Grupowa współpraca zapewniała jednostce pewniejsze zaspokajanie podstawowych potrzeb...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- ¦ Podstawowe terminyzmienna dyskretna 73 zmienna kontrolna 72 zmienna niezależna 71 zmienna zależna 71 związek 74 związek dodatni 75 związek pozorny 72...
- Cena bazowa netto Pole umożliwia podanie ceny netto, będącej wraz ze stopami marży i stawką podatku VAT podstawą naliczania ceny sprzedaży oraz punktem...
- Rozwój fizyczny, jako proces irnian somatycznycH (anatomicznych) i funkcjonalnych (fizjologicznych) w organizmie, stwarza podstawy dla rozwoju motoryki...
- w pe³ni zrealizowany ze wzglêdu na wybuch U wojny œwiatowej, to jednak podstawy prawne pos³u¿y³y jako dorobek stanowi¹cy punkt wyjœcia do prac kontynuatorskich w Polsce...
- osho, medytacja podstawy praktykiNie jesteś tym, kto działa -jesteś tym, kto patrzy i widzi...
- "papieże nie tylko byli mordercami na wielką skalę, lecz ponadto uczynili mord podstawąprawną Kościoła chrześcijańskiego oraz warunkiem zbawienia"...
- Wnioski, które na podstawie tych badañ wprowadzono, zmierza³y do przeorganizowania ca³ego systemu szkolnego, do stworzenia szko³y "na miarê dziecka"...
- Było to nadal za mało jak na ich potrzeby, „wszystko było wspaniale zorganizowane, bardzo zabawne zupełnie inaczej niż obecnie jest zorganizowane nasze centrum...
- Niemcy miały kluczowe znaczenie: stanowiły deklarowany cel Armii Czerwonej i dostarczały bolszewikom mocnych podstaw do optymizmu...
- Legendy i podania polskieWo³y stanowi³y do œredniowiecza, a w Polsce po³udniowej i u licznych narodowoœci s³owiañskich do niedawna, podstawow¹ silê poci¹gow¹...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Pozwalała także na wygospodarowanie wolnego czasu, który można było poświęcić zajęciom znacznie przyjemniejszym niż praca. To właśnie pojawieniu się czasu wolnego od obowiązków Inni zawdzięczali dynamiczny rozwój sztuki, przy czym nie była ona wówczas działalnością czysto artystyczną, ale częścią normalnej, codziennej egzystencji. Niemal każdy członek społeczności potrafił nie tylko pracować, tworzyć, ale i doceniać umiejętności współmieszkańców Jaskini. Już od dzieciństwa pozwalano im eksperymentować, tak by odnaleźli dziedzinę, w której przejawiali wyjątkowy talent. Umiejętności praktycznych nie ceniono wyżej niż artystycznych.
Ayla przypomniała sobie, że Shevonar - mężczyzna, który zginął podczas polowania na bizony - był wytwórcą włóczni. Nie był jedyną osobą w Dziewiątej Jaskini, która umiała wykonać dobrą broń, ale specjalizacja w jednym rzemiośle pozwoliła mu osiągnąć perfekcję, a tym samym umożliwiła podniesienie statusu; nie tylko społecznego, ale i majątkowego. Wśród Zelandonii, podobnie jak w niemal wszystkich grupach, z którymi znachorka miała sposobność żyć, zdobyte pożywienie było rozdzielane między ludzi, a najlepszym myśliwym czy zbieraczom za ich skuteczność przysługiwała jedynie wyższa pozycja. Człowiek mógł więc przetrwać, nie biorąc na przykład udziału w polowaniach, lecz jeśli przy tym nie wykazywał szczególnego talentu w żadnej dziedzinie i nie był przydatnym rzemieślnikiem - a zatem nie mógł osiągnąć wysokiego statusu - nie miał szans na dobre życie.
Ayla z niejakim trudem zaczynała pojmować koncepcję wymiany dóbr i usług, którą realizowali w swej społeczności Zelandonii. Niemal wszystko, co wytwarzano lub robiono, miało swoją wartość, choć praktyczny wymiar owej ceny nie zawsze był oczywisty. Wartość towaru lub usługi była wynikiem zawartego kompromisu, często osiąganego w drodze nieustępliwych targów. Dlatego też przedmioty wykonane przez najzdolniejszych twórców cenione były wyżej niż te, które wytwarzali przeciętni. Działo się tak z dwóch powodów: po pierwsze, ludzie woleli posiadać dobra lepszej jakości, a to oznaczało zwiększony popyt; po drugie zaś, wykonaniu wyjątkowo atrakcyjnego towaru należało zazwyczaj poświęcić znacznie więcej czasu. Talent i pracowitość były wysoko oceniane, a niemal każdy mieszkaniec Jaskini kierował się własnym zmysłem estetycznym.
Doskonała i pięknie ozdobiona włócznia miała nieco większą wartość niż tylko dobra i nieskończenie wyższą cenę niż kiepska. Niezdarnie wykonany koszyk mógł służyć równie dobrze jak wspaniale wyplecione, wielobarwne dzieło sztuki wikliniarskiej, a jednak był znacznie mniej pożądanym towarem. Kosz ledwie spełniający swoją funkcję nadawał się do przechowywania korzeni świeżo wykopanych z ziemi, ale produkty umyte czy wysuszone zasługiwały na znacznie piękniejsze naczynie. Narzędzia i przedmioty codziennego użytku, których wykonanie nie nastręczało większych trudności, były często porzucane. Te, które zrobiono wyjątkowo starannie i wprawnie ozdobiono, zwykle służyły ludziom znacznie dłużej.
Nie tylko wyroby rękodzielnicze były w cenie - istotną rolę w życiu Zelandonii odgrywała także rozrywka. Długie mroźne zimy zmuszały ludzi do spędzania czasu w czterech ścianach kamiennych domostw, nic więc dziwnego, że poszukiwano form rozładowywania narastającego w rodzinach napięcia. Podczas kameralnych i publicznych spotkań nie stroniono od tańców i śpiewów - ten, kto wprawnie przygrywał na fujarce, nie był szanowany mniej niż producent oszczepów czy plecionych koszy. Ayla wiedziała już, że szczególną estymą darzono Opowiadaczy. Ludzie pełniący tę funkcję żyli także w Klanie, przypomniała sobie znachorka. Ich współplemieńcy uwielbiali słuchać opowieści, które już doskonale znali.
Inni także lubili stare, sprawdzone historie, ale nie stronili od nowinek. Z entuzjazmem oddawali się grom słownym i rozwiązywaniu zagadek, zawsze chętnie witając gości, którzy zazwyczaj przynosili nowe, nieznane opowieści. Namawiano ich, by mówili o swym życiu i przygodach, bez względu na to, czy mieli zdolności dramatycznej narracji czy nie - ich słowa i tak przyjmowano z zainteresowaniem, a potem przez długie godziny dyskutowano o nich przy ogniskach. Lecz choć niemal każdy potrafił opowiedzieć coś interesującego, ci, którzy mieli w tym kierunku prawdziwy talent, byli nieustannie zachęcani, kuszeni i przekupywani - po to, by zgodzili się odwiedzić sąsiednie Jaskinie. Tak narodziła się profesja wędrownego Opowiadacza. Niektórzy z nich spędzali lata, a czasem i całe życie, krążąc od Jaskini do Jaskini i przenosząc wieści i rozkazy, a nade wszystko opowiadając wspaniałe historie. Nikogo nie witano w osadach Zelandonii bardziej entuzjastycznie niż wędrownych Opowiadaczy.