z „Dziennika prywatnego Wiktora Nordmanna”, materiał niepublikowany...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- cy czarny materiał, podobny do mikroporowych strojów z „Tylko mi dmuchaj”Kevina, wpuszczony do czarnych butów z wysokimi cholewami...
- dokumentacja Zbiór dokumentów, materiałów źródłowych świadczących o zaszłych faktach bądź uzasadniających zamierzone działania naukowe,...
- Upakowanie materii żywej w osobne nośniki stało się cechą tak uderzającą i dominującą, że gdy na scenie pojawili się biologowie i zaczęli zadawać pytania na...
- Zasada prawdy materialnej odnosi si wycznie do ustale faktycznych i nie obejmuje rozstrzygni prawnych, jak np...
- 215,252,358-359,362 Hitler Adolf 82-84, 121,395 Hoffmann Ernest 263 Homer 301 Horacy 231Hryniewiecki Ignacy 71 Hugo Wiktor 324Ibsen Henrik 326Igor, ksi| 225Ilfllja280Ilinski L
- Leczenie zioamiPodstawowym warunkiem wyleczenia goca przewlekego jestpoprawa przemiany materii...
- • The minimum width of a closed lance is two times the material thickness or 1...
- władcy, jak ludzie i ziemia są jego materialną własnością...
- Ten bohaterski duch męstwa i wytrzymałości, który zatarł publiczne i prywatne nieporozumienia w całej flocie, jest wielkim legatem lorda Nelsona, potrój nie...
- „Królewską Eksploatacją Połowów Pereł z Ellebubu”, stanowią jego wyłączną własność prywatną i że wstęp do nich jest surowo wzbroniony...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Archiwum Główne Służb Specjalnych, sygnatura AG/1786/29
— To był wypadek, Trent. To był wypadek, rozumiecie? — Vittolini spieszył się, zgodnie z oczekiwaniami bowiem wezwano go przed oblicze Wysokiej Rady. Spóźnienie mogło być odczytane jako nietakt lub — co gorsza — zmienić nastawienie tych starców i pokrzyżować precyzyjne plany. Na takie niedbalstwo nie mógł sobie pozwolić, ale nie mógł też dopuścić, żeby Trent opisał w swoim raporcie rzeczywisty przebieg wypadków w hotelu. Musiałby poinformować o tym ekspertów i zaczęłyby się niepotrzebne pytania. — Wywalił dystrybutor, czy coś takiego. Zresztą — spojrzał na stojącego w postawie poddania Trenta — wy lepiej będziecie wiedzieć, co tam wymyślić.
— Ależ pułkowniku! Regulamin nie przewiduje...
— Co wy mi tu wyjeżdżacie z regulaminem! — wybuchnął Vittolini. — Sytuacja jest szczególna, a sprawa ma wagę państwową. Zrobicie tak, jak wam powiedziałem. To rozkaz!
— Tak jest!
— Czy macie już Nordmanna?
— Jeszcze nie, ale jesteśmy już na jego tropie.
— Co wiecie o powiązaniach Nordmanna z tą dwójką, no — wiecie, o kogo chodzi.
— Tak, wiem. — Trent zerknął do notatek. — To Daniel III, zawodnik. Ma startować w najbliższych zawodach. Dużej klasy zawodnik. A ta dziewczyna — to studentka. Oboje nie notowani. Z rysopisów wynika, że Daniel może być tym facetem, który narozrabiał przed barem, a ta dziewczyna — jego zakładniczką. Nie wiemy, co ich łączy z Nordmannem, ale sprawdzimy to.
— Jak tam z dyscypliną wśród naszych podwładnych? — zapytał Vittolini znienacka.
— Dyscyplina? — Trent spojrzał na niego zaskoczony. Czyżby do Vittoliniego doszła jakaś poufna informacja na temat jego oddziału? Nie przypominał sobie nic takiego, co mogłoby — nawet przy tendencyjnym nastawieniu — być uznane za uchybienie regulaminowi. Chyba że doszły go plotki o podglądaniu Gimnastyczki. A może chodzi o to, że zdrzemnął się dziś rano na służbie? Nie, to bzdury! Spojrzał więc Vittoliniemu prosto w oczy i powiedział: — Dyscyplina jest bez zarzutu.
— To dobrze, to dobrze... — rzekł nieuważnie Vittolini. — Trzeba zamknąć sprawę tego wypadku w hotelu. Chcę mice wasz raport za godzinę z takim właśnie wnioskiem. Są jakieś pytania?
— Tak. Zgodnie z regulaminem mam prawo, pułkowniku, prosić was o danie mi takiego rozkazu na piśmie.
— Jakiego rozkazu?
— No, w sprawie treści raportu o wypadku w hotelu — wybąkał.
— Czy wyście, Trent, zwariowali? — Vittolini spojrzał na niego zdumiony. — Wiecie, że mam kłopot z izolowaniem skażonego rejonu wokół tych cholernych zakładów chemicznych. Czy mam was tam posłać? Będziecie mieli trochę czasu, aby przemyśleć niektóre sprawy, a zwłaszcza waszą lojalność wobec przełożonych. Chcecie tego?
Trent milczał przestraszony. Vittolini dostrzegł, że jego słowa wywarły pożądany skutek:
— Czy rozumiecie wszystkie swoje zadania? — zapytał już spokojnym głosem.
— Tak jest!
— Odmaszerować!
Trent wykonał przepisowy zwrot i wyszedł z pomieszczenia. Vittolini spojrzał na zegarek i uruchomił wideocom.
— Czy wirolot jest gotowy?
— W każdej chwili może ruszyć — odparł flegmatycznie funkcjonariusz. Choć monitor był mały, to jednak można było bez trudu zauważyć, że jest w pełnym rynsztunku bojowym.
— Co z transportowcem?
— Silniki rozgrzane.
— Dobrze. Bierzcie tylko pierwszą kompanię i ruszajcie w dziesięć minut po moim odlocie. Czy wszystko jest jasne?
— Tak jest!
Vittolini rozłączył się i zażył pastylkę tonizującą. Czekała go trudna rozgrywka. Jeszcze nigdy tak wiele nie zależało od jego zimnej krwi, przebiegłości i tego, czy wszystkie jego kalkulacje okażą się trafne i złożą się na przewidywany wynik. Na wahanie było już za późno. Sprawdził obezwładniacz, schował go do kabury, a drugi, mniejszy, na wszelki wypadek wpuścił do obszernej kieszeni spodni.
Lot zabrał mu niecałe dziesięć minut. Polecił adiutantowi utrzymywać wirolot w stałej gotowości startowej i wysiadł. Z lądowiska, umieszczonego na dachu Pałacu Centralnego, rozciągał się wspaniały widok na aglomerację, lecz Vittolini od razu skierował się ku windzie. Klucz cyfrowy zostawił w zamku windy, co było wbrew regulaminowi. Nie oznaczało to jednak, że ma odciętą drogę powrotu, gdyż miał zapasowy klucz cyfrowy, który otwierał wszystkie drzwi Pałacu Centralnego. To było już drugie odstępstwo od regulaminu.