tabakę, nie zdejmujący prawie na chwilę swej wysokiej kuchmistrzowskiej czapki z białego perkalu...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Przez chwilę wahała się - to, co chciała zrobić, nie było zakazane przez zwyczaj, ale mógł dokonać tego tylko ktoś bardzo poruszony, w sytuacji, która go...
- Po drugie: gdyby nawet państwa zachodniej Europy naprawdę robiły to samo, co kolejne rządy Polski (a nie robią, o czym za chwilę), to są to państwa bogate i jeśli...
- dobiegł do jej wytężonego słuchu — cichy jak brzęczenie komara daleki dzwonek, za chwilę ponowny • dzwonek, już bliżej, potem stukot...
- W ciągu trzech pierwszych miesięcy od czasu przeniesienia się do nowej siedziby byłem wciąż bardzo zajęty i prawie nie widywałem mego przyjaciela Holmesa...
- Choć na pierwszy rzut oka Terranova wydawała się zwarta i masywna, rozcinało ją prawie na dwoje rozciągnięte południkowo morze wewnętrzne, zwane...
- ośnieżonych szczytach Parnasu, odziany jedynie w skórę jelonka; jego ciało poruszało sięnieświadomie, prawie bezwolnie, niczym kwiat w rękach...
- A za chwilę Paris miała poprowadzić Park Lane przez parcours - pod okiem Jane Lennox, która zamierzała opuścić tonący statek Jade’a...
- wyreperował dach i ściany, wybił otwory i wstawił okna, żeby był przewiew — zmienił całe pomieszczenie tak, że wyglądało prawie jak mieszkanie...
- Nic nie wskazywało na niebezpieczeństwo, więc Strażnik Księżyca zaczął zsuwać się po prawie pionowym stoku przed jaskinią, wstrzymywany jedynie przez...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Rzadko staje przy ogniu i własnoręcznie manewruje rondlami -
najczęściej siedzi w postawie majestatycznej na osobliwym fotelu,
który bodaj czy nie był kiedyś konfesjonałem. . i szepleniącym
głosem rzuca stamtąd swym pomocnikom krótkie, energiczne,
francusko-polskie rozkazy.
Uczniowie, przechodzący w porze przedobiedniej obok kuchni
klasztornej, zatrzymują się na dłuższą chwilę, aby wetknąwszy
nosy, wchłaniać nozdrzami przedziwne, dobywające się z niej
aromaty...
Wonna i obfita jest ta kuchnia w każdym dniu tygodnia - opisać
Wiktor Gomulicki
Wspomnienia niebieskiego mundurka
182
jednak trudno, jakimi zapachami tchnie i jakiego blasku nabiera
w święta uroczyste i w odpusty, gdy ojcowie ugaszczają w swym
refektarzu "matadorów" z miasta i ze wsi wystawnym obiadem...
Wówczas to w niejednym synku zagrodowego szlachetki, na
razowcu wychowanym, budzi się nagle "powołanie" do życia
zakonnego. Postanawia przykładać się pilniej do łaciny i marzy z
utęsknieniem o dniu, w którym będzie mógł rozpocząć "nowicjat".
Nie przeczuwa, niestety, że już wkrótce ten nowicjat zamknięty
zostanie przed nim - i przed wszystkimi.
Ale nie tylko pospolite, materialne wrażenia otrzymuje szkoła od
klasztoru.
Ileż to razy, gdy w klasie choćby przelotny spokój zapanuje,
nadpływają do niej stłumione, uroczyste akordy organu - często
złączone z oddalonym a potężnym chórem ludu, śpiewającego
litanię lub Suplikację.
Najwięksi zbytnicy wówczas poważnieją. Kozłowski przestaje
wykrzywiać się, Sitkiewicz zapomina o przygotowanej dla sąsiada
"sójce", Piotruś Mieszkowski chowa do teki napoczęte jabłko -
nawet Kataryniarz dał spokój żuciu gumy, a Łaguna opychaniu się
chlebem razowym.
Co się tyczy Sprężyckiego, który oznacza się wyjątkową na te
rzeczy wrażliwością, jest on aż do łez wzruszony. Zapomina o
lekcji, o kolegach - zapatrzony w przestrzeń, jakby nieprzytomny,
zagłębia się we własnej duszy szukając słów, którymi mógłby
wrażenia swe odmalować...
Niemałe zajęcie budzi wśród uczniów pompa klasztorna, przy
której gaszą pragnienie na pauzach, a po trosze i podczas lekcyj.
Wiktor Gomulicki
Wspomnienia niebieskiego mundurka
183
To biedne pompisko, do niemożliwości rozklekotane,
rozdzwonione i skrzypiące, szarpane i na wszelki sposób dręczone
codziennie, po sześć godzin na dobę, odpoczywa tylko podczas
świąt i wakacyj.
Przy pompie, na maleńkim, brukowanym placyku, otoczonym
murami, które oddzielają dziedziniec szkolny od wewnętrznego,
wyłącznie zakonnikom służącego, kręci się zawsze kilka
niebieskich mundurków. Sprowadziła je nie tyle chęć napicia się
wody, co ucieczki przed trudną lekcją i złym stopniem.
Chłopcy piją wodę czapkami, oblewają się, palą papierosy i paplą,
paplą, paplą jak sroki sejmujące.
Najczęstszym przedmiotem rozmów jest sama pompa.
- Zimna woda, co?... - zapytuje "knota", po raz pierwszy tu
przybywającego, stary wyga szkolny w zatłuszczonej i
przemoczonej czapce, zaciągający się grubym papierosem z
drajkenigu, zawiniętego w papier brulionowy.
- Zimna, panie... aż zęby cierpną... - mówi malec, ocierając usta
rękawem.
- A wiesz: dlaczego zimna?... - bada tamten z dwuznacznym,
szatańskim uśmiechem.
- Nie wiem, proszę pana.
Od nieboszczyków.
- Ja... jak to, proszę pana?
Wiktor Gomulicki
Wspomnienia niebieskiego mundurka
184
Wiadomo, że każdy nieboszczyk zimny jak lód; pod kościołem
pełno nieboszczyków; a ta woda płynie prosto spod kościoła.
- Do... doprawdy?
"Knot" blednie i zębami dzwonić zaczyna. Robi mu się tak zimno,
jakby sam był nieboszczykiem.
Ucieka od pompy i postanawia nigdy już nie pić tej wody
okropnej.
Ale to postanowienie długo nie trwa. Chłopiec przekonywa się
niebawem, że wszyscy w szkole o nieboszczykach wiedzą i że to
nikomu apetytu do wody nie psuje. Miałżeby okazać się mniej
odważnym i wybredniejszym niż ogół kolegów?
Tradycja, pokoleniom przez pokolenia przekazywana, twierdzi, że
źródło zasilające pompę wytryska w podziemiach kościelnych,
gdzie od kilku stuleci chowają zmarłych zakonników. Chowają zaś
nie w zamkniętych trumnach, lecz po prostu na gołych deskach, z
kamieniem pod głową...
Ten i ów ze starszych uczniów "zaklina się", że widział
wypływające z wody kawałki ciała ludzkiego.
- Jak Bozię kocham... widziałem raz kawałek palca... wyraźnie
wam powiadam: palca... Może nie wierzycie?...
- Co mamy nie wierzyć!... - przytwierdza drugi. - Mnie zdarzyło
się jeszcze lepiej, jak matkę kocham. Pompuję ja raz, pompuję,
pompuję - woda ani rusz nie chce lecieć. Spociłem się, zziajałem
- a tu ani kropli. Naraz jak buchnie... Coś upadło na kamienie.
Wiktor Gomulicki
Wspomnienia niebieskiego mundurka
185
Schyliłem się, patrzę: palec trupi, jak kość bielusieńki, a na palcu
- sygnet.
- Wziąłeś go?...
- Jakiś ty głupi! Takie rzeczy brać - grzech! I nie tylko grzech, ale
strach. Potem nieboszczyk spokoju nie daje, nachodzi w nocy,
tarmosi i krzyczy: "Oddaj, coś zabrał!"...
- Cóżeś zrobił z sygnetem?
- I sygnet, i palec zakopałem pod krzyżem na rozstajnych drogach