Duiker nie potrafił pojąć, w jaki sposób Coltaine zdołał dotrzeć tak daleko...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W pewien sposób cieszyła się, że Egwene oraz jej przyjaciółek tu nie ma, cieszyła się, że nie może widzieć ich twarzy, a na nich, być może, piętna...
- Windows), — podstawy routingu statycznego i dynamicznego, — podstawowa znajomość IOS oraz sposobu konfigurowania urządzeń Ci- sco,...
- Artyku 105 1 EgzAdmU wymienia sposoby sprzeday rzeczy zajtej w toku egzekucji z ruchomoci:1) sprzeda w drodze licytacji publicznej,2) sprzeda po cenie...
- włącznie, wszystko w tym stylu, który fachowcy nazywają stylem winietowym – sposób malo- wania przypominał wielce Sully'ego – w ulubionych...
- Polecenie traceroute zwykle jest wykorzystywane w ten sposób, jak polecenie ping – jako parametr należy podać nazwę hosta docelowego...
- bynajmniej jedynie o to, by wszyscy si bali, i bali si w ten sam sposb...
- Żal, że dał się podkupić mojemu bratu i że w sposób typowy dla naszego rodzinnego konfliktu zaraz po złotych triumfach - Hary był pierwszy także ze sztafetą...
- Autorzy tego badania wysunęli przypuszczenie, że leki te mogły uniemożliwić pacjentom poleganie na sobie i zakłócić przebiegający w naturalny sposób proces...
- W ten sposób tedy w szóstym roku swego panowania zgin¹³ razemz matk¹ Antoninus, który prowadzi³ niegodny tryb ¿ycia, jak to powy¿ejprzedstawiono...
- Wyniki te przeczą dosyć silnie zakorzenionemu w psychologii przekonaniu, że albo stosujemy racjonalne, czyli zaradcze sposoby przezwyciężania...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Był świadkiem końca bitwy, która musiała trwać bez przerwy od kilku dni. Bitwy, która przyniosła uchodźcom ocalenie.
To dlatego ta chmura pyłu zbliżała się tak wolno.
Resztka Siódmej Armii zniknęła w wirze ciał. Bult stał zwrócony plecami do chorążego, ściskając w dłoniach dhobrijskie rulwary. Tłum rzucił się na weterana, przebijając go lancami jak osaczonego dzika. Nawet wtedy spróbował jeszcze wstać, ciął tulwarem w nogę jakiegoś mężczyzny, który zatoczył się do tyłu, wyjąc z bólu. Lance wbiły się jednak głęboko, przygważdżając Wickanina do ziemi. Błysnęły miecze, które odebrały mu życie.
Chorąży opuścił pozycję, wbijając chorągiew między trupy, i skoczył naprzód w rozpaczliwej próbie przedostania się do dowódcy. Został zdekapitowany jednym ciosem miecza i jego głowa potoczyła się ku stosowi zakrwawionych ciał u podstawy drzewca. W ten sposób zginął kapral Przechył, który przeżył niezliczone pozorowane śmierci podczas ćwiczeń w Hissarze.
Pozycja Głupiego Psa zniknęła pod lawiną ciał. Sztandar przewrócił się po paru chwilach. Zabójcy wymachiwali nad głowami krwawiącymi skalpami, które tryskały czerwonym deszczem.
Otoczony resztką saperów i piechoty morskiej Coltaine nie zaprzestawał walki. Opierał się jeszcze jakiś czas, nim żołnierze Korbolo Doma zabili ostatniego obrońcę i zalali Wickanina swym bezmyślnym szałem.
Wielki, najeżony strzałami pies pasterski pognał mu z odsieczą, lecz przebito go lancą i uniesiono wysoko w górę. Zwierzę ześliznęło się po drzewcu, wijąc się z bólu, nawet wówczas zdołało jednak przegryźć gardło trzymającemu broń żołnierzowi.
Potem ono również zniknęło.
Chorągiew Wron zachwiała się, przechyliła, a potem runęła w dół i zniknęła w tłumie.
Duiker stał nieruchomo, nie mogąc uwierzyć własnym oczom.
Za plecami historyka rozległo się przenikliwe zawodzenie. Duiker odwrócił się powoli. Nadir nadal obejmowała Nula, jakby był małym dzieckiem, odchyliła jednak głowę, unosząc ku niebu szeroko otwarte oczy.
Padł na nich cień.
Wrony.
„A po Sorma, starszego czarnoksiężnika, na mury Unty przyleciało jedenaście wron. Jedenaście wron zabrało duszę wielkiego człowieka, gdyż żadne pojedyncze stworzenie nie mogło jej pomieścić w całości. Jedenaście”.
Na niebie nad Arenem było mnóstwo ptaków. Ze wszystkich stron zamykało się nad nimi czarne morze skrzydeł.
Nadir zawodziła coraz głośniej, jakby to jej dusze wyrywano przez gardło.
Duikera poraził szok.
To jeszcze nie koniec. Odwrócił się i zobaczył krzyż, do którego przybito żyjącego człowieka.
– Nie uwolnią go! – darła się Nadir. Nagle znalazła się u boku historyka. Patrzyła na kurhan. Wyrywała sobie włosy, darła je całymi garściami, aż jej twarz spłynęła krwią. Duiker złapał ją za nadgarstki – tak wątłe, tak dziecięce w jego dłoniach – i oderwał ręce od jej twarzy, nim zdążyła sięgnąć oczu.
Na platformie stał Kamist Reloe, a u jego boku Korbolo Dom. Rozkwitły czary – szalona, toksyczna fala, która uderzyła wściekle w nadlatujące wrony. Czarne ptaki zaczęły spadać z nieba.
– Nie! – wrzeszczała Nadir. Wiła się w ramionach Duikera, chcąc rzucić się z muru.
Chmura wron rozpierzchła się i skupiła ponownie, by podjąć kolejną próbę.
Kamist Reloe znowu uśmiercił setki ptaków.
– Uwolnijcie jego duszę! Uwolnijcie ją z ciała!
Stojący obok nich komendant garnizonu odwrócił się nagle.
– Przyprowadź mi tu Patrzałka, kapralu! – rozkazał lodowatym tonem jednemu ze swych adiutantów. – Natychmiast!
Żołnierz nie zawracał sobie głowy zejściem po schodach. Po prostu podszedł do drugiego końca pomostu, wychylił się i ryknął:
– Patrzałek! Właź na górę, do cholery!
Kolejna fala czarów strąciła z nieba kolejne wrony. Ptaki znowu przegrupowały się bezgłośnie.
Ryk na murach Arenu ucichł. Zapadła głucha cisza.
Nadir osunęła się w ramiona historyka niczym dziecko. Nul leżał bez ruchu zwinięty w kłębek nieopodal włazu, nieprzytomny bądź martwy. Zlał się w portki. Wokół niego utworzyła się kałuża.
Na schodach rozległy się kroki.
– Pomagał uchodźcom, komendancie – oznajmił adiutant. – Chyba nie miał pojęcia, co tu się dzieje.
Duiker ponownie spojrzał na przybitą do krzyża postać. Coltaine żył jeszcze. Nie pozwolą mu umrzeć, nie uwolnią jego duszy. Kamist Reloe doskonale wiedział, co robi. Zdawał sobie sprawę z grozy zbrodni, jaką popełniał, systematycznie niszcząc naczynia, które miały pomieścić ową duszę. Wszędzie wokół tłoczyli się wyjący wojownicy, kłębiący się na kurhanie niczym owady.
W człowieka na krzyżu zaczęły uderzać pozostawiające czerwone ślady przedmioty.
Kawałki ciał, bogowie, kawałki ciał. To, co zostało z jego armii.
Duiker skulił się w duchu na widok takiego okrucieństwa.
– Tutaj, Patrzałek! – warknął komendant.
U boku Duikera pojawił się niski, przysadzisty, siwiejący mężczyzna, który wbił spojrzenie otoczonych zmarszczkami oczu w odległą postać.
– Zmiłuj się – wyszeptał.
– I jak? – zapytał komendant.
– To jest pół tysiąca kroków, Blistig...
– Wiem.
– Może być potrzebny więcej niż jeden strzał, komendancie.
– No to bierz się do roboty, niech cię szlag.
Stary żołnierz, odziany w mundur, który wyglądał, jakby nie prano go ani nie łatano od dziesięcioleci, zdjął z ramienia długi łuk. Złapał cięciwę, zajął pozycję strzelecką i wygiął mocno łuk na udzie. Kończyny mu drżały, gdy naciągał cięciwę. Potem wyprostował się i przyjrzał strzałom, które miał w kołczanie u biodra.