zmianie i dlatego nie da się uniknąć cierpienia...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Tak rozumiana diagnoza psychologiczna w szeregu wypadkw musi oprze si na diagnozie lekarskiej i dlatego wsppraca z lekarzem jest dla psychologa konieczna, l) Lekarz...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- ze spokojem opuścić element TIM, ponieważ stacje wysyłające ramki typu Probe nie są jeszcze skojarzone z siecią i dlatego nie potrzebują wiedzy na temat,...
- nawet wtedy, kiedy została już sprasowana w kostki, i właśnie dlatego trzeba ją było Szczęście bywa czasami bardzo kapryśne...
- carroll jonathan, kraina chichów Zacząłem pisać również dlatego, że potrzebowałem konkretnego zajęcia na okres podejmowania decyzji, co dalej ze mną...
- Rozwój dzieci dyslektycznych jest nieharmonijny, dlatego też na tym etapie badania poszukuje się, w jakim zakresie jest on zaburzony i jaki jest stopień tego...
- - Ha, widocznie był człowiekiem nerwowym, dlatego też zginął tak tragicznie...
- Poczuła się zakłopotana, dlatego przyśpieszyła...
- 134 Właśnie dlatego że Toto tak nalegał, nie zgodziłam się...
- Aby uniknąć tego śmiesznego, rzecz jasna, wniosku, w 1900 roku niemiecki uczony Max Pianek sformułował tezę, że światło, promienie Roentgena i inne fale...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Gdyby ta mrówka zdołała wró-
cić do mrowiska i opowiedziała o swoich przeżyciach, jej ziomkowie odczuliby
istotę tragedii. Choćby jednak odnalazła swoich, nie potrafi się podzielić przeżytym doświadczeniem. Na dobrą sprawę żadna mrówka nie przeżyła dotąd równej
tragedii; nasza zgubiła się pierwsza, bo tego rodzaju stworzenia nie umieją opowiadać o swoich przygodach i uprzedzać się nawzajem o zagrożeniu. Rozumiesz?
— Myślę, że tak.
— Potoku — zaczął, podnosząc wzrok — poznałeś moje opowieści, przy-
najmniej te najważniejsze. Skoro ci dwaj chłopcy podobni jak dwie krople wody zjawili się tu ponownie, chyba wrócisz z nimi do domu. Tak mi się wydaje.
Kochany Blask! Podczas wspólnego zimowania uczyłem się od niego praw-
dziwej mowy. Tyle było czułości w głosie świętego, a waga jego słów tak ogrom-na, że nie wiedziałem, jak mu odpowiedzieć. Klęczałem obok niego w milczeniu.
Czekałem. Nie odezwał się więcej; obserwował mrówkę brnącą wśród wysokich
źdźbeł, podobną do człowieka wędrującego przez ciemność.
— Powiedz mi, co mam robić — poprosiłem w końcu.
— Nie, nie — rzekł jakby do siebie. — Nie. . . Zapewne wiesz, że twoja pa-
planina, jakobym rzekomo był świętym, zrobiła na mnie pewne wrażenie; dosta-
tecznie duże, bym zapragnął opowiedzieć ci kilka historii wartych zapamiętania i przekazania innym. Problem w tym, że to nie była prawdziwa opowieść, tylko
ciąg luźno powiązanych zdarzeń: najpierw to, potem tamto, następnie owo i tak w nieskończoność. . . Nie jestem świętym. Nawet gdybym nim był, nie poradził-
bym ci, co masz robić. Skoro nie jestem wybrańcem, nie wolno mi tego czynić.
Przypomniałem sobie, co powiedział Siedmioręki, gdy poszliśmy oglądać
Drogę: „Jeżeli się gdzieś wybierasz, musisz wierzyć, że prędzej czy później znajdziesz sposób, by tam dotrzeć”. Rozmyślałem o Wykończonym i Bezksiężyco-
wej; mieszkali w domku nad rzeką, lecz nadal byli mocno przywiązani do starego gniazda. Przyszła mi także na myśl Jednodniówka. Podjąłem decyzję. Ciągnęło
mnie do Małego Domostwa, ale nie mogłem tam wrócić. Jeszcze nie teraz.
— Blasku, mówiąc o czterech nieboszczykach, wspomniałeś, że gdybym
chciał dowiedzieć się o nich czegoś więcej, powinienem zapytać Drogę Przymie-
rza lub aniołów.
— Oni przeminęli.
— Rejestr doktor Boots to dziecię Przymierza. Zachowali dawną wiedzę.
— Tak o sobie mówią.
— A zatem — odparłem, wzdychając głęboko — pójdę tam i zapytam.
Siedział w milczeniu i mrugał powiekami, jakby dopiero teraz ujrzał mnie
na klęczkach tuż obok siebie, i zachodził w głowę, skąd się wziąłem. — Może
nie jest mi pisane zostać świętym, lecz bez wątpienia istnieje wiele opowieści 95
godnych wysłuchania i przekazania innym. — Wyciągnąłem palec i zrobiłem nim w trawie ścieżkę dla mrówki, która stanęła jak wryta, zapominając o mozolnej
wędrówce. Z obawą myślałem, że lada chwila się rozpłaczę. Bardzo pragnąłem
zostać świętym.
— Znam drogę do Rejestru — stwierdził Blask. — To znaczy dawniej wie-
działem, jak tam dojść. — Podniosłem wzrok. Ogorzała skóra marszczyła się
w uśmiechu. Blask nie chciał mi wprawdzie doradzić, co powinienem uczynić,
odniosłem jednak wrażenie, że dokonał za mnie wyboru. — Wątpię, czy usły-
szysz od nich odpowiedzi na swoje pytania.
— Jest pewna dziewczyna — dodałem. — Z linii Szeptu. Przed laty opuściła
Małe Domostwo i zamieszkała wśród ludzi z Rejestru. Gdy ją odnajdę, powie mi
wszystko.
— Czyżby?
Pytanie zostało bez odpowiedzi. Skąd miałem wiedzieć?
— Uważaj — mruknął Blask. — Słuchaj pilnie. Powiem ci, jak iść do Reje-
stru. Najważniejsze, byś tam dotarł.
Nie byłem w stanie myśleć jednocześnie o Małym Domostwie i Jednodniów-
ce, a zarazem słuchać topograficznych wskazówek świętego. Uniosłem rękę ob-
róconą dłonią ku Blaskowi, jak zwykły czynić to gawędziarki na początku opo-
wieści, i czekałem, aż mój umysł upodobni się do pustej misy. Blask opisał mi trasę wędrówki do siedziby Rejestru; tak modulował głos, że trudno było nie zapamiętać. Nic dziwnego, w pewnym sensie był świętym, był nim dla mnie.
Wstaliśmy. Ręka w rękę poszliśmy ku zalanej słońcem łące porośniętej wio-
sennymi kwiatami. Bliźnięta wyszły naprzeciw świętemu, który klepał chłopców
po ramionach i cichutko chichotał; znów wyglądał jak znajomy staruszek. Usie-
dliśmy, by porozmawiać. Blask unosił co chwila krzaczaste brwi i małymi dłońmi klepał się po kolanach. Bliźnięta przyniosły trochę nowin z Małego Domostwa;
niewiele tego było. Stary słuchał i ziewał raz po raz, zmęczony upałem; w końcu położył się na zarośniętej trawą pochyłości, ze stopami zadartymi w górę.
— Wszystko układa się wedle określonego porządku. Żadnych nowości,
a gdyby się nawet pojawiły, nic byście o tym nie wiedzieli. . . Tak. Najpierw to, potem to, następnie owo. Znów mamy wiosnę, zwykle robi się gorąco. Wszystko zmienia się tak szybko. . . — Zasnął z rękoma pod głową. Oddychał głęboko, a nad łąką wiał lekki południowy wiatr.
Odeszliśmy cichutko. Zabrałem swój tobołek, ale zostawiłem Blaskowi mój
piękny hamak ze sznurka; taki mały podarek.
— Wieczorem będziemy w domku nad rzeką — oznajmił Pączek, a Kwiatek
dodał: — Jutro wrócisz do swoich.
— Nie — odrzekłem. — Nie zamierzam tam wracać, ale chciałbym dotrzeć
na wasz brzeg. Stamtąd pójdę szukać Drogi.
— Sądziłem, że chcesz zostać świętym — wtrącił Pączek.
96