- Obejrzyjcie sobie tę budę - powiedział Witterer do Soefta...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Nie masz powodu, by kochać którekolwiek ze swych rodziców, Gwydionie – powiedziaÅ‚a Morgiana i jej dÅ‚oÅ„ zacisnęła siÄ™ na jego rÄ™ce, ale zadziwiÅ‚...
- choćbyÅ› i mnie miaÅ‚ waszmość tak pochlastać, zawszeć winszujÄ™, winszujÄ™! – Et, dalibyÅ›cie sobie waszmoÅ›ciowie pokój; bo w rzeczy nie macie siÄ™...
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie majÄ… w miarÄ™ rozwiniÄ™ty przemysÅ‚ – dodaÅ‚ po chwili – bÄ™dziemy musieli sprawić sobie trochÄ™ odtylcowych...
- — Siadaj, chÅ‚opaku — powiedziaÅ‚ dowódca...
- – Zgadzam siÄ™ – powiedziaÅ‚a nie ociÄ…gajÄ…c siÄ™ Colette...
- — Tego kuÅ›nierza mogÅ‚abyÅ› lepiej pamiÄ™tać, skoro zetknęłaÅ› siÄ™ z nim osobiÅ›cie — powiedziaÅ‚am z niezadowoleniem i naganÄ…...
- — Chce pan powiedzieć, że rurÄ™ zaÅ‚ożono, kiedy nie byÅ‚o jeszcze krateru ani tego wÄ…wozu? — spytaÅ‚em...
- 08 Przynoœcie wiêc owoc godny nawrócenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bóg mo¿e wywieœæ synów Abrahamowi...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, w wieży nad nimi zadzwonił dzwon; brzmiał przeraźliwie głośno i nisko - jak żaden inny, które słyszała Miriamele...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Soeft uczyniÅ‚ to. ByÅ‚a jak wszystkie inne, może trochÄ™ wiÄ™ksza, może odrobinÄ™ czyÅ›ciejsza. Ale i w niej Å›mierdziaÅ‚o mokrÄ… skórÄ…, suszonÄ… przy ogniu, znoszonym ubraniem, potem i tytoniem. - To stajnia, a nie pomieszczenie dla kapitana – powiedziaÅ‚ Witterer.
Soeft skinął głową. Stłumił cisnącą się mu na usta uwagę: "A co, spodziewał się pan pałacu!" Nie należał do ludzi, którzy dla kawału czy dowcipu zaryzykowaliby bodaj funt masła. Kiedy chciał, potrafił milczeć jak zaklęty. W tej chwili chciał tego.
- Kapral Krause sądzi, że moglibyście mi tutaj pomóc, Soeft.
- Tak sÄ…dzi kapral Krause?
- Jeśli kto może pomóc, to tylko ty, Soeft! - zawołał Krause z zapałem. - Przy twoich stosunkach!
Soeft milczał. Sytuacja była już dla niego jasna. Kapitan Witterer chciał wysztafirować swoją budę. Dlaczego - to było na razie obojętne. Można sobie wyobrazić, że zna się na kulturze wnętrz - nie byłoby to wcale śmieszne. Możliwe też, że spodziewał się odwiedzin jakiejś damy. Czemu nie? Ta myszka o wielkich oczach z zespołu rozrywkowego może mieć kiedyś ochotę spróbować, jak się to kocha w zasięgu ognia nieprzyjacielskiej artylerii. Byłoby to dla niej coś nowego.
- Cóż wy na to, Soeft?
- U Prusaków, führera i Pana Boga wszystko jest możliwe - odpowiedział Soeft.
- Przede wszystkim przydałaby się pewna ilość papieru - powiedział Krause. - Białego. Jako namiastka tapety.
- Rozumiem. Papieru, w który się zawija żywność. No dobrze, załatwię trzy rolki. Na razie to wystarczy.
- A potem coÅ› do klejenia. Najlepiej klej do tapet.
- Nonsens, Krause - powiedział Soeft tonem rzeczoznawcy. - Dostarczę kilka pudełek pluskiewek. To o wiele praktyczniejsze. Poprzypinasz nimi papier - po co lepić? Przecież nie zostaniemy tu na wieki.
- Ale z klejem jakoś czyściej.
- Będzie czysto i z pluskiewkami. A w razie zmiany naszych pozycji zwiniesz tapety i umieścisz je w nowym salonie dowódcy.
- Zgoda - powiedział kapitan Witterer. - Proszę tak zrobić, Krause. Cóż możecie mi zaproponować jeszcze, Soeft?
- A co pan kapitan sobie wyobrażał? - zapytał z zaciekawieniem król zaopatrzenia.
- No cóż - odpowiedział Witterer niepewnie - może jakiś samowar, parę koców, dwa krzesła. - Zaczerpnął powietrza, dając Soeftowi okazję do przerwania mu, z czego ten jednak zrezygnował.
Witterer wytłumaczył to sobie na swoją korzyść i zaczął wymieniać dalsze życzenia w dziedzinie inwentarza. - Więc może jeszcze coś w rodzaju składanego łóżka i zamiast przegniłej słomy jakiś materac. Potrzebuję również filiżanek, szklanek, talerzy - po dwie sztuki. A jak byłoby z poduszką?
- Załatwione - odparł Soeft wspaniałomyślnie.
Witterer odetchnął z ulgą. Ten Soeft jest po prostu nieoceniony! Jakie niewyczerpane źródło! To nie żaden dowódca kolumny, to dyrektor domu towarowego! Wykorzystując pomyślną chwilę posunął się jeszcze dalej. - Macie może również jakiś dywan? Nieduży?
- Dam panu kapitanowi jeden z moich.
Krause rzucił Wittererowi triumfujące spojrzenie; kapitan skinął z zadowoleniem głową.
- Jeszcze jedno, mój drogi Soeft. Wiecie przecież, że robię przygotowania do gościnnego występu zespołu rozrywkowego, który przybył na front?
- Słyszałem już o tym - odrzekł Soeft z wyraźnym zainteresowaniem. - O ile jestem poinformowany, mianował pan kapitan Ascha ogrodnikiem w tym ogródku.
Witterera zatkało na chwilę. Ale nie dał się odciągnąć od swojej sprawy. - W każdym razie - powiedział - chciałbym po przedstawieniu wydać małe prywatne przyjęcie dla artystów, Cóż wy na to?
- To się da zrobić - powiedział Soeft rozmarzony i wyciągnął nogi przed siebie. - Miałem zawsze słabość do artystów, którzy przyjeżdżają na front.
Soeft myślał o szczęśliwych dniach we Francji, jak zawsze, nie bez wzruszenia. Mój Boże. cóż to były za czasy! To była artystyczna obsługa frontu! Na przykład ta dziewczyna - czy nie było jej na imię Iwona - z długimi nogami i z jędrnym tyłkiem.
- Myślałem o małej przekąsce - powiedział Witterer i o czymś dobrym do wypicia.
Soeft oderwał się od swoich francuskich wspomnień, co mu nigdy łatwo nie przychodziło, i kiwnął głową. - Kawior i krymski szampan - oświadczył.
Witterer nastawił uszu. Na jego gładkiej twarzy pojawiły się oznaki entuzjazmu. - To nie byłoby wcale źle. To by było nawet doskonale. I moglibyście to postawić do dyspozycji, Soeft?
- W każdej ilości - powiedział tamten ze spokojem. Temu, kto nie zna kawioru i krymskiego szampana, z pewnością będzie to smakowało. Dla mnie nie przedstawia to żadnej wartości. Ja wolę gotowaną szynkę i francuskiego szampana. Ale wytrawnego. Żadnego słodkiego czy kolorowego świństwa. Temperatura musi być również odpowiednia. Wśród mego prywatnego bagażu mam specjalny termometr do mierzenia temperatury szampana.
Witterer, pełen respektu, milczał. Krause kiwnął triumfująco
głową w stronę swego kapitana. Czy obiecał zbyt wiele? Zbyt mało! Czy ten człowiek nie był geniuszem zaopatrzenia? Był nim! Krause miał wrażenie, jak gdyby sam napełniał puszki kawiorem, a butelki krymskim szampanem.
- Tak, ta Francja! - westchnął głęboko Soeft i na próżno usiłował jeszcze bardziej wyciągnąć swe nogi. - Rozporządzałem tam trzema piwnicznymi składami, poza tym miałem centralę wymiany delikatesów - mój własny wynalazek! O moim lokalu trudno mi nawet mówić. Tak, tak, Francja! Tam można było rozwinąć szeroką działalność. Natomiast tutaj marnieją wszystkie moje talenty.
- No, no, Soeft - powiedział Witterer rozbawiony - to, co ż tego kraju wyciągacie, zupełnie mi Wystarczy.
- To nic wobec Francji! - powiedział Soeft niemal uroczyście. - Pan kapitan z pewnością to zrozumie, bo wie, jakie znaczenie mają dla wojska rozrywki.
- Ależ to samo przez się zrozumiałe. Żołnierz potrzebuje odmiany i powinien ją mieć.
- Słowa pana kapitana powinny dojść uszu führera - powiedział Soeft. - Czekałem na nie przez pół roku.
- Rozrywki były tu chyba dziedziną całkowicie zaniedbaną, co?
- Całkowicie, panie kapitanie - zawtórował Krause.
- Nie ma dla tych spraw zrozumienia - powiedział Soeft. - Niestety! Kiedy tu chciałem urządzić burdel...
- Co takiego? - zapytał Witterer szczerze zaskoczony.