ła grill i zaczęła kroić miękki ser, gdy wszedł...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Nie miał czasu myśleć teraz o więźniu, bo gdy kilku ludzi zabrało się do rozbierania martwych kompanów, kłócąc się przy tym o łupy, reszta zaczęła...
- - Wy, Ukraińcy, zawsze sobie dziwne miejsca na obronę ojczyzny wybieracie!Stopniowo gdy wino zaczęło działać ich rozmowa wkraczała na coraz bardziej...
- – Czy wezwać ChÅ‚opców Twardzieli?– Nie, niech robiÄ… to, co zaczÄ™li...
- Upakowanie materii żywej w osobne nośniki stało się cechą tak uderzającą i dominującą, że gdy na scenie pojawili się biologowie i zaczęli zadawać pytania na...
- a oficjalnym Koœcio³em, reprezentuj¹cym Papiestwo, zaczê³y zarysowywaæ siê rozbie¿noœci, które zczasem przekszta³ci³y siê nawet w otwart¹ wrogoœæ...
- Małgorzata odwiesiła słuchawkę i jednocześnie w sąsiednim pokoju rozległo się drewniane kuśtykanie i coś zaczęło dobijać się do drzwi...
- Zalecał referendarz jak największe umiarkowanie i cierpliwość, a gdy ochmistrzyni uskar- żać się zaczęła na niedostatek, zaręczył, że prymas111,...
- Ponieważ niósł jej kosz, nie pozostawało jej nic innego, jak czekać, więc przystanęła i zaczęła go obserwować...
- Milicję po tym drugim doświadczeniu zaczęłam kochać rzetelnie, porządnie i trwale...
- Pani Bogusi na dole, mimo atencji wielbiciela, zaczęło coś przeszkadzać...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Odłożyła
nóż i odwróciła się do niego, wycierając ręce w ściereczkę.
Z czym wracał? Z jaką decyzją?
Wyglądał tak, jakby przeżył szok.
- Przepraszam za spóźnienie - powiedział krótko. - To co
z tym lunchem w „Dębinie"? Udało się zarezerwować stolik?
- Owszem. Na pierwszą. O wpół do drugiej oddzwoni-
li, że odwołują rezerwację. Nie powiem, żeby byli z nas
zadowoleni. - Spojrzała mu prosto w oczy. - Dowiedzia
łam się też, że byłeś tam w ubiegłym tygodniu. Z żoną.
Zamknął oczy. Ciekawe, co ukrywał? Bał się, że coś w nich wyczyta? Czy może nie chciał na nią patrzeć?
- Święty Boże -jęknął. - To ona zarezerwowała stolik
na...
- .. .pana i panią Crofton. Dokładnie. Kierownik uznał
naturalnie, że ja to ona i przypomniał mi, że często jadam
u nich z mężem.
Starała się mówić spokojnie. Nie zamierzała robić paskudnych scen; było ich już dość. Chciała, żeby jej chłód udzielił się i jemu. Gwałtownie otworzył oczy. Były pociemniałe z gniewu.
- Nieczęsto, Sancha. To nieprawda. Byliśmy tam jeden
jedyny raz, w zeszłym tygodniu. To były jej urodziny. Powiedziała, że chciałaby je uczcić w jakimś ładnym miejscu, a wiedziała, że „Dębina" to moja ulubiona restauracja... kiedyś o tym przy niej napomknąłem. Zapytała, czy moglibyśmy tam się wybrać, więc zgodziłem się. Zarezerwowała stolik...
R S
- ...na pana i panią Crofton! - Mimo najlepszych intencji, Sanchy nie udało się nie podnieść głosu. - Nie mów mi, że nie zdawałeś sobie sprawy z tego, że biorą ją za
twoją żonę.
Z wściekłością przegarnął ręką włosy.
- Pamiętam, że ktoś powiedział coś w rodzaju: „Mam
nadzieję, że pańskiej żonie u nas smakowało". Powinienem był sprostować, ale wtedy nie wydawało mi się to istotne. Jak ty to sobie zresztą wyobrażasz? Miałem się
spowiadać kelnerowi? Powiedzieć: To moja asystentka, nie
żona? Jakoś głupio. Nie wiedziałem, że celowo wprowadziła ich w błąd.
- Ciągle kłamie jak z nut.
Spojrzał na nią ostro.
- Nie rozumiem,
- Zadzwoniła do mnie, niedługo po twoim wyjeździe...
- Dzwoniła? - Bardziej zakłopotany już być nie mógł.
- Próbowała zmienić głos, ale to była ona. Jestem pewna. - Obserwowała go, próbując wyczytać z wyrazu jego twarzy prawdę. O, jak bardzo chciałaby wiedzieć, czy
w dalszym ciągu ją okłamuje. - Powiedziała, że jesteście
razem... w łóżku.
Twarz Marka ściągnęła się, jakby go uderzyła. Był purpurowy z gniewu.
- Jesteś pewna, że to ona? Poznałaś po głosie?
- Od razu. Ale potem Zoe zadzwoniła pod jakiś tam
numer, gdzie można się dowiedzieć, skąd dzwonił nasz
ostatni rozmówca. Podano numer Jacqui Farrar. A więc to
pewne.
Zmarszczka na czole Marka pogłębiła się.
- Zoe? A skąd ona się tutaj wzięła?
R S
- Przyjechała ze swoim producentem. Wybierali się na
wycieczkę i zaproponowała, że weźmie dzieci. Właśnie
rozmawiałyśmy, gdy zadzwonił telefon.
- I wszystko jej opowiedziałaś!
- Byłam zdenerwowana, trudno, żeby tego nie zauwa
żyła. Jest moją siostrą i obchodzi ją moje życie... dlaczego
miałabym się jej nie zwierzyć? Muszę przecież z kimś rozmawiać. - Wałczyła ze łzami i głos jej się załamywał. Zapewne to dosłyszał, bo spojrzał na nią niepewnie.
- Tak czy siak, wolałbym, żebyś jej nie mówiła. Po co
zaraz wszyscy mają znać nasze życie. To są sprawy osobiste.
- Zoe to nie jacyś tam „wszyscy". To moja siostra. Zna
mnie, widziała, jak bardzo zdenerwował mnie ten telefon.
- Ogromnie mi przykro, Sancho - powiedział łagod-
niejszym już tonem. - Musisz jednak wiedzieć, że to, co ci zasugerowała Jacqui, to kłamstwo. Nie pojechałem po
to, żeby się z nią przespać. Pojechałem zakończyć tę sprawę raz na zawsze.
Sanchy drżały usta.
- A skąd mam mieć pewność? - wyszeptała z trudem.
- Nie wiem już, co myśleć. Może znowu mnie okłamujesz?
Może na jej widok zmieniłeś decyzję? Nie wiem, czy mogę
ci ufać. Ten anonim... i teraz ten telefon... Sama już nie
wiem, komu wierzyć.
- To jest aż tak źle? - powiedział wolno, marszcząc
brwi. - Wybacz, Sancho, wiem, co czujesz, sam przeszed
łem przez to wszystko w ciągu ostatnich miesięcy, kiedy
wydawało mi się, że przestałaś mnie kochać. Musimy znowu zacząć sobie ufać. Nie będzie to łatwe, wiem, ale tym razem możesz mi wierzyć, przysięgam. Zakończyłem tę
znajomość. R S
Sancha wciągnęła powietrze, próbując odgadnąć z wyrazu jego twarzy to, co naprawdę czuł. Pociemniałe oczy, zacięte usta... Tak, był rozgniewany. Ale na kogo? Na nią
za to, że zażądała ostatecznego rozstania z Jacqui Farrar?
Na samego siebie za to, że się poddał? Czy była to dla
niego trudna decyzja? Czy mimo wszystko kochał tę
dziewczynÄ™?
- Jak zareagowała, kiedy jej powiedziałeś?
Skrzywił się z niesmakiem.
- Nastąpiła bardzo nieprzyjemna scena. Nie chcę o tym
mówić. Proszę cię, Sancho... Czy moglibyśmy już o niej
zapomnieć? Wykreśliłem ją ze swego życia.
Pochylona nad blatem kuchennego stołu, Sancha walczyła z bólem i niepewnością. Kiedy jej wzrok padł na
przygotowaną kolację, zaczęła coś kroić, aby w tej zwykłej czynności znaleźć odrobinę ukojenia. Codzienna rutyna okazała się jedyną ostoją w chwili, gdy ziemia dosłownie trzęsła się jej pod nogami i nigdzie nie było nic pewnego.
- Przygotowałam sałatkę. Do czego ci ją podać? Mam
zrobić grzanki z tym serem, czy może wolisz kurczaka na
zimno? Został kawałek z przedwczoraj.
- Jak chcesz. Nie jestem głodny.
Przypatrzyła mu się uważnie. Nie wyglądał najlepiej.
Nie pamiętała u niego takiej mizernej, zmęczonej twarzy.
Był zawsze zdrowy, silny, energiczny...
- Powinieneś coś zjeść - powiedziała zaniepokojona.
- Od razu poczujesz siÄ™ lepiej.
- Muszę się napić.