Nie mogłem stawić temu czoła...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- «Och! Wielkie szczęście i wielkie nieszczęście w tym domu! Niebiosa dały syna bezpłodnej, niech będzie błogosławiony Najwyższy! Lecz siedem miesięcy temu...
- I CZELADNIK A on, wicie, jeszcze jedno, wicie, ma cierpienie, towarzyszu mistrzu: on się kocha w naszym tym perwersyjnym aniołku tylko temu, co ona jest...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- zemsty wywrzeć, ogłosił między swymi dworzanami nagrodę temu, kto mu wskaże owego arbitra, który pierwszy po Ketlingowym wniosku zakrzyknął: „Zdrajca i...
- Poniewa¿ ta regu³a daje nam w rezultacie program wysy³aj¹cy, wiadomoœæ jest przekazywana temu programowi do dostarczenia...
- bione kilka tygodni temu, w ramach rutynowych działań mających na celu kom- pletowanie danych o wszystkich amerykańskich stacjach arktycznych...
- Rzeczywiście, i Europa nie dałaby temu wiary, przepełniano pod administracją Lubeckiego więzienia obwinionymi tego rodzaju...
- "Gdybym się w porę odezwała, to bym temu zapobiegła...
- biegł już końca dawno temu...
- Nie mogłem pojąć, jak to się stało, gdy nagle z przeciwnej strony wypadł na mnie mój ordynans i zasypawszy mnie gradem płynących z serca powinszowań wyłożył mi...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Oszczędzać pieniądze, zdawać egzaminy, składać podania o stypendia, uczyć się łaciny i niemieckiego, anatomii, fizyki, chemii, biologii, łamać głowę i pracować ciężej, niż kiedykolwiek pracował ojciec... a później umrzeć? Mając czterdzieści pięć, pięćdziesiąt pięć, sześćdziesiąt pięć, a może jak ojciec, trzydzieści sześć lat? Odejść akurat wtedy, gdy jesteś gotów rozpocząć życie? To po co się starać? Po co poddać się tej ironii? Spójrzcie tylko na prezydenta Kennedy’ego: cały ten wielki wydatek energii i talentu, by dostać się do Białego Domu, a później kula w łeb? Życie się nie liczy. Im większy sukces odniosłeś, im więcej osiągnąłeś, tym bardziej gorzka jest perspektywa śmierci. Ja sam, ze wszystkimi moimi ambicjami, z całą pchającą mnie w górę siłą; ja byłem tylko kandydatem do upadku z większej wysokości niż inni. A ponieważ i tak miałem w końcu umrzeć, zdecydowałem się oszukać śmierć rozprawiając się sam ze sobą, nim nieuchronnie zacznę się zbliżać ku oczekującemu mnie, ponuremu żartowi.
Tak to sobie tłumaczyłem mając szesnaście lat. Zrobiłem listę możliwych sposobów wyniesienia się z tego świata. Podciąć żyły? Odkręcić gaz? Nałożyć na głowę foliową torbę? Włączyć silnik samochodu? Poszukać cienkiego lodu w styczniu? Opracowałem pięćdziesiąt różnych planów. Ułożyłem je w zależności od tego, jak mi się podobały. I ułożyłem jeszcze raz. Zastanawiałem się, co lepsze: śmierć krótka i bolesna czy długa i bezbolesna. Przez jakieś pół roku studiowałem śmierć, tak jak Eli studiuje czasowniki nieregularne. Przez te pół roku umarła dwójka moich dziadków. Umarł mój pies. Mój starszy brat zginął na wojnie. Matka miała pierwszy ciężki atak serca i jej lekarz powiedział mi w sekrecie, że nie przeżyje roku, co okazało się prawdą. Wszystko to powinno umocnić mnie w przekonaniu: odejdź Oliverze, odejdź, odejdź już, nim życiowe tragedie uderzą jeszcze bliżej. Musisz umrzeć jak wszyscy inni, więc po co to odwlekać? Umrzyj teraz. Już. Oszczędź sobie morza kłopotów. Dziwne, ale moje zainteresowanie samobójstwem gwałtownie opadło, chociaż właściwie nie zmieniłem filozofii. Przestałem robić listy sposobów samobójstwa. Zacząłem planować przyszłość zamiast zakładać, że umrę za kilka miesięcy. Zdecydowałem, że zamiast poddać się Śmierci, będę z nią walczyć. Pójdę na studia, zostanę naukowcem, nauczę się czego tylko można i może przesunę trochę granice państwa Śmierci. Teraz wiem, że nigdy nie popełnię samobójstwa. Po prostu nie mam najmniejszego zamiaru. Będę walczył do końca i kiedy Śmierć przyjdzie i roześmieje mi się w twarz, cóż... ja zrobię to samo. A poza wszystkim innym przypuszczam, że Księga Czaszek jest autentyczna! Przypuśćmy, że istnieje sposób ucieczki przed śmiercią! A więc zażartowałbym sam z siebie, gdybym pięć lat temu podciął sobie żyły.
Przejechałem dzisiaj przeszło sześćset kilometrów, a nie ma jeszcze południa. Drogi są tu wspaniałe: szerokie, proste, puste. Tuż przed nami - Amarillo. A za nim Albuquerque. I Phoenix. A później, nareszcie, dowiemy się wielu różnych rzeczy.
16. Eli.
Jaki to przedziwny świat. Teksas, Nowy Meksyk. Księżycowy krajobraz. I czemu ktoś kiedyś chciał się tu w ogóle osiedlić? Szerokie, brązowe pozbawione trawy równiny, widać jedynie powykręcane, karłowate, tłusto błyszczące, szarozielone krzaczki. Nagie, purpurowe góry - zębate, ostre - sterczą z kręgu jaskrawoniebieskiego horyzontu niczym przegniłe zęby. Myślę, że góry tam, na zachodzie były wyższe. Timothy, który był wszędzie, twierdzi, że prawdziwie wielkie góry są w Colorado, Utah, Kalifornii a te to po prostu wzgórza wysokie na jakieś 1500-1800 metrów. To mną wstrząsnęło. Najwyższą górą na wschód od Missisipi jest Mount Mitchell w Pomocnej Karolinie, około 2000 metrów. Przegrałem o nią zakład, kiedy miałem dziesięć lat, i nigdy tego nie zapomniałem. Najwyższą górą, jaką widziałem przedtem, była góra Waszyngtona w New Hampshire, jakieś 1900 metrów, rodzice wzięli mnie tam tego roku, kiedy nie pojechaliśmy do Catskills (postawiłem na Górę Waszyngtona. Przegrałem.) A tu wszędzie dookoła są góry tak samo wysokie - i uchodzą za zwykłe wzgórza. Najprawdopodobniej nie mają nawet nazw. Góra Waszyngtona wisiała na niebie jak wielkie drzewo, gotowe upaść i zgnieść mnie. Oczywiście, oko sięga tu dalej, to otwarty teren, ta niesamowicie szeroka perspektywa pomniejsza nawet góry.
Powietrze jest rześkie i zimne. Niebo nieprawdopodobnie błękitne i czyste. To kraj apokalipsy, nieustannie oczekuję dźwięku trąb grających wśród wzgórz.