miedziaka, zwanego Potworem Morskim...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Dokładnie w tym samym momencie pociąg silnie zarzucił i Harry rozpaczliwie jął wymachiwać rękoma, kiedy potworna ziejąca w dole czerń ruszyła mu na spotkanie...
- W lecie szóstego roku wybraliśmy się we dwójkę z Josellą na wybrzeże morskie...
- kozioł Gruszecki T...
- chrześcijaństwa
- – Wygląda to na miedź tego handlarza...
- Wiemy już, że komponenty posiadają właściwości i metody...
- Wróciłam do kasy z mocnym postanowieniem uśmiercenia kierownika mitingu...
- Powłócząc nogami, pogrążył się w ciemności, za sobą słyszał ludzi śpiewających âźJuż się nie bój dłużejâ...
- - To może być zbieg okoliczności - powiedziała wolno Egwene...
- Sabe que o poder da gazela ĂŠ a habilidade de suas pernas...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Kiedy go przyniesiono, wrzucił miedziaka w
ognisko, „aby zgasić ogień swego rywala". Marnotrawca również posłał po swego miedziaka.
Przyniesiono mu miedziaka, który nazywał się Oglądany Podejrzliwie:
włożył go także do ogniska, w miejscu uczty, „aby podtrzymać ogień". Ale Szybkobiegacz
miał jeszcze jednego miedziaka, Żurawia, i postawszy po niego włożył go do ogniska „aby
zdusić ogień". Marnotrawca nie miał więcej miedziaków, nie mógł więc już nic dorzucić, aby
podtrzymać ogień, i poniósł klęskę w pierwszym starciu.
Następnego dnia Szybkobiegacz wydał ucztę rewanżową i posłał swych ludzi, aby zaprosili
Marnotrawcę. Ten zastawił taką ilość swego majątku, aby móc pożyczyć inny miedziak.
Kiedy podano mu dzikie jabłka i tłuszcz, odmówił jedzenia w tych samych słowach, których
96 Ibidem, s. 346-353.
146
Szybkobiegacz użył poprzedniego dnia, i posłał swą świtę pomocników, by przynieśli mu
miedziaka zwanego Obliczem Dnia. Tym miedziakiem zgasił ogień rywala. Szybkobiegacz
wstał i zwrócił się do obecnych: „Oto moje ognisko zostało wygaszone. Ale poczekajcie.
Siadajcie i patrzcie, co zrobię". Wprawił się w podniecenie w tańcu Bractwa Błaznów,
którego był członkiem, i zniszczył cztery łodzie swego teścia. Jego świta przyniosła je do
domu, gdzie odbywała się uczta, i rzuciła w ognisko, by zniweczyć hańbę zgaszenia ich ognia
miedziakiem Marnotrawcy. Goście musieli za wszelką cenę pozostać na swoich miejscach
albo przyznać się do klęski. Derka z czarnego niedźwiedzia należąca do Marnotrawcy spaliła
się, a skóra na nogach pokryła bąblami, ale nie opuścił swego miejsca. Dopiero, kiedy ogień
zaczął przygasać, Marnotrawca wstał, jakby nic się nie stało, i przystąpił do uczty, aby okazać
całkowitą obojętność wobec ekstrawagancji swego rywala.
Szybkobiegacz i Marnotrawca stali się teraz jawnymi wrogami. Postanowili więc
zorganizować konkurencyjne inicjacje do tajemnych bractw, korzystając raczej ze swych
religijnych niż świeckich przywilejów. Marnotrawca w tajemnicy zamierzał to urządzić w
czasie obrzędu zimowego, a Szybkobiegacz, dowiedziawszy się o tym przez swoich
donosicieli, postanowił go przewyższyć. Marnotrawca przygotowywał inicjację syna i córki,
natomiast Szybkobiegacz dwóch synów i dwóch córek. Szybkobiegacz zdystansował swego
rywala, i kiedy wyprowadzono z miejsca odosobnienia czworo jego dzieci, a podniecenie w
tańcu sięgało szczytu, kazał tancerzom Bractwa Błaznów i Szarego Niedźwiedzia oskalpować
i zarżnąć niewolnika, a Ludożercom zjeść go. Skalp podarował Marnotrawcy, który
oczywiście nie miał czym dorównać temu niezwykłemu wyczynowi.
Ale Szybkobiegacz osiągnął jeszcze inny triumf. Córki jego, przygotowywane do inicjacji
jako tancerki tańca wojennego, zażądały, aby poddano je próbie ognia. Wokół ogniska
wzniesiono wał z drzewa, a córki przywiązano do desek, by oddać je na pastwę płomieni.
Jednakże zamiast nich rzucono w ogień dwóch niewolników, także przywiązanych do desek,
ubranych w stroje tancerzy wykonujących taniec wojenny. Cztery dni córki Szybkobiegacza
pozostawały w ukryciu, a następnie pozornie zmartwychwstały z zachowanych popiołów
niewolników. Marnotrawca nie był w stanie dorównać niczym tej demonstracji przywilejów i
odjechał razem ze swymi ludźmi, by walczyć z plemieniem Nutka. Z wojny tej powrócił
tylko jeden człowiek, aby opowiedzieć o klęsce i śmierci uczestników wyprawy97.
Wszystko to opowiada się jako historię prawdziwą, a istnieją też relacje naocznych
świadków o innych zawodach, które różnią się tylko wyczynami rywalizujących wodzów,
97 George Hunt, The Rival Chiefs, Boas Annwersary Volume, New York 1906, s.108-136.
147
celem wykazania swej wielkości. Przy pewnej okazji, a było to za życia ludzi do dziś
żyjących, wódz usiłował „wygasić" ogień swego rywala siedmioma łodziami i czterystu
derkami, a gospodarz, przeciwstawiając się, lat do ognia olej. Zapalił się dach i prawie cały
dom uległ zniszczeniu, podczas gdy zainteresowani nie opuszczali swych miejsc i z pozorną
obojętnością posyłali po coraz nowe przedmioty, aby wrzucać je do ognia. „Potem wrócili ci,