organy wykonano z biowłókien, skóra zaś została wyprodukowana w zbiorniku do klo- nowania...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Eliza Orzeszkowa-Gloria Victis Geneza „Gloria victis” została wydana po raz pierwszy w zbiorze nowel Orzeszkowej w Wilnie w 1910 roku...
- Pierwsza z tych przemian -od seksu owocożercy do seksu drapieżnika -dokonywała się w ciągu długiego czasu i w zasadzie przeprowadzona została z powodzeniem...
- string ob_get_length ( void) ob_implicit_flush Włącza lub wyłącza ukryte opróżnianie bufora wyjściowego (jeżeli nie podany został znacznik...
- Tego dnia wrócił z wędrówki po mieście mnich, który doniósł, że trzy kilometry w dół autostrady urządzony został obóz dla uchodźców...
- abW dolnej cze˛sći rysunku 1 została nakresĺona funkcja produkcji f(L), gdzieL oznacza liczbe˛ zatrudnionych i gdzie zaso´b kapitału jest dany, z...
- - Nuria Monfort powiedziała mi, że pracownik kostnicy zadzwonił do wydawnictwa trzy dni później, kiedy ciało zostało już pogrzebane w zbiorowym grobie...
- Wilson Argrow został nagle przeniesiony do pośredniaka w Milwaukee, gdzie spędził jedną noc, by nazajutrz rano wyjść na wolność...
- nawet wtedy, kiedy została już sprasowana w kostki, i właśnie dlatego trzeba ją było Szczęście bywa czasami bardzo kapryśne...
- Jezusa Chrystusa, ile dokonali zdumiewajcych cudw i jak sami zostali owieceni! Czy ju dostrzegasz zwizek i peninauki modlitwy, tak mdrze przedstawionej w...
- Gdy już dostatecznie podniesiesz poziom energii, wtedy wyobraź sobie, że kreatywna nadwyżka, która zgromadzona została w twoim magazynie many, przepływa...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Wszystko inne to syntskóra. Pomijając fakt, że to odrażające, trzeba przyznać, że jest
też dziełem sztuki.
300
- Nic dziwnego, że nie dał się zbadać na „Selonii" - mruknęła Jaina.
- Nie sądziłem, że takie rzeczy są w ogóle możliwe - zwrócił się Jag do Leii. - Wywiad im-
perialny twierdził, że projekt „Sobowtór" się nie powiódł.
- Bo tak było. Nigdy nie zdołaliśmy doprowadzić umysłów robotów do odpowiedniego po-
ziomu, choć Simonelle zrobił to poprzez modyfikację werbomózgu AA-1. Mogą być użyteczne
w pewnych przypadkach, ale zazwyczaj są niezgrabne i mało przekonujące.
- Ani jedno, ani drugie nie pasuje do Cundertola - stwierdziła Jaina i znacząco rozmasowała
mostek, który widocznie wciąż jeszcze bolał po ciosie otrzymanym od premiera.
- Ktoś na czarnym rynku musiał dokonać ogromnych postępów przez ostatnie dwadzieścia pięć
lat. No a ktoś inny postanowił zapłacić za ten trud, Jaino. HRR-y kosztowały ponad dziesięć
milionów kredytów. Nie mam pojęcia, ile mogłyby kosztować dzisiaj.
- Jestem pewna, że się dowiemy, kiedy Vyram i Malinza skończą śledzić uciekające kredyty.
- W ramach planu „rehabilitacji" para byłych buntowników została wynajęta przez rząd w ce-
lu zademonstrowania, że wcześniej podana informacja była prawdziwa. Wprawdzie zarzut
porwania został uchylony, ale Wolność wciąż pozostawała organizacją podziemną, a niektóre
komórki rządu tymczasowego domagały się, aby zaprzestała swojej nielegalnej działalności.
Salkeli z kolei został postawiony przed sądem pod całą kolekcją zarzutów. Rodianin nie uj-
rzy światła dziennego przez długi, długi czas.
- Zaraz, niech to zrozumiem - zastanowił się Jag, marszcząc czoło. - Cundertol płaci komuś
niewyobrażalną furę kredytów za zbudowanie własnej repliki? Zgadza się?
Jaina skinęła głową.
- Następnie wsiada na pokład „Wesołego Rycerzyka", aby odebrać robota od producenta, i
dostarcza go gdzieś tutaj. Jeszcze nie wiemy, gdzie. Może do jakiejś opuszczonej bazy albo
tymczasowej stacji. Nie ma to wielkiego znaczenia, byle miejsce było ukryte i odosobnione.
- Potem finguje własne porwanie - ciągnęła Leia. - To ta najtrudniejsza część. Musi wyle-
cieć poza planetę i wrócić, nie wzbudzając podejrzeń. Nie może zabierać ochroniarzy i dorad-
ców. Przez cały okres trwania procesu musi być sam.
- A ten proces to oczywiście transfer. - Jag aż pobladł na samą myśl. - Nie wierzę, że sam od-
dał się w ręce Ssi-ruuków, żeby mogli mu wyssać duszę...
- No cóż, musiał być pewien, że nie wsadzą go w robomyśliwca i nie wyeksploatują. On
był ich kluczem do Bakury. A gdy tylko dali mu to, co chciał, odwdzięczył się im.
- W gruncie rzeczy chyba zasługuje na podziw - odezwała się Jaina. - Plan był naprawdę ge-
nialny. Za uczynienie Cundertola nieśmiertelnym mieli dostać cały świat. I prawie im się uda-
ło.
- Ale czy udałoby się do końca? - zapytał Jag. - Myślałem, że transfer nie jest stały... że energia
życiowa jego przedmiotu wyczerpuje się stopniowo.
Jaina skinęła głową.
- Lwothin wyjaśnił mi to podczas spotkania. Podobno poczynili znaczne postępy w techno-
logii transferu. To przynajmniej okazało się prawdą.
- Był taki uczeń Jedi, nazywał się Nichos Mart - wyjaśniła Leia. - Z powodów medycznych
poddano go takiemu samemu procesowi. Zginął z „Okiem Palpatine'a", więc nie wiemy, jak
długo by żył.
- Cundertol nie był takim niezgrabnym robotem jak Nichos. Wyglądał normalnie i... miał
normalny zapach, inaczej nie zmyliłby Meewalha i Cakhmaina. Kiedy Ssi-ruukowie wsa-
dzili go w HRR-a i odesłali, musiał tylko uniknąć inwazji i zwiać. Później mógł rozwiązać
pozostałe problemy i nikt by się o niczym nie dowiedział.
Jag pokręcił głową.
- Szkoda tylko załogi „Wesołego Rycerzyka". Cundertol poświęcił ich życie, żeby nie mogli
zaprzeczyć jego opowiastce.
- To cecha złego człowieka - powiedziała Leia, przypominając sobie poprzednią podróż na
Bakurę i pierwsze spotkanie z duchem ojca. - Nie ma ceny zbyt wysokiej, aby zapewnić sobie
przetrwanie.
Jaina spojrzała na Tahiri. Dziewczyna przez całą ich rozmowę nie poruszyła się ani razu.
Oczy, wlepione w sufit, mrugały od czasu do czasu z regularnością co do ułamka sekundy.
Tylko to oraz powolne wznoszenie się i opadanie klatki piersiowej świadczyło, że dziewczyna
jeszcze żyje.
- Nie znaleziono jego ciała - powiedziała Jaina. Nie było to pytanie.
- Nie - odpowiedziała mimo wszystko Leia.
Wyczuwając jakiś ruch w drzwiach, Leia odsunęła się przekonana, że przybył technik me-
dyczny, aby zbadać Tahiri. Był to jednak Goure, Ryn, z którym Tahiri się zaprzyjaźniła. Towa-
rzyszył mu bakurański tubylec, Kurtzen, ubrany w piaskową, surową szatę bez rękawów, prze-
pasaną szerokim skórzanym pasem. Pas zdobiły liczne kieszenie, grzechoczące przy każdym
ruchu.
302
- Przepraszam - rzekł zakłopotany Ryn. - Nie chciałem przeszkadzać.
- Nie, nie... wejdź proszę. - Jaina opowiedziała Leii o nim tyle, ile sama dowiedziała się od
Tahiri. Nie było tego wiele. - Han wkrótce się tu zjawi, wiem, że chciał z tobą porozmawiać.
Goure zrobił zakłopotaną minę.
- Tak?
- Han ma przyjaciela, od którego już od jakiegoś czasu nie miał wieści. To Ryn imieniem
Droma.
- Droma? - Zastanawiał się przez chwilę nad tym imieniem - Przykro mi, ale to nie brzmi zna-
jomo. Jednak jeśli chcecie, mogę go poszukać. Istnieją spore szansę, że zna go któryś z moich
kolegów.
- Nie szkodzi - odparła Leia. - To nie ma znaczenia. Jestem pewna, że nic mu nie jest, gdzie-
kolwiek trafił. Han był po prostu ciekaw. - Goure okazał się miłym, spokojnym osobnikiem,
budzącym autentyczną sympatię. - Ma ten sam talent, co mój małżonek.
Szare czoło Goure'a zmarszczyło się od wysiłku myślowego.
- To znaczy?
- Talent do przetrwania, oczywiście. - Odpowiedziała uśmiechem na jego radosny uśmiech i
odwróciła wzrok. Kurtzen stał cierpliwie z boku, a jego grzebieniasta głowa lśniła w ostrym
świetle szpitalnym.
- To jest Arrizza - przedstawił go Goure. - Poprosiłem go, żeby przyszedł.
- Bardzo mi miło - powiedziała Leia, podeszła do Kurtzena i skłoniła lekko głowę na powita-
nie. - To moja córka, porucznik Jaina Solo, i pułkownik Jagged Fel. - Oboje się ukłonili, Ar-
rizza również. - Myślę, że przyszedłeś zobaczyć się z Tahiri, a nie z nami - dodała, kiedy
prezentacja dobiegła końca.