alarmu zależało wyłącznie od Randa...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- string ob_get_length ( void) ob_implicit_flush Włącza lub wyłącza ukryte opróżnianie bufora wyjściowego (jeżeli nie podany został znacznik...
- „Królewską Eksploatacją Połowów Pereł z Ellebubu”, stanowią jego wyłączną własność prywatną i że wstęp do nich jest surowo wzbroniony...
- teresowaniem i w konsekwencji działaniem poprzedzonym decyzja-mi, są ograniczone wyłącznie tym, jakie znamy sposoby ich genero-wania, wytwarzania,...
- Zasada prawdy materialnej odnosi si wycznie do ustale faktycznych i nie obejmuje rozstrzygni prawnych, jak np...
- Wyłączenie teorii i tradycji...
- 17 ─ Gdyby to zależało ode mnie ─ mówił Aleksander do Caulaincourta ─ miałbyś pan moje słowo, nim byś pan wyszedł z tego gabinetu; gdyż,...
- 5 stycznia, piątek...
- Wszyscy przypomnieli sobie starą przepowiednię: kiedy dzikie zwierzęta pić będą z rzeki, zapanuje niesprawiedliwość i szczęście opuści kraj...
- www
- Z drugiej strony ciekawym przykładem różnorodności motywacji, którymi kierowały się stare" i nowe" siły polityczne w ustalaniu ordynacji może być ordynacja...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Jechał uczepiony grzywy i wodzy Obłoka, co kilka minut musiał wyciągać szyję, by
obejrzeć się za siebie. Draghkar... om powiedział, że jest czymś jeszcze gorszym od
trolloków i Pomorów. Niebo jednak było puste, a jego wzrok badający grunt pod koń-
skimi kopytami napotykał jedynie mrok i cienie. Cienie, w których skrywać się mo-
gła cała armia. Siwek, któremu wreszcie pozwolono galopować swobodnie, mknął
przez noc niczym duch, bez trudu dotrzymując tempa nadawanego przez ogiera Lana.
A zresztą, gdyby mógł, pędziłby jeszcze szybciej, gnany pragnieniem dogonienia czar-
nego konia. Rand musiał cały czas silnie ściągać jego wodze, aby do tego nie dopuścić.
Obłok nie dawał się okiełznać, jakby uważając, że bierze udział w wyścigu, próbował
wyrwać się spod władzy jeźdźca. Rand przywierał do siodła i wodzy, naprężając wszyst-
kie mięśnie. Żarliwie pragnął, by wierzchowiec nie wyczuł jego niepewności. Gdyby tak
się stało, straciłby jedyną ostoję, jaka mu pozostała, nawet jeśli była ona tak niepewna.
Prawie leżąc na karku Obłoka, nie spuszczał wzroku z Beli i jej jeźdźca. Kiedy twier-
dził, że kudłata klacz dotrzyma kroku pozostałym koniom, nie brał pod uwagę, że zo-
stanie zmuszona do takiego biegu, choć i tak był zdziwiony, że jednak daje sobie radę.
Lan nie chciał, by Egwene jechała razem z nimi. Czy zwolni specjalnie dla niej, jeśli Bela
139
osłabnie? A może będzie się starał zostawić ją na drodze? Z jakiegoś powodu Aes Sedai
i Strażnik uważali Randa i jego kolegów za ważnych, ale mimo słów Moiraine o Wzo-
rze, nie przypuszczał, że tak samo będą traktowali Egwene.
Jeżeli Bela padnie, to on też nie pojedzie dalej, cokolwiek Moiraine i Lan by o tym
nie mówili. Zostanie tam, gdzie są trolloki i Pomor. Tam gdzie krąży draghkar. Wkłada-
jąc w to całe swe serce i rozpacz, bezgłośnie nakazywał Beli pędzić tak szybko jak wiatr,
próbując dodać jej sił.
„Biegnij!”
Dostał gęsiej skórki i miał wrażenie, że jego kości są przemarznięte do samego szpi-
ku, gotowe zaraz popękać.
„Światłości, pomóż jej, niech biegnie!”
I Bela biegła.
Mknęli coraz to dalej i dalej na północ, przez mrok, czas upływał jednostajnym ryt-
mem. Miejscami rozbłyskiwały obok nich światła farm, aby zaraz zniknąć, jakby były je-
dynie tworami imaginacji. Ostre ujadanie psów błyskawicznie cichło w oddali za nimi
albo urywało się gwałtownie, jakby psy rozumiały, że trwa tu ucieczka przed pościgiem.
Pędzili przez ciemność, kierując się jedynie wodnistobladym światłem księżyca, przez
ciemność, z której drzewa wyłaniały się nagle, aby zaraz zniknąć. Dookoła widać było
tylko mrok, a miarowy stukot kopyt zakłócały jedynie pojedyncze okrzyki nocnych
ptaków, samotne, wróżące żałobę.
W pewnej chwili Lan nagle zwolnił, a potem nakazał przystanąć reszcie. Rand nie
wiedział, jak długo trwa ta jazda, ale od ściskania końskiego grzbietu czuł już lekki ból
w nogach. Przed nimi roziskrzyły się światła, jakby w jednym miejscu wśród drzew sku-
piła się wielka chmara świetlików.
Rand wpatrywał się w te światełka z konsternacją, a po chwili aż jęknął ze zdumie-
nia. Te świetliki to były okna, okna domów pobudowanych na zboczach i szczycie jakie-
goś wzgórza. Dotarli do Wzgórza Czat. Ledwie wierzył, że przebyli już tak długą drogę,
prawdopodobnie pokonując ją szybciej niż ktokolwiek przed nimi. Idąc za przykładem
Lana, Rand i om Merrilin zsiedli z koni. Obłok stał spokojnie, ze zwieszonym łbem,
a jego boki falowały. Kark siwka pokrywała piana, prawie niedostrzegalna na tle jego
umaszczenia. Rand pomyślał, że Obłok nie da rady dalej biec tej nocy.
— Cieszę się, że mam już wszystkie te wsie za sobą — obwieścił om — i uważam,
że kilkugodzinny odpoczynek nie byłby teraz od rzeczy. Chyba osiągnęliśmy już taką
przewagę, że możemy sobie na to pozwolić?
Rand rozprostowywał kości, kołysząc biodrami.
— Jeżeli mamy się zatrzymać na resztę nocy we Wzgórzu Czat, to możemy jeszcze
podjechać do tej góry.
140
Zabłąkany powiew wiatru przyniósł im fragment melodii śpiewanej we wsi i zapach
potraw, od którego poczuł napływ śliny w ustach. We Wzgórzu Czat nadal świętowa-
no Bel Tine, którego nie przerwały im żadne trolloki. Spojrzał na Egwene. Dziewczyna
opierała się o grzbiet Beli, słaniając się ze zmęczenia. Pozostali również zsiadali z koni,
wzdychając i rozprostowując obolałe mięśnie. Jedynie Strażnik i Aes Sedai nie pokazy-
wali oznak zmęczenia.
— Chętnie bym sobie pośpiewał — wtrącił Mat skonanym głosem — i pojadł gorą-
cego placka z baraniną w „Białym Niedźwiedziu”.
Urwał, po czym dodał:
— Nigdy nie zajechałem dalej niż do Wzgórza Czat. Ale „Biały Niedźwiedź” nawet się
nie równa „Winnej Jagodzie”.
— W „Białym Niedźwiedziu” jest całkiem nieźle — powiedział Perrin. — Też bym
zjadł placka i napił się herbaty dla rozgrzania kości.
— Nie możemy się zatrzymać, dopóki nie przekroczymy Taren — rzucił ostro Lan.
— Będziemy odpoczywać tylko kilka minut.
— A co z końmi — zaprotestował Rand. — Zajeździmy je na śmierć, jeśli będziemy