Barak nerwowo odchrząknął, zastanawiając się nad aktualną równowagą umy-słu O’Loga i rozważając, czy nie powinien w gruncie rzeczy wycofać się...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- Artyku 105 1 EgzAdmU wymienia sposoby sprzeday rzeczy zajtej w toku egzekucji z ruchomoci:1) sprzeda w drodze licytacji publicznej,2) sprzeda po cenie...
- Mahskevic nie podniósł nawet wzroku znad swych korzennych roślin, choć przerwał wyrywanie chwastów na dość długo, by zastanowić się nad tą propozycją...
- prac¹ rodziny i szko³y, sta³ siê w Polsce tak powszechnie stosowany, ¿e nikomu nie przychodzi do g³owy zastanowiæ siê, o co tutaj w³aciwie chodzi...
- to znać jaśnie, iż czynili te rzeczy, które doskonałemu dworzaninowi należą; jeden ćwicząc Aleksandra Wielkiego, a drugi króle sycylijskie...
- Zastanawiając się nad tym, czym mógł się zajmować Orgevald, gdy był jeszcze normalnym człowiekiem, Grey poszedł spać, odruchowo drapiąc świeże ukąszenia...
- Sto procent wirtualnej rzeczywistościOksymoron czy pleonazmMichael Hammer (nie detektyw, ale wielki lekarz korporacji albo inaczej specjalista od tzw...
- - Jakie dokumenty?- Och, szczegółowe opisy anatomii wampirów, wasze ograniczenia i tego typu rzeczy...
- DPZ 2010 Nr 5Coś jednak jest na rzeczy, bo załoga, która płacikapitański nie potrafili wymyślić...
- Rzeczywiście, i Europa nie dałaby temu wiary, przepełniano pod administracją Lubeckiego więzienia obwinionymi tego rodzaju...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
W końcu nic wielkiego się nie stanie, jeśli wróci za kilka godzin lub dni, lub. . .
— Aaa, Barak! Oczekiwałem cię — wycedził O’Log. W jego ustach to nie-
110
winne zdanie zabrzmiało o wiele bardziej podejrzanie, niż powinno.
Wypowiedziawszy te słowa, na powrót zwrócił uwagę ku ruszającemu nosem,
kręcącemu się w kółko królikowi. Zwierzak skierował się ku kolejnej marchew-
ce. Ostrożnie, utrzymując zadnie łapy w gotowości do dania drapaka, obwąchał
warzywo leżące przed literą „q”, a następnie niepewnie je skubnął.
O’Log wybuchnął wściekłością i rzucił tabliczką w zaskoczonego królika.
— Grrr! Brakowało mi tylko królika z dysleksją! — pisnął na widok białego
ogonka znikającego za kamienną płytą. — Moje badania, moje badania! Na nic!
Tyle godzin na nic. . . — Mięsista twarz zadrżała w słabym świetle, z ust poleciała para.
Barak uderzył się w bok głowy, jakby była jakimś urządzeniem, które uparcie
odmawia prawidłowego funkcjonowania.
— Królika? Obwiniasz królika? — wydukał Barak z niedowierzaniem.
— Coś nie w porządku? — odburknął Pat, obrzucając Baraka gniewnym spoj-
rzeniem. — Przecież to ewidentna wina tego bydlaka! „Q”, czyż nie? — zapytał
retorycznie. — Dlaczego nie wskazał samogłoski, choćby jednej?
— . . . .?. . . — Barak jęknął niezrozumiale.
— Nic nie rozumiesz, prawda? — odrzekł Pat pogardliwie, czując, jak wzrasta
w nim arogancja. — Czyżby odkrycia Pat O’Loga uczyniły od twojej poprzedniej
wizyty aż tak wielkie postępy? Czyżby nie dane ci było słyszeć o królikomancji?
— zapytał z teatralnym gestem.
— Królikomancji. . . ? — wykrztusił Barak, po czym przeniósł wzrok z za-
myślonej twarzy Pata na małego białego króliczka wyglądającego nerwowo zza
kamiennej płyty. — No nie. Czy to ma znaczyć, że używasz królików do. . .
— Przepowiadania przeszłości. Nie inaczej! — oznajmił Pat, zamaszystym
gestem zdejmując z rąk cienkie białe rękawice i ciskając je za siebie. — Swo-
imi noskami potrafią wskazać powód śmierci dowolnej istoty. W każdym razie
większość potrafi! — zapiszczał i spojrzał oskarżycielsko na puchate stworzonko ruszające noskiem w jego stronę. — Przynajmniej te, które potrafią czytać. Sam spójrz! — Podniósł z podłogi tabliczkę i podetknął Barakowi pod nos. W rubryce
„powód zgonu” stało czarno na białym „zxrrtq”.
— Na nic! — Pat podniósł ręce. — Równie dobrze mógłbym otworzyć jeden
z tych tomów i wstawić tu pierwszą z brzegu nazwę! — Wskazał palcem na półkę
pełną oprawnych w skórę podręczników.
— A co z tymi bardziej, hm, inwazyjnymi technikami, których dotychczas
używałeś? — zapytał Barak, rozmyślając o pełnych cięć skalpelem czasach „Eks-
humatora”.
— Co ty sobie myślisz? Że żyjemy w średniowieczu? To nowoczesna metoda,
obywa się bez noży, śluzu i naczyń pełnych lepkiego obrzydlistwa. Mam to za
sobą. Królikomancja jest równie precyzyjna, a i sprzątania po niej o wiele mniej.
— Precyzyjna? — wykrztusił drwiąco Barak.
111
— W porównaniu z innymi technikami wróżbiarskimi — oczywiście. A tak w ogóle, co tu robisz? — zapytał nadąsany Pat.
Barak z trudem pohamował uśmieszek wyższości cisnący mu się na usta w ob-
liczu tak wyraźnej zmiany nastroju Pata. Nie musiał znać się na Pat O’Logii, żeby wiedzieć, że trafił w czuły punkt.
— Przysłał mnie Tojad.
— Nie mów, sam zgadnę. Chce wyników na trzy tygodnie temu, prawda?
Zawsze tak samo niecierpliwy!
— Nie, chce kowala. Dostał czapę.
— Ha! Kto to zrobił. . . ? Albo daj mi zgadnąć! — Ożywiony nieco Pat rzucił
kilkoma kolorowymi kośćmi, zamknął oczy i gestem ręki poprosił o ciszę.
— Stan Kowalski. O świcie zetniemy mu głowę. . . — powiedział Barak, któ-
ry zdecydowanie nie miał ochoty na zabawę w zgadywanki. Zwłaszcza że jego
przeciwnikiem miałby być ktoś o niezachwianej wierze w profetyczne zdolności
królików.
— Serio? Cholera! Dałbym głowę, że to Ross Prouvatsch. Niezły z niego drań.
— Gdzie tam! To nie mógłby być on. — Barak szybko tracił cierpliwość. —
Ross zajmuje się tylko dziewczętami.
— No tak, palnąłem głupstwo. Mówisz, że to Kowalski? Skądś znam to na-
zwisko. . . — Pat się zadumał. — Samobójstwo? — zapytał z niedowierzaniem.
— O nie, żartujesz sobie ze mnie!
— Idiota! — warknął Barak, potrząsając głową. — Ma być gotowy do odebra-
nia za dwie godziny. To rozkaz Tojada! — Tupnął nogą, odwrócił się i wyszedł, z westchnieniem ulgi zamykając za sobą drzwi. Z wnętrza laboratorium dobiegł
go piskliwy głos: