmniej poduszkowcem. Jazda dobrą drogą przez malownicze wzgórze Chiltern
to była frajda. W ogóle Anglia przypadła mi do gustu. Na dobrą sprawę, gdyby dzisiaj żył
najsławniejszy detektyw świata Sherlock Holmes, jedyną rzeczą, która mogłaby go
zaszokować, byłby pewnie nadmierny rozwój motoryzacji i zatrzęsienie reklam. Jednak w
Londynie znalazłoby się od biedy niejedno miejsce przypominające dziewiętnastowieczne
wiktoriańskie kamienice i słynną Baker Street, gdzie poczciwy doktor Watson i Sherlock
Holmes czuliby się jak za dawnych, dobrych, starych czasów.
I kiedy tak jechałem sobie szosą przez pokryte zieloną trawą angielskie wzgórza i
doliny, dostrzegłem we wstecznym lusterku samochód. To był czarny rover. Jak mi się
zdawało, jechał za mną już od dłuższego czasu. Przyspieszyłem. Jadący za mną samochód
również przyspieszył. A gdy niespodziewanie zwolniłem, kierowca rovera uczynił tak samo.
Nie miałem zatem wątpliwości, że byłem śledzony. “Kto?” i “dlaczego?” było dla mnie
tajemnicą. Czyżby ktoś dowiedział się już, że Pan Samochodzik rozszyfrował tajemnicze
znaki na replice “Stańczyka”, a ja mam w Oksfordzie misję do wykonania?
Postanowiłem zatem nie uciekać przed kierowcą samochodu - jak czyni to większość
bohaterów sensacyjnych filmów - a najzwyczajniej w świecie zjechałem natychmiast na
pobocze i zatrzymałem się, aby sprawdzić, z kim mam do czynienia.
Rover momentalnie zwolnił, ale zaraz jednak przyspieszył i szybko przejechał obok
mnie. Wydawało mi się, że wewnątrz samochodu siedziały dwie osoby, ale pojazd zbyt
szybko mignął za szybą, abym zdążył dobrze przyjrzeć się kierowcy i pasażerowi.
Nie namyślając się dłużej ruszyłem za roverem, który zdążył już zniknąć za zakrętem
chowającym się za stromym zboczem. Po chwili jednak dogoniłem rovera, ale samochód pruł
już z szybkością stu mil na godzinę. Dlaczego kierowca rovera jechał tak szybko? Czyżby
obawiał się zdemaskowania? Nacisnąłem pedał gazu i zbliżyłem się do kufra rovera na
niebezpiecznie bliską odległość. Niestety, we wstecznym lusterku ujrzałem jadących za mną
dwóch motocyklistów. To byli policjanci.
Miałem pecha - musiałem zapłacić mandat za przekroczenie szybkości.
Po godzinie powitał mnie słynny Oksford. Minąłem ogród botaniczny i wjechawszy w