Przycisnšłem guzik na górnej częci uchwytu elektrody...
Serwis znalezionych haseĹOdnoĹniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby siÄ tonÄĹo, jak gdyby grzebano ciÄ w ziemi.
- â obciÄ Ĺźenie czÄĹciowe â przĂłd 0,22 MPa â tyĹ 0,22 MPa â obciÄ Ĺźenie caĹkowite â przĂłd 0,25 MPa â...
- Punktem wyjcia w analizie wspomnianego splotu uwarunkowań jest zmiana pozycji kobiety tnš skujtek jej aktywizacji zawodowej poza dolmem i przejęcia częci ciężairów...
- czÄĹci doradcĂłw odrzucajÄ cych z zaĹoĹźenia jakiekolwiek argumenty wskazujÄ ce na specyfikÄ krajĂłw posocjalistycznych (jako grupy) oraz wielkie róşnice...
- CaĹa czwĂłrka spÄdziĹa wieczĂłr, pracujÄ c w czÄĹci konferencyjnej apartamentu Donovana i Kate, przy jedzeniu przyniesionym przez obsĹugÄ...
- Z poczÄ tku wcale o nich nie myĹlaĹ, potem, gdy mu coraz czÄĹciej wpadaĹy w oczy lub pod rÄkÄ, zaczÄ Ĺ doĹwiadczaÄ wyrzutĂłw sumienia...
- Za czym Tristan uklÄ kĹ i odarĹ ze skĂłry jelenia, nim go poÄwiartowaĹ; nastÄpnie pociÄ Ĺ zwierzÄ na czÄĹci, zostawiajÄ c, jak siÄ godzi, krÄgosĹup...
- 945jeżeli wykonanie jej uniemożliwiłoby w całoci lub w częci zadoćuczynienie roszczeniu osoby trzeciej z poprzednio zawartej umowy...
- Nie tylko prawdopodobne, ale wrÄcz pewne jest to, Ĺźe Dick nie zna ani intencji swojej nieĹwiadomej czÄĹci, ani nowych moĹźliwoĹci...
- Statyczne pole magnetyczne moĹźe byÄ wytwarzane przez sztabkowe magnesy trwale i przez elektromagnesy: Nie istniejÄ pojedyncze bieguny magnetyczne -...
- tajna wladza swiata Agresywna infekcja streptokokowaâŚdaje o sobie znaÄ we wszyskich zainfekowanych czÄĹciach spoĹeczeĹstwa...
Smutek to uczucie, jak gdyby siÄ tonÄĹo, jak gdyby grzebano ciÄ w ziemi.
Ciało pacjenta nagle zesztywniało, ręce wystrzeliły w powietrze i opadły. Wyskok na wykresie EKG został zmieciony z ekranu w wyniku wyładowania elektrycznego, póniej powrócił, już w bardziej normalnej postaci. Uspokoiłem się, gdy znów usłyszałem charakterystyczne pikanie oznaczajšce normalne tętno, a pacjent wzišł głęboki oddech. Przez jakie dziesięć sekund wszystko było dobrze, po czym ustał oddech i tętno spadło do zera. EKG wykazywało poprawny wykres. Co absolutnie nienormalnego - wykres EKG w porzšdku i brak tętna - tego nie było w podręcznikach.
W mylach rozgrywałem mecz tenisa w hali, różne pomysły latały tam i z powrotem - czynnoć elektryczna, czynnoć elektryczna, żadnego uderzenia, żadnego tętna.
- Proszę o laryngoskop i rurkę dotchawiczš.
Jedna z pielęgniarek już miała je w rękach. Pacjent musiał dostać tlen. Tlen i dwutlenek węgla wymagały ruchu, dlatego musielimy włożyć rurkę dotchawiczš i oddychać za niego.
Rurka wkładana jest za pomocš cienkiego przyrzšdu zwanego laryngoskopem. Ma on na końcu łopatkę o długoci około piętnastu centymetrów, która służy do ucinięcia nasady języka i odsłonięcia dostępu do tchawicy. Przy wsuwaniu łopatki do gardła trzeba znaleć położenie nagłoni przykrywajšcej tchawicę przy połykaniu. Stoi się wtedy za pacjentem, odchyla się jego głowę maksymalnie do tyłu i usiłuje przebić przez krew, wymiociny czy luz. Po ujrzeniu nagłoni należy wsunšć przyrzšd obok, nieco w dół i podcišgnšć. Przy odrobinie szczęcia zobaczyć można struny głosowe, które sš kremowobiałe na tle błony luzowej gardła.
Taka sytuacja jest idealna. W praktyce często trzeba pomagać sobie wolnš rękš w poszukiwaniu tchawicy, bo nieraz w ogóle jej nie widać. Jeli już jš znajdziesz, to wcale nie znaczy, że skończyły się kłopoty. Wsunięcie rurki może być piekielnie trudne. Dostęp do otworu między strunami głosowymi może być wreszcie przesłonięty gumowš rurkš. Nie ma innego wyjcia, jak wpychać rurkę dotchawiczš w ciemno. Zdarza się, że wejdzie w przełyk, więc dostarczany tlen rozpycha żołšdek, zamiast dotrzeć do płuc. W końcu zawsze kto uciska też klatkę piersiowš pacjenta i laryngoskop obija się o zęby, wyskakuje z jamy ustnej, a do tego wszędzie pełno jakiej cieczy.
Wpychanie rurki zawsze było dla mnie koszmarem, jednak nikogo, kto mógłby to zrobić za mnie, nie było.
Odcišgnšłem łóżko z facetem i stanšłem z laryngoskopem za jego głowš.
- Co mu właciwie jest? - spytałem w popiechu, odcišgajšc mu głowę.
- Nie zawsze reaguje na rozrusznik - odpowiedziała jedna z pielęgniarek.
Nagle wszystko zaczęło się rozjaniać.
- Co dostawał? Co jest w tamtej butelce? - zapytałem, kierujšc się w stronę butelki z kroplówkš.
- Izuprel - padła odpowied.
Wiedziałem, że izuprel jest skuteczny w razie zakłóceń skurczów serca, szczególnie gdy serce wymaga stymulacji.
- Jak szybko?
Jak szybko? Skšd mogłem wiedzieć.
- Niech leci.
Nic lepszego nie przyszło mi do głowy. Głowa pacjenta była odchylona. Laryngoskop siedział głęboko w gardle, ale nie widziałem strun głosowych.
- Proszę mi przynieć ampułkę dwuwęglanu.
Gdy jedna z pielęgniarek zniknęła mi z pola widzenia, w końcu zrozumiałem, że sam co wymyliłem. Nagle ukazały się struny głosowe. Ich biały zarys kontrastował z czerwonym otoczeniem. Wyglšdały jak drzwi do podziemnej komnaty. Przynajmniej raz udało mi się wprowadzić rurkę do tchawicy bez zbyt wielkiego wysiłku.
Gdy tylko wsunšłem rurkę, pacjent wycišgnšł jš. Byłem tym oburzony, ale na krótko, bo zorientowałem się, że zaczšł oddychać. Na przegubie zaznaczyło się mocne, zdecydowane tętno.
Pielęgniarka przyniosła dwuwęglan. Chciałem go teraz podać, bo to ja o nim pomylałem, a nie pielęgniarki. Ponadto dużo wiedziałem o elektrolitach, pH i jonach. Zastanawiałem się nad ich wpływem na poziom wapnia. Wapń i potas zmieniały pH. Mogłem niepotrzebnie przedobrzyć i skopać sprawę. Zdecydowałem zostawić dwuwęglan w spokoju, żeby nie wywoływać wilka z lasu.
Nagle z impetem wpadł anestezjolog, inny stażysta, a za nimi lekarz i jeszcze jeden lekarz. Wszyscy byli bardzo zaspani. Jeden był bez skarpet, a na twarzy miał odcinięte lady poduszki. Grupa się jeszcze powiększyła, gdy doszedł kolejny lekarz. To ja chciałem przyjć w takim momencie, jak już wszystko zostałoby opanowane, a decyzję podjęto by kolektywnie. Faktycznie to już zaczynałem się uspokajać, chociaż moje tętno było bardzo szybkie.
Cała ekipa rozlokowała się na krzesłach i pulpicie. Jeden przeglšdał kartę, a drugi zadzwonił po prywatnego lekarza. Ja stałem przy pacjencie, który zaczšł mówić. Nazywał się Smith.
- Dziękuję, doktorze. Chyba już wszystko dobrze.