komputery zaczê³y porozumiewaæ siê w jêzyku maszyn...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Program komputerowy jest sekwencją rozkazów, które muszą być wykonane w określonym porządku, zaś wynik działania rozkazu często zależy od wyniku...
- Jeszcze większą, niż dla fanatyków religijnych, bonanzą stała się Maszyna dla ludzi związanych z przeżywającym ostatnio ciężkie chwile przemysłem...
- Jeden z nich wsunął czarny kamień runiczny w otwór ziejący w żeliwnej obudowie maszyny...
- Jak funkcjonuje zapora ogniowa przy udostêpnionym po³¹czeniu internetowym? Je¿eli program Norton Internet Security jest zainstalowany na komputerze...
- że w tle nagrania, na którym Erin jest bita, słychać odgłos ciężkiej maszyny...
- 304 czego posłowie porozumieli się z dowódcami wojsk Cezara i wszyscy wspólnie wysłali do Lucjusza poselstwo z żądaniem, by spór swój z Cezarem...
- /usr/local Pliki systemowe tworzone „lokalnie" w danej organizacji lub na pojedynczym komputerze...
- W kopercie znalazła trzy kartki maszynopisu spięte spinaczem...
- Ani Bates, ani jej maszyneria nie były głupie...
- Po awarii komputera uszkodzony podzespół można wymienić...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
160
– Og³osiæ alarm bojowy – rozkaza³. – Wolni od s³u¿by maj¹
pozostawaæ w swoich kwaterach. W³¹czyæ silniki napêdu podœwiet-
lnego i skierowaæ okrêt w pobli¿e ksiê¿yca numer dwa. – Wypro-
stowa³ siê, odwróci³ i przeszed³szy kilka kroków, stan¹³ nad drugim
zag³êbieniem. Pochyli³ siê nad kobiet¹ przy kontrolnej konsolecie.
– Ile okrêtów? – zapyta³.
– Jedenaœcie, panie admirale – zameldowa³a techniczka. – Dwa
odpowiedniki naszych korwet, piêæ odpowiedników fregat, trzy od-
powiedniki lekkich kr¹¿owników i jeden odpowiednik okrêtu linio-
wego.Do rozmowy przy³¹czy³ siê m³odszy stopniem oficer, który ci-
cho jak duch stan¹³ za plecami obu dowódców.
– Panie admirale, panie generale – zacz¹³ s³u¿biœcie – dowód-
cy skrzyde³ melduj¹, ¿e ich piloci zakoñczyli zajmowaæ wyznaczo-
ne pozycje. Czekaj¹ na rozkaz ataku. Technicy ze stanowiska tak-
tycznego mostka melduj¹, ¿e wszystkie systemy s¹ sprawne i gotowe
do akcji.
– Wygl¹da, ¿e przynajmniej tym razem si³y s¹ wyrównane –
stwierdzi³ genera³ po chwili.
– Z wyj¹tkiem jednego drobiazgu, który daje nam przewagê –
zauwa¿y³ Poinard. – Tamci nie wiedz¹, ¿e siê ich spodziewamy.
11 –
161
R O Z D Z I A £
"
Han opar³ siê ramieniem o pordzewia³e prêty ciasnej wiêzien-
nej celi i zacz¹³ delikatnie masowaæ obola³¹ kostkê serdecznego pal-
ca prawej d³oni.
– To by³a pierwszorzêdna walka – odezwa³ siê po chwili. – Ju¿
dawno siê tak dobrze nie bawi³em.
Fasgo i Roa siedzieli na bardzo brudnej pod³odze, oparci pleca-
mi o równie poplamion¹ œcianê. Pierwszy mia³ zabawnie opuchniête
prawe ucho; drugi wygl¹da³, jakby nie odniós³ powa¿niejszych ob-
ra¿eñ.– Narobiliœmy nielichego ba³aganu – radoœnie szczerz¹c zêby,
zgodzi³ siê z nim Roa.
Fasgo delikatnie pog³aska³ czubek nosa.
– Mam wra¿enie, ¿e jest z³amany – mrukn¹³.
Roa klepn¹³ by³ego agenta do spraw podatków i ce³ po ramieniu.
– Nastêpnym razem pamiêtaj, ¿e najlepsz¹ obron¹ bywa trzy-
manie siê w przyzwoitej odleg³oœci – doradzi³. – Przynajmniej poza
zasiêgiem wymachuj¹cych r¹k.
– Przykro mi tylko, ¿e ten dr¹gal nie wyzion¹³ ducha – odezwa³
siê Fasgo.
– Daj mu jeszcze trochê czasu – odpar³ g³oœno Solo. Spojrza³
znacz¹co na trzech Trandoshan, zajmuj¹cych celê dok³adnie naprze-
ciwko nich, po drugiej stronie przejÂœcia.
Rudow³osy mê¿czyzna zbli¿y³ do siebie kciuk i palec wskazu-
j¹cy, tak ¿e dziel¹ca je odleg³oœæ zmala³a do mniej wiêcej centy-
metra.
– Tamto krzes³o chybi³o go o tyle – powiedzia³.
162
– O prawdziwym pechu mo¿e mówiæ ten biedak Bith, który
siedzia³ przy nastêpnym stole – przypomnia³ Han.
– Jasne, my za to mamy szczêœcie – wtr¹ci³ siê Roa. – Myœla³,
¿e rzuci³ je któryœ z Trandoshan.
Fasgo kiwn¹³ g³ow¹.
– Jak to dobrze, ¿e ci balonog³owi goœcie opowiedzieli siê
po naszej stronie – zauwa¿y³. – Bardzo przyda³a siê nam ich po-
moc.– Nie tak g³oœno! – szepn¹³ by³y przemytnik. – Ich tak¿e tu
zamknêli, dwie cele dalej.
Fasgo machn¹³ rêk¹.
– Wsadzili chyba wszystkich, którzy przebywali wtedy w „Koñ-
cu Zak³adów”. – Spojrza³ na Hana i wybuchn¹³ œmiechem. – Doko-
naliœmy naprawdê niezwyk³ej sztuki.
– Ta-a, trochê pomogli nam stra¿nicy. – Solo zachichota³. – Nic
dziwnego, ¿e w³adze porz¹dkowe „Ko³a” nie zezwalaj¹ na noszenie
uzbrojonych blasterów.
Nagle rozleg³ siê g³oœny pisk i nie smarowane od dawna drzwi
wiêziennego bloku stanê³y otworem. Chwilê póŸniej przed krat¹ ich
celi pojawi³ siê krzepki stra¿nik w szarym mundurze.
– W porz¹dku, cwaniaki – odezwa³ siê gderliwie. – Wynocha
z celi. JesteÂœcie wolni.
Han, Roa i Fasgo wymienili zdumione spojrzenia.
– Myœla³em, ¿e wyjdziemy za kaucj¹ dopiero po rozprawie? –
zdziwi³ siê siwow³osy mê¿czyzna.
– Nie bêdzie ¿adnej rozprawy – burkn¹³ stra¿nik. – Musicie
mieæ wysoko postawionych przyjació³.
Roa spojrza³ na Hana.
– Chyba jednak ktoœ wie, ¿e tu przylecia³eœ, „Roaky Laamu” –
powiedzia³. – Pamiêtasz, ten Trandoshanin rozpozna³ ciê bez trudu.
Han doszed³ do wniosku, ¿e to mo¿liwe. Wiadomoœæ roznios³a
siê lotem b³yskawicy i ktoœ powiadomi³ Leiê.
Drzwi odsunê³y siê na bok i wszyscy trzej wyszli. Solo pod-
szed³ do celi Trandoshan, ale przystan¹³ na tyle daleko, ¿eby ¿aden
jaszczur nie dosiêgn¹³ go pazurami.
– Musimy to powtórzyæ, ch³opaki – powiedzia³, lekko siê uœmie-
chaj¹c. – I to szybko.
– Mo¿esz byæ tego pewien, Solo – wychrypia³ Bossk.
Stra¿nik zaprowadzi³ ich do czêœci administracyjnej, zwróci³
rzeczy i wskaza³ drogê do wyjœcia.
163
– Je¿eli jeszcze raz tu traficie – ostrzeg³ – po¿a³ujecie tego.
Tym razem ¿aden przyjaciel wam nie pomo¿e.
– Uroczy goœæ – mrukn¹³ Roa.
Han musia³ przyznaæ mu racjê.
– Prawdopodobnie dorabia po godzinach jako urzêdnik, który
rejestruje przylatuj¹ce statki – stwierdzi³ cierpko.
Zaledwie byli wiêŸniowie stanêli na taœmie ruchomego chodni-
ka, obok nich wyrós³ ugrzeczniony Aqualishanin.
– Roa, Fasgo i Roaky Laamu – odezwa³a siê istota w basicu,
nieco zniekszta³conym zapewne z powodu zakrzywionych do wew-
n¹trz k³ów. Ton jej g³osu wskazywa³, ¿e to nie mia³o byæ pytanie. –
Mój mocodawca chcia³by mieæ przyjemnoœæ goœciæ panów w swo-
jej rezydencji.