Mozolnie wspięli się na spadzisty stok i przystanęli tu chwilę...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Po prawej, najbliżej Å›ciany hangaru, staÅ‚y bok w bok nowiutkie Gromy i BÅ‚yskawice – nieco mniejsze wozy bojowe przystosowane do przewozu piechoty...
- Przez chwilę wahała się - to, co chciała zrobić, nie było zakazane przez zwyczaj, ale mógł dokonać tego tylko ktoś bardzo poruszony, w sytuacji, która go...
- Po drugie: gdyby nawet państwa zachodniej Europy naprawdę robiły to samo, co kolejne rządy Polski (a nie robią, o czym za chwilę), to są to państwa bogate i jeśli...
- Nieraz musiała przystawać po drodze dla otarcia potu z zabrudzonej twarzy i nabrania tchu, zanim doszła do swojego mieszkania, położonego w najbrudniejszej i...
- Toteż gdy po długiej żegludze wylądowali wreszcie w przystaniach pelopone-skich, padali na twarze i obejmując ramionami starą ziemię wołali ze łzami jak...
- dobiegÅ‚ do jej wytężonego sÅ‚uchu — cichy jak brzÄ™czenie komara daleki dzwonek, za chwilÄ™ ponowny • dzwonek, już bliżej, potem stukot...
- którym nabarziey iasnowidzący nic by nie dopatrzył ani nie pochwycił nie znaiąc iego żeny, taką miał w sobie przystoyność, wdzięczną postawę y...
- najmocniejszymi œwiat³ami, wy³apywa³ bezb³êdnie wszystkie te znaki, które muludzie wskazywali, i przystawa³ jak gdyby na pamiêæ, ani bli¿ej, ani dalej...
- A za chwilę Paris miała poprowadzić Park Lane przez parcours - pod okiem Jane Lennox, która zamierzała opuścić tonący statek Jade’a...
- Operacje wejścia-wyjścia Zmienne typu int, double i char są zmiennymi arytmetycznymi, przystosowanymi odpowiednio do przechowywania...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Frodo poczuł na
twarzy miękkie dotknięcie. Wyciągnął ramię i zobaczył białe płatki śniegu osia-
dające na rękawie.
Szli dalej. Po chwili wszakże śnieg zgęstniał i wypełnił dokoła powietrze wi-
rując przed oczyma Froda. Ledwie teraz dostrzegał ciemne, pochylone sylwetki
Gandalfa i Aragorna, choć byli nie dalej niż o krok przed nim.
— Wcale mi siÄ™ to nie podoba — wysapaÅ‚ za plecami Froda Sam. — Åšnieg by-
wa piękny o jasnym ranku, ale wole go oglądać za oknami leżąc w łóżku. Szkoda,
że to całe pierze nie leci na Hobbiton. Tam by się może ucieszyli.
W Shire, poza wyżyną Północnej Ćwiartki, rzadko widywano porządny śnieg,
toteż uważano go za przyjemne zdarzenie i okazję do zabawy. Nikt z żyjących
hobbitów (z wyjątkiem Bilba) nie pamiętał srogiej zimy 1311 roku, kiedy to przez zamarzniętą Brandywinę białe wilki wtargnęły do kraju.
Gandalf przystanął. Śnieg grubo przysypał mu kaptur i ramiona, a na ziemi
sięgał do kostek.
— Tego siÄ™ wÅ‚aÅ›nie obawiaÅ‚em — powiedziaÅ‚. — Co ty na to, Aragornie?
— Å»e także siÄ™ tego baÅ‚em — odparÅ‚ Aragorn — mniej jednak niż tamtej in-
nej drogi. Znam niebezpieczeństwo śniegu, chociaż nieczęsto zdarzają się większe opady w kraju tak daleko wysuniętym na południe, chyba że w wysokich górach.
Ale my jeszcze nie dotarliśmy bardzo wysoko; tu, niżej, ścieżki są zwykle dostęp-ne przez całą zimę.
— Zastanawiam siÄ™, czy to nie jest manewr Nieprzyjaciela — rzekÅ‚ Boromir.
— W mojej ojczyźnie mówiÄ…, że on rzÄ…dzi burzami w Górach Cienia, wznoszÄ…-
cych się na granicy Mordoru. Osobliwą ma potęgę i wielu sprzymierzeńców.
— RÄ™ka jego siÄ™ga zaiste daleko — powiedziaÅ‚ Gimli — jeżeli potrafi Å›ciÄ…gnąć
z północy śnieg, by nas dręczył tutaj, o trzysta staj dalej.
— RÄ™ka jego siÄ™ga daleko — rzekÅ‚ Gandalf.
Podczas tego krótkiego postoju wiatr ucichł, a śnieg, z każdą chwilą rzadszy,
ustał zupełnie. Wędrowcy ruszyli znowu. Nie uszli jednak wiele drogi, kiedy za-
wierucha wróciła, atakują ze zdwojoną furią. Wicher świszczał, a śnieżna zawieja oślepiała. Wkrótce nawet Boromir przyznał, że trudno iść dalej. Hobbici, zgięci
293
niemal wpół, brnęli za większymi od siebie ludźmi, lecz było niewątpliwe, że nie ujdą już daleko, jeżeli śnieżyca potrwa dłużej. Frodowi nogi ciążyły jak ołowiane. Pippin ledwie się wlókł. Gimli, chociaż należał do krzepkich krasnoludów,
jęczał prac z wysiłkiem naprzód. Drużyna zatrzymała się nagle, jak gdyby bez
słowa wszyscy jednocześnie powzięli to samo postanowienie. W ciemnościach
zalegających dokoła słyszeli jakieś niesamowite głosy. Może były to tylko sztucz-ki wichru wciskającego się w szczeliny i rysy skalnej ściany, lecz brzmiały jak
przeraźliwe wrzaski i dzikie wybuchy śmiechu. Ze zbocza zaczęły się osypywać
kamienie gwiżdżąc koło uszu lub rozpryskując się na ścieżce pod nogami wę-
drowców. Co chwila z głuchym grzmotem toczył się z niewidzialnych w mroku
wysokości jakiś większy głaz.
— Nie można dzisiejszej nocy iść dalej — powiedziaÅ‚ Boromir. — Niech sobie
ktoś nazywa to zawieją, jeśli taka jego wola. W powietrzu słychać straszne głosy, a kamienie są dla nas przeznaczone.
— Ja to nazywam zawiejÄ… — rzekÅ‚ Aragorn — ale to wcale nie przeczy twoim
słowom. Jest na świecie mnóstwo złych i przekornych sił, nieżyczliwie usposo-
bionych do istot, co chodzą na dwóch nogach, sił mimo to nie sprzymierzonych
z Sauronem, działających na własną rękę. Niektóre z tych sił istniały wcześniej
niż on.
— Karadhras przezywano Okrutnikiem, zawsze miaÅ‚ on zÅ‚Ä… sÅ‚awÄ™ — powie-
dziaÅ‚ Gimli — nawet przed wiekami, gdy jeszcze nikt w tych stronach nie sÅ‚yszaÅ‚
o Sauronie.