Tej nocy we śnie czuję, że muszę powiedzieć Percie o sobie...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- choćbyÅ› i mnie miaÅ‚ waszmość tak pochlastać, zawszeć winszujÄ™, winszujÄ™! – Et, dalibyÅ›cie sobie waszmoÅ›ciowie pokój; bo w rzeczy nie macie siÄ™...
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie majÄ… w miarÄ™ rozwiniÄ™ty przemysÅ‚ – dodaÅ‚ po chwili – bÄ™dziemy musieli sprawić sobie trochÄ™ odtylcowych...
- — Siadaj, chÅ‚opaku — powiedziaÅ‚ dowódca...
- – Zgadzam siÄ™ – powiedziaÅ‚a nie ociÄ…gajÄ…c siÄ™ Colette...
- — Tego kuÅ›nierza mogÅ‚abyÅ› lepiej pamiÄ™tać, skoro zetknęłaÅ› siÄ™ z nim osobiÅ›cie — powiedziaÅ‚am z niezadowoleniem i naganÄ…...
- — Chce pan powiedzieć, że rurÄ™ zaÅ‚ożono, kiedy nie byÅ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaÅ‚em...
- 08 Przynoœcie wiêc owoc godny nawrócenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bóg mo¿e wywieœæ synów Abrahamowi...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Powziąłem takie postanowienie jako chłopiec i przeszło ono ze mną w sen, gdzie jestem Ptaśkiem.
Najpierw fruwamy z Pertą w nowym tańcu. W tańcu tym przelatujemy nad sobą nawzajem, jedno opada górą po przeciwnej stronie, tak że drugie przefruwa z kolei nad tym, które opadło. To piękny taniec, lecz trudny do wykonania w ciasnocie klatki. Jak wspaniale byłoby móc fruwać na wolności.
Po tańcu Perta przykuca nisko i nawołuje mnie: piip-piip-piip. Karmię ją bez trudu. Nadszedł czas, abym się z nią połączył, i ona na to czeka. Wiem, że zawiązek jajka w jej wnętrzu czeka na moje nasienie. Chcę przenieść w nią nasienie, wiedzieć, że jest bezpiecznie zagrzebane w jajeczku.
— PtaÅ›ku, czego siÄ™ lÄ™kasz? Chcesz mieć ze mnÄ… gniazdo? CzujÄ™, że mielibyÅ›my wspaniaÅ‚e dzieci, że ja i ty bylibyÅ›my w każdym z nich, że po raz pierwszy jajka, które noszÄ™, wypeÅ‚niÅ‚yby siÄ™ życiem — naszym życiem. Czego siÄ™ lÄ™kasz?
Patrzę na nią. Tak bardzo ją kocham. Jej słowa są takie, jakie sam wymyśliłem, wyśniłem, wyśpiewałem. To więcej niż fruwanie.
— Perto, najpierw muszÄ™ ci coÅ› powiedzieć.
— Czy masz gdzieÅ› innÄ… samiczkÄ™, inne gniazdo?
— Nie. To nie jest takie proste, Perto.
— To, co powiedziaÅ‚am, wcale nie jest proste.
— PosÅ‚uchaj mnie uważnie. PosÅ‚uchaj tego, co mówiÄ™, tak samo pilnie jak tego, jak mówiÄ™. ChcÄ™, abyÅ› wiedziaÅ‚a, że mówiÄ™ prawdÄ™. ChcÄ™, abyÅ› wiedziaÅ‚a, kim jestem, abyÅ›my mogli naprawdÄ™ być razem.
— Mów, PtaÅ›ku. Powiedz mi.
— Perto, to, co wspólnie przeżywamy, nie jest rzeczywistoÅ›ciÄ….
Perta przenosi spojrzenie z lewego oka na prawe, ale nic nie mówi.
— W rzeczywistoÅ›ci jestem chÅ‚opcem z tamtej strony klatki. PokazujÄ™ jej siebie-chÅ‚opca w awiarium. KrzÄ…tam siÄ™ tam, napeÅ‚niam miseczki pokarmem, zmieniam wodÄ™.
— To, co przeżywamy razem tutaj, jest tylko snem. WyÅ›niÅ‚em ciÄ™ w moim Å›nie. ChciaÅ‚em, abyÅ› byÅ‚a, wiÄ™c ciÄ™ wyÅ›niÅ‚em.
Czekam. Perta milczy. Jeszcze dwa razy zmienia oko, którym na mnie patrzy, raz macha skrzydełkami. Czy ona w ogóle jest w stanie to pojąć?
— Jako chÅ‚opiec, Perto, poszedÅ‚em w realnym Å›wiecie gdzieÅ›, gdzie mi ciÄ™ ofiarowano. I przyniosÅ‚em ciÄ™ tu, do klatki.
Czekam na jakikolwiek znak, że Perta podąża myślą za tym, co mówię, że rozumie. Gdybym sam lepiej to wszystko rozumiał, umiałbym lepiej wyjaśnić. Perta przygląda mi się bacznie.
— Mów dalej, PtaÅ›ku. Ja sÅ‚ucham.
— Widzisz, Perto, to, że jesteÅ›my tu razem, staÅ‚o siÄ™ możliwe za sprawÄ… dwóch rzeczy: snu, który Å›niÅ‚em we Å›nie, i potem ptaka, którego tutaj przyniosÅ‚em, a który za dnia fruwa samotnie po klatce. JesteÅ› ptakiem z mego snu we Å›nie i jesteÅ› ptakiem, którego kocham jako chÅ‚opiec, ale poznać nie mogÄ™. Tutaj we Å›nie tkwisz miÄ™dzy jednym a drugim. Ja zaÅ› jestem tu, w swoim Å›nie, ponieważ chcÄ™ tu być. ChcÄ™ być z tobÄ… i dlatego tak siÄ™ staÅ‚o.
Milknę. Już sam nie rozumiem, co mówię. Za bardzo jestem Ptakiem, by rozumieć. W umyśle chłopca powstają pojęcia, słowa, ale umysł ptaka nie jest zdolny ich pojąć. Widzę Pertę nie jako ptaka, lecz jako drugą istotę, taką samą jak ja, w której jestem zakochany. To, co mówię, brzmi jak brednie szaleńca. Jakże mogę oczekiwać, że Perta zrozumie to, że uwierzy, skoro ja sam nie potrafię? Milknę.
— Mów, PtaÅ›ku. Mów dalej.
— To już prawie wszystko, Perto. Jako chÅ‚opiec z tamtej strony klatki, w rzeczywistoÅ›ci, kiedy sen siÄ™ koÅ„czy, mam w posiadaniu wszystkie ptaki, które tutaj widzisz. KupiÅ‚em PtasiÄ™, kupiÅ‚em Alfonsa. KiedyÅ› trzymaÅ‚em je wszystkie w mojej sypialni, nie tutaj. To ja zbudowaÅ‚em tÄ™ klatkÄ™, w której teraz fruwamy. Kiedy jestem chÅ‚opcem, odwiedzam miejsca, których stÄ…d nie widać. Jako chÅ‚opiec, żyjÄ™ wÅ›ród innych istot takich jak ja. W tamtym Å›wiecie jestem jeszcze bardzo mÅ‚ody, niezdolny do samodzielnego życia. Mam matkÄ™ i ojca, z którymi mieszkam. Mój dom stoi tam, poza klatkÄ…. Gdybym przestaÅ‚ tu przychodzić, doglÄ…dać, karmić ptaki, caÅ‚e tutejsze życie by zamarÅ‚o, wszystko by siÄ™ skoÅ„czyÅ‚o. Rozumiesz, co mówiÄ™?
— OczywiÅ›cie, że nie rozumiem, PtaÅ›ku. Wiesz, że nie mogÄ™ rozumieć. Jestem ptakiem — to, co mówisz, nic dla mnie nie znaczy.
— Ale czy mi wierzysz, Perto? Czy nie myÅ›lisz, że kÅ‚amiÄ™, kiedy ci to mówiÄ™?
— Nie, PtaÅ›ku. Ja jestem ptakiem. Twoja prawda nie może być mojÄ… prawdÄ….
Nie wiem, czemu tak mi zależy, żeby wiedziała. Czy to z nadziei, że jeśli jej powiem i mi uwierzy, to sen będzie prawdziwszy? Ale jak sen może być prawdziwszy? To tak jakby chcieć uczynić zero jeszcze bardziej zerem, pisząc zero-zero-zero dziesięć tysięcy razy pod rząd. A ono wciąż będzie zerem.