- Dla ścisłości muszę dodać - ciągnął Fryderyk - że mój ojciec wie o tych wagarach...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- że jest tam taki, prawda? To wcale nie jest żaden z tych kościołów, nie są to nawet wspólne ruchy ludzi, to jest bardzo ważne, drodzy bracia, bardzo ważne...
- 08 Przynocie wic owoc godny nawrcenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bg moe wywie synw Abrahamowi...
- – Hej! żeby się to tak udało tę wyspę i ten zamek ubiec! – Spojrzyj jeno na tych ludzi – odrzekł Maćko...
- 4|106|Pros Boga o przebaczenie! Zaprawde, Bóg jest przebaczajacy, litosciwy!4|107|I nie prowadz sporu w obronie tych, którzy zdradzaja samych siebie...
- Zdarzyo si wic, i jednego razu zaszed do wityni gagatek z tych rodu, dziki ktrym rzecz posza w mowie, e warszawiak w pracy, a wilk u puga, to jednaka przysuga...
- W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi; do tych prastarych drzwi z nabijanego ćwiekami dębu za którymi rozciągała się jedynie otchłań białych chmur...
- Pierwsza z tych przemian -od seksu owocożercy do seksu drapieżnika -dokonywała się w ciągu długiego czasu i w zasadzie przeprowadzona została z powodzeniem...
- Z drugiej strony, przynajmniej jeden bystry obserwator, John Kenneth Galbraith, wyraził pogląd, że być może Nixon zwyciężył pomimo stosowania tych środków...
- Podczas tych narzekań, które były zapewne wynikiem rozczarowania i osobistej urazy, wywołanej faktem, że jej stary pracodawca wolał inną, Artur Gride...
- Idąc wzdłuż rzędów tych prowizorycznych łóżek, Harry naliczył osiemnastu pacjentów, z których wielu było niezbyt starannie opatrzonych, a wszyscy...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Wie?!
- Tak jest. Powiedziałem mu wszystko, jeszcze wczoraj wieczorem.
- A... on co na to? - zainteresował się fizyk. - Pytam, bo sam mam dzieci, a pewne problemy są, hm, uniwersalne.
- A ojciec na to, że owszem, bywają niekiedy sprawy ważniejsze niż nauka.
- Twój ojciec tak powiedział?! - roześmiał się nagle dyrektor. - Wiesz, że byliśmy razem na studiach?
- Nie wiedziałem.
- Kiedy go namawiałem, żebyśmy pojechali na ryby, stary Schoppe odpowiadał: “Nie ma spraw ważniejszych niż nauka”. Chyba bardzo się zmienił ostatnio?
- E, nie, nie bardzo - uśmiechnął się Fryderyk. - Właściwie, wcale się nie zmienił. Tylko zrozumiał, że naprawdę jest coś ważniejszego niż nauka. Przynajmniej dziś.
- A ciekaw jestem, co ojciec napisze ci w dzienniczku? - zainteresował się nagle Jerzy Hajduk.
- Nic nie napisze. Zapowiedział, że sam muszę się przed panem usprawiedliwić, i Róża też.
- To, słowem, dobrze się złożyło, że jadę do Środy?
- Nadzwyczajnie - odparł krótko Fryderyk. - Choć w pierwszej chwili tak mi się nie zdawało.
- Nazwij to zrządzeniem losu - zdecydował dyrektor. - No, już stacja. Życzę pięknego i miłego dnia. Miłych, bardzo miłych imienin, Różo. I pozdrów ode mnie swoją mamę. Powiedz jej, że ESD wciąż działa - uścisnął ręce wagarowiczom, a wyglądał, jakby się z trudem powstrzymywał od ucałowania ich z dubeltówki. I ruszył ku wyjściu.
Stał jeszcze potem na peronie, kiedy odbierali rowery - wysoki, szczupły i przygarbiony, z tym swoim zamyślonym spojrzeniem spod srogich brwi. Patrzał, jak odjeżdżali po żwirze, ku wyjściu z dworca.
Znów go zobaczyli, z bliska, przez ogrodzenie, gdy wyjeżdżali na ulicę; podniósł szybko rękę w geście pozdrowienia, a jego mroczna twarz, zasłonięta w połowie ciemną brodą, rozjaśniła się szerokim uśmiechem. Pokręcił głową, westchnął, znów im pomachał. A potem energicznym krokiem ruszył w swoją stronę.
- Nie wiedziałam, że on potrafi tak ładnie się uśmiechać - powiedziała Pyza, zrównując swój rower z wyścigówką Fryderyka.
- Żadna sztuka. Na twój widok każdy potrafi - odparł krótko dżentelmen i prymus Fryderyk Schoppe.
4
Wyjechali ze Środy asfaltową szosą, która śmiałym łukiem biegła` ku autostradzie Poznań-Wrocław. Ale nie dotarli aż tak daleko. Fryderyk, który prowadził, pokazał kierunek w prawo i zjechali na piaszczystą drogę, pnącą się wśród rozległych pól o kształtach kwadratów, rombów, prostokątów i trapezów - już z lekka zieleniejących, albo żółtawych, albo ambrowych, z rzadka ozdobionych ażurowym pionem drzewa. Niedawno chyba tu padało. Piasek był wilgotny, w koleinach błyszczały błękitem podłużne tafelki kałuż, a błękit ów miał ten sam odcień, co ogromne niebo, które radośnie promieniało ponad wszystkim.
Było coraz cieplej: Słońce grzało już tak mocno, że i Pyza i Fryderyk zdjęli kurtki, kiedy tylko dotarli na szczyt wzgórza. Roztaczał się stąd widok na olbrzymie, płaskie obszary pól, łąk i równo posadzonych wielkich sadów. Daleko nad horyzontem, podkreślonym ciemną linią lasów, gromadziły się obłoki i żeglowały z przesadną nieco godnością w uroczystej ciszy. Powietrze pachniało zawrotnie - świeżo, subtelnie i ożywczo, i prędko wywołało zdrowe rumieńce na twarzach wagarowiczów.
- Piękna planetka, co? - spytał Fryderyk z dumą właściciela ogarniając władczym spojrzeniem całą równinę, aż po widnokrąg.
- Piękna - zgodziła się Pyza, opierając się o kierownicę roweru.
Przez chwilę milczeli, podziwiając niewielki fragment owej planetki, wirującej w rojnych przestworzach. Ponieważ Fryderyk Schoppe znów nadał chwili wymiar kosmiczny, Pyza przygotowała się wewnętrznie na to, że zaraz usłyszy pytanie, zadane wczoraj wieczorem i że zaraz na nie odpowie. Odpowiadała na nie przez całą, na ogół bezsenną noc. Przebiegała myślą minione miesiące i zastanawiała się, jakim cudem prymus Schoppe zdołał przez ten czas zawładnąć jej myślami, wyobraźnią i sercem, nic właściwie w tym celu nie czyniąc, przeciwnie - wykonując raczej kawał dobrej roboty zniechęcającej. Po czym zmienił front - i natychmiast wygrał.
Pyza wyrzucała sobie, przez całą noc, swoją nadmierną uległość. Odpowiedź, jaką starannie obmyśliła, była więc dyplomatyczna, wyważona i wieloznaczna. Zamierzała zakomunikować prymusowi Schoppe, że owszem, darzy go wzajemnością - bo to już przecież zdołał zauważyć - lecz żadnych obietnic na temat ich wspólnej przyszłości składać, rzecz jasna, jeszcze nie może. Są za młodzi. Znają się zbyt krótko i zbyt mało. Wszystko jeszcze może się zmienić. I tak dalej.