Wilson Argrow został nagle przeniesiony do pośredniaka w Milwaukee, gdzie spędził jedną noc, by nazajutrz rano wyjść na wolność...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie mają w miarę rozwinięty przemysł – dodał po chwili – będziemy musieli sprawić sobie trochę odtylcowych...
- — Proszę pani, jeśli pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy Pięćdziesiątej Piątej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
- Eliza Orzeszkowa-Gloria Victis Geneza „Gloria victis” została wydana po raz pierwszy w zbiorze nowel Orzeszkowej w Wilnie w 1910 roku...
- — Gdzie jesteśmy? — odważyłam się zapytać...
- - Szczęście osiąga w procesie nieustannie realizowanej pełni życia i niezależne jest od celu, jaki pozwoli zrealizować los; a tam gdzie życie pełne, na miarę...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Pod ziemią mieliśmy nawet drogowskazy, dzięki czemu obcy wiedzieli gdzie się znajdują, chociaż zapewnianie przybyszom [kadrze i partyzantom] przewodnika było...
- Wreszcie wczesnym popołudniem któregoś dnia Smuga oznajmił, że wraca jego przyjaciel i mogą mu złożyć wizytę w siedzibie towarzystwa, gdzie pracuje...
- - A gdzie Natasza?- W ogrdku, moja gobeczka, w ogrdku! Id do niej...
- hłasko marek, dom mojej matki (rtf)Chodziłem czasem na przedmieście i wałęsałem się godzinami po piaszczystych i krzywych uliczkach, gdzie przycupnęły...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ponieważ nie istniał, nie można go było wytropić. Na lotnisku spotkał Jacka i razem polecieli do Waszyngtonu. Dwa dni po wyjeździe z Florydy bracia Argrow, czyli Kenny Sands i Roger Lyter, zameldowali się w Langley. Czekało ich nowe zadanie.
Trzy dni przed odlotem na konwencję w Denver Aaron Lake przyjechał do Langley na lunch z dyrektorem CIA. Miał oto radosną sposobność, żeby jeszcze raz podziękować za wszystko geniuszowi, który nakłonił go do wzięcia udziału w wyborach. Przemówienie nominacyjne było gotowe już od miesiąca, ale Teddy chciał przedyskutować z nim kilka poprawek.
Czekał na niego w gabinecie. Jak zawsze siedział w wózku i jak zawsze nogi miał przykryte narzutą. Był blady i zmęczony. Asystenci wyszli, drzwi się zamknęły i dopiero wówczas Lake zauważył, że nie przygotowano dla nich stołu. Usiedli przed biurkiem. Blisko siebie. Twarzą w twarz.
Maynard uznał, że przemówienie jest bardzo dobre i miał tylko kilka drobnych uwag.
- Pańskie mowy wyborcze są coraz dłuższe - zaczął cicho.
Lake miał ostatnio tak dużo do powiedzenia...
- Wciąż je redagujemy - odrzekł.
- Wygra pan - szepnął Maynard słabym głosem.
- Czuję się nieźle, ale będę musiał stoczyć ciężki bój.
- Wygra pan piętnastoma punktami.
Lake przestał się uśmiechać i wytężył słuch.
- To raczej... nieprawdopodobne - odrzekł.
- Ma pan niewielką przewagę. W przyszłym miesiącu przewagę zdobędzie wiceprezydent. Będziecie się tak wozili aż do października. W październiku świat przeżyje kryzys nuklearny. A pan zostanie okrzyknięty nowym mesjaszem.
Ta perspektywa przeraziła nawet mesjasza.
- Wojna? - spytał cicho.
- Nie. Będą ofiary, ale nie wśród Amerykanów. Wina spadnie na Czenkowa, a nasi wyborcy gromadnie popędzą do urn. Niewykluczone, że wygra pan nawet dwudziestoma punktami.
Lake oddychał głośno i głęboko. Chciał wypytać go o szczegóły, może nawet zaprotestować przeciwko rozlewowi krwi. Lecz wypytywanie niczego by nie zmieniło. Przygotowania do październikowej masakry już trwały. Nie powstrzymałyby ich ani słowa, ani czyny.
- Niech pan bije w ten sam bęben - mówił Teddy. - Niech pan rozgrywa tę samą kartę. Świat zwariuje, a my musimy być silni, żeby bronić naszego stylu życia.
- Taktyka zastraszania jak dotąd skutkuje.
- Pański zdesperowany przeciwnik pójdzie na całość. Będzie atakował pana za monotematyczność, będzie lamentował i wytykał panu olbrzymie koszty kampanii. Zacznie wygrywać, zdobędzie kilka punktów przewagi. Ale niech pan nie wpada w panikę. Proszę mi zaufać: w październiku świat stanie na głowie.
- Ufam panu.
- Mamy wygraną w kieszeni. Niech pan tylko głosi to, co głosił pan dotąd.
- Taki mam zamiar.
- To dobrze. - Teddy zamknął oczy, jakby chciał się zdrzemnąć. Nagle otworzył je i powiedział: - Zmieńmy temat. Ciekawią mnie pańskie plany jako gospodarza Białego Domu.
Lake był zaskoczony i nie potrafił tego ukryć.
- Potrzebuje pan partnerki - kontynuował Maynard, wciągając go w pułapkę. - Pierwszej Damy Ameryki. Kobiety, która uświetni i ozdobi to miejsce swoją obecnością. Kobiety pięknej, układnej, wyrobionej towarzysko i młodej na tyle, żeby urodzić panu dzieci. W Białym Domu od dawna nie było dzieci...
Lake był zaszokowany.
- Pan żartuje.
- Bardzo podoba mi się ta Jayne Cordell, pańska asystentka. Ma trzydzieści osiem lat, jest wygadana, inteligentna i całkiem ładna, chociaż powinna zrzucić z sześć, siedem kilo. Rozwiodła się przed dwunastu laty i już nikt o tym nie pamięta. Moim zdaniem byłaby znakomitą kandydatką.
Lake wpadł w złość. Przekrzywił głowę. Miał ochotę go zwymyślać, lecz zabrakło mu słów.
- Czy pan oszalał? - Zdołał wykrztusić tylko tyle.
- Wiemy o Rickym - powiedział zimno Teddy, świdrując go oczami.
Lake poczuł się tak, jakby Maynard przyłożył mu w brzuch. Gwałtownie wypuścił powietrze.
- Boże... - szepnął. Zwiesił głowę, zastygł bez ruchu i wbił wzrok w czubki butów.
Żeby go dobić, Teddy podał mu pojedynczą kartkę papieru. Lake zerknął na nią i natychmiast rozpoznał kopię swego ostatniego listu do Ricky’ego.
Drogi Ricky,
Myślę, że najlepiej będzie, jeśli przerwiemy naszą korespondencję. Życzę Ci, żebyś jak najszybciej wrócił do zdrowia.
Z poważaniemAl
Już otwierał usta, żeby się wytłumaczyć, żeby zapewnić, że to nie tak, że jest zupełnie inaczej. Ale zaraz je zamknął i postanowił milczeć, przynajmniej na razie. W głowie kołatały mu się dziesiątki pytań: Ile oni wiedzą? Jakim, u diabła, sposobem przechwytywali jego listy? Czy wie o tym ktoś jeszcze?
Teddy pozwolił mu cierpieć w martwej ciszy. Nie było pośpiechu.
Kiedy Lake pozbierał myśli, górę wziął w nim polityk. Maynard proponował mu wyjście. Mówił: „Tańcz, jak ci zagram, i wszystko będzie dobrze. Rób to, co ci każę”.
Przyszły prezydent głośno przełknął ślinę i powiedział:
- Cóż, Jayne... Jayne nawet mi się podoba.
- Ależ oczywiście. I znakomicie się nada.
- Tak, jest bardzo lojalna.
- Sypia pan z nią?
- Nie. Jeszcze nie.
- Najwyższa pora. Podczas konwencji trzymajcie się za ręce. Niech ludzie zaczną plotkować, niech to wygląda naturalnie. Na Boże Narodzenie weźmiecie ślub. Ogłosi pan to na tydzień przed wyborami.
- Wystawny czy skromny?
- Ślub? Królewski. To będzie wydarzenie towarzyskie roku.
- Świetnie.
- Jayne powinna szybko zajść w ciążę. Tuż przed inauguracją ogłosi pan, że Pierwsza Dama spodziewa się dziecka. Cudowna historia. W Białym Domu ponownie zamieszkają dzieci. To miłe...
Lake uśmiechnął się, jakby podzielał jego zdanie, lecz nagle zmarszczył czoło.
- A Ricky? - spytał - Czy ktoś się o nim dowie?
- Nie. Ricky został unieszkodliwiony.
- Unieszkodliwiony?
- Już nigdy nie napisze żadnego listu. A pan będzie tak zajęty zabawą ze swoimi maluchami, że nie starczy panu czasu na myślenie o ludziach takich jak Ricky.
- Jaki Ricky?
- Zuch. Tak trzymać, Lake. Tak trzymać.
- Jest mi przykro. I bardzo pana przepraszam, panie dyrektorze. To się już nie powtórzy.
- Oczywiście, że nie. Akta, Lake. Mamy akta. Proszę o tym nie zapominać. - Teddy ruszył do drzwi, dając mu do zrozumienia, że spotkanie dobiegło końca.
- To była tylko chwila słabości. Jeszcze raz przepraszam.