Pewnego dnia ujrzał na horyzoncie coś dziwnego...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Ed siedział właśnie przy biurku w rogu swojego salonu sprzedaży żując pierwsze tego dnia cygaro, kiedy zobaczył dwóch mężczyzn w roboczych koszulach i...
- - Wy, Ukraińcy, zawsze sobie dziwne miejsca na obronę ojczyzny wybieracie!Stopniowo gdy wino zaczęło działać ich rozmowa wkraczała na coraz bardziej...
- Wreszcie wczesnym popołudniem któregoś dnia Smuga oznajmił, że wraca jego przyjaciel i mogą mu złożyć wizytę w siedzibie towarzystwa, gdzie pracuje...
- Tego dnia wrócił z wędrówki po mieście mnich, który doniósł, że trzy kilometry w dół autostrady urządzony został obóz dla uchodźców...
- Nic zatem dziwnego, że w konsultowanym przeze mnie przypadku niczym nie zagrożony, dobrze odżywiony pies na początku nie protestował, kiedy mu zabierano miskę...
- innymi nie otworzono już drzwi tego dnia, bo pani była zdrożona, a przy tym musiała się za-jąć panem Nowowiejskim...
- istota, która jest ze mną każdego dnia, jest również moim słonecznym agentem wysłanym przez Słońce...
- - Dziwne - mruknął Durnik i kopnął mokrym butem w idealnie prosty kraniec jednego z bloków...
- Przygotowywał się przecież do tego dnia, przypuszczając, że prędzej czy później nastąpi...
- „duch”, jak nazywano takie dziwne, nie znajdujące potwierdzenia odczyty...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wydało mu się, iż ponad ostrą krawędzią lodowego urwiska wypiętrza się jakiś inny kształt. Z powodu zbyt wielkiej odległości nie mógł dokładnie rozróżnić jego zarysów. W magii Niższej Drogi istniało zaklęcie dalekiego widzenia. Pamiętał je z taką wyrazistością, jakby dopiero przed chwilą przeczytał jego treść. Ta zdolność umysłu została w niewytłumaczalny sposób zwielokrotniona podczas tortur zadanych przez Wodza Wojny oraz za sprawą przedziwnego zaklęcia, dzięki któremu zdołał utrzymać się poza zasięgiem jego magii. Niestety, w obecnej sytuacji brakło stymulacji w postaci przerażenia i obawy przed śmiercią, która pozwalała mu wkroczyć na Niższą Drogę. Mimo kilku prób nie potrafił sprawić, aby zaklęcie zadziałało. Westchnął ciężko, wstał z ziemi i mozolnie powlókł się dalej ku północy.
Od trzech dni widział już wyraźnie lodową wieżycę strzelającą w niebo ponad krawędzią wielkiego lodowca. Wspiął się na wysokie wzniesienie. Zmrużył oczy i ocenił odległość. Przenoszenie się bez znajomości docelowej lokalizacji, wzorca, na którym można by skoncentrować umysł, łączyło się z wielkim niebezpieczeństwem, gdy miejsce, do którego się zmierzało, znalazło się poza zasięgiem wzroku. Skupił spojrzenie na niewielkim występie skalnym – miejscu, które wydawało mu się wejściem – i wypowiedział zaklęcie.
Nagle znalazł się przed drzwiami prowadzącymi do wnętrza kunsztownej lodowej wieży. U wejścia pojawiła się wysoka postać w długiej szacie. Poruszała się cicho, a jej ruchy były płynne. Rysy twarzy krył cień opuszczonego nisko kaptura.
Pug czekał w milczeniu. Thuny wyraźnie obawiały się tych istot. Pug nie lękał się o siebie, jednak nieopatrzny ruch czy słowo mogło go pozbawić jedynego istniejącego źródła pomocy, dzięki któremu mógł myśleć o powstrzymaniu Nieprzyjaciela. Z drugiej strony, gdyby zaistniała konieczność, w każdej chwili był gotów do obrony.
Wicher wzbijał tumany śniegu. Postać o niewidocznej twarzy skinęła na niego, dając znak, by szedł za nią, i zniknęła we wnętrzu wieży. Pug zawahał się przez moment, po czym ruszył za nią.
Wycięte w ścianie spiralne schody prowadziły w górę, ku szczytowi, i w dół, gdzie ginęły w lodowych czeluściach. Pug odniósł wrażenie, że cała wieża była skonstruowana z brył lodu. Mimo to wewnątrz nie było zimno. Wprost przeciwnie, po zimnych podmuchach wichru w tundrze, miejsce wydało mu się ciepłe i przytulne. Gdy Pug przekroczył próg, postać w długiej szacie znikała już prawie za kolejnym zakrętem. Nie namyślając się dłużej, poszedł za nią. Opuszczali się coraz niżej i niżej. Pug domyślił się, że cel ich wędrówki musi się znajdować głęboko pod lodowcem. Gdy w końcu zatrzymali się, był pewien, że od powierzchni dzieliło go kilkaset metrów.
Dolny podest kończył się wielkimi drzwiami wykonanymi z takiego samego ciepłego lodu jak ściany. Jego przewodnik nie zatrzymując się przekroczył próg, a Pug poszedł w jego ślady. To, co ujrzał wewnątrz, sprawiło, że stanął jak wryty.
Pod powierzchnią zamarzniętych pustaci Arktyki Kelewanu, pod gigantyczną pokrywą lodu, rozciągał się bezkresny las. Co więcej, nie przypominał on w niczym lasów, które widział tu do tej pory. Serce zaczęło mu walić jak młotem. Jak okiem sięgnąć, wszędzie rosły potężne dęby, wiązy, sosny i jesiony. Pod stopami miał leśne runo, a nie lód. Cała okolica była prześwietlona delikatnym światłem, sączącym się poprzez zielony ażur gałęzi i listowia. Przewodnik wskazał na ścieżkę i znów ruszył przodem. Po długim marszu w głąb lasu dotarli do sporej polany. Chociaż nigdy w życiu nie widział czegoś takiego, wiedział jednak, że istnieje inne miejsce, daleko stąd, w innym świecie, które wyglądało niemal identycznie jak to tutaj. Na środku wielkiej polany strzelały w górę niebotyczne drzewa. W wielu miejscach widać było obszerne platformy, połączone siatką gościńców, biegnących konarami. Srebrzyste, białe, złote i zielone liście emanowały mistyczną poświatą.
Przewodnik podniósł dłonie do kaptura i powoli zsunął go z głowy. Oczy Puga zrobiły się okrągłe jak spodki. Nie mogło być najmniejszych wątpliwości! Miał przed sobą istotę, która do złudzenia przypominała inne, znane mu dobrze z Midkemii. Patrzył z niedowierzaniem, nie mogąc wykrztusić z siebie ani jednego słowa. Tuż przed nim stał wiekowy Elf! Gospodarz uśmiechnął się lekko.
– Witaj w Elvardein, Milamberze ze Zgromadzenia. A może wolisz, aby nazywano cię Pugiem z Crydee? Oczekiwaliśmy twego przybycia.
– Wolę: Pug... – szepnął. Odkrycie jednej z dwóch najstarszych ras Midkemii, żyjącej w tym nie dającym się zaakceptować przez racjonalny umysł lesie, głęboko w lodzie i na obcej planecie, wprawiło go w osłupienie.
– Co to za miejsce? Kim jesteś? Skąd wiedziałeś, że do was przybędę?
– Ja dużo wiem, synu Crydee. Znalazłeś się tutaj, ponieważ nadchodzi czas, abyś stanął twarzą w twarz z największą potwornością, abyś zmierzył się z tym, którego nazywasz Nieprzyjacielem. Jesteś tutaj, aby się uczyć i aby nauczać.
– Kim jesteś?
Elf zachęcił go gestem i poszli w stronę drzew.