d³u¿szy czas, a¿ los przywiód³ nas na pewn¹ piêkn¹ wyspê, na której ros³y kêpy drzew uginaj¹cych siê pod ciê¿arem dojrza³ych owoców, gdzie unosi³...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie majÄ… w miarÄ™ rozwiniÄ™ty przemysÅ‚ – dodaÅ‚ po chwili – bÄ™dziemy musieli sprawić sobie trochÄ™ odtylcowych...
- — ProszÄ™ pani, jeÅ›li pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy PięćdziesiÄ…tej PiÄ…tej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
- — Gdzie jesteÅ›my? — odważyÅ‚am siÄ™ zapytać...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Pod ziemią mieliśmy nawet drogowskazy, dzięki czemu obcy wiedzieli gdzie się znajdują, chociaż zapewnianie przybyszom [kadrze i partyzantom] przewodnika było...
- Wreszcie wczesnym popołudniem któregoś dnia Smuga oznajmił, że wraca jego przyjaciel i mogą mu złożyć wizytę w siedzibie towarzystwa, gdzie pracuje...
- - A gdzie Natasza?- W ogródku, moja go³¹beczka, w ogródku! IdŸ do niej...
- hłasko marek, dom mojej matki (rtf)Chodziłem czasem na przedmieście i wałęsałem się godzinami po piaszczystych i krzywych uliczkach, gdzie przycupnęły...
- abW dolnej cze˛sći rysunku 1 została nakresĺona funkcja produkcji f(L), gdzieL oznacza liczbe˛ zatrudnionych i gdzie zaso´b kapitału jest dany, z...
- Wilson Argrow został nagle przeniesiony do pośredniaka w Milwaukee, gdzie spędził jedną noc, by nazajutrz rano wyjść na wolność...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ale nie by³o na owej wyspie ¿adnego mieszkañca ani nikogo, kto roznieca³by tam ogieñ. Kiedy nasz kapitan zarzuci³ przy tej wyspie kotwicê, kupcy i podró¿ni wyszli na brzeg, aby wytchn¹æ w cieniu drzew i przyjrzeæ siê ró¿norodnemu ptactwu. Wówczas i ja wyszed³em na brzeg wraz z innymi i usiad³em sobie nad przejrzystym strumieniem, który przep³ywa³ pod drzewami. Mia³em ze sob¹ nieco jad³a, zacz¹³em wiêc spo¿ywaæ to, co mi Allach mi³oœciwy udzieliæ raczy³. Wia³ mi³y wietrzyk po³udniowo-zachodni i przyjemnie up³ywa³ mi czas, a¿ usn¹³em. I tak odpoczywa³em tam pogr¹¿ony we œnie, owiany letnim wietrzykiem i s³odkim aromatem kwiatów. Kiedy siê wszak¿e obudzi³em, nie by³o ju¿ nikogo, ¿adnego œmiertelnego stworzenia ani ¿adnej ¿ywej duszy. Okrêt odp³yn¹³, nikt spoœród kupców i ¿eglarzy o mnie nie pomyœla³ i tak pozostawili mnie na bezludnej wyspie. Rozejrza³em siê na prawo i na lewo, ale nie ujrza³em nikogo. By³em zupe³nie sam. Chwyci³o mnie wiêc takie przera¿enie, ¿e nie mo¿na sobie wyobraziæ wiêkszego. ¯ó³æ mnie omal nie zala³a z ca³ej tej troski, smutku i udrêki. Nie mia³em niczego przy sobie ani do jedzenia, ani do picia. W
poczuciu opuszczenia i w udrêce duszy uzna³em siê za zgubionego i powiedzia³em do siebie: "Do czasu dzban wodê nosi. Pierwszy raz mog³em siê jeszcze uratowaæ, gdy¿ spotka³em kogoœ, kto mnie z file:///C|/Documents%20and%20Settings/Dario/Pulpit/Do%20Wrzucenia%20RAR/0/0/0/13.txt (7 of 42)2009-06-22 11:10:39
samotnej wyspy do zaludnionych okolic zaprowadzi³. Ale tym razem jak¿e¿ daleki jestem od nadziei, abym móg³ tu kogoœ spotkaæ, który zaprowadzi³by mnie do krainy zamieszkanej przez ludzi!"
Zacz¹³em wiêc p³akaæ i lamentowaæ nad moim losem, a¿ gniew mnie porwa³ i czyni³em sobie gorzkie wyrzuty z powodu moich postêpków i poczynañ. "Po có¿ narazi³em siê znów na mozoln¹ podró¿, skoro mog³em we w³asnym domu w ojczyŸnie wieœæ spokojny ¿ywot, ciesz¹c siê i rozkoszuj¹c smacznym jad³em i piciem oraz bogatymi szatami. Niczego mi tam nie brakowa³o, ani pieniêdzy, ani ¿adnego dolara". Srodze ¿a³owa³em, ¿e opuœci³em miasto Bagdad i znów wyruszy³em na morze, mimo i¿ w trakcie pierwszej podró¿y zazna³em tak wielu nieszczêœæ i niepowodzeñ. A widz¹c œmieræ przed oczyma, tak sobie powiedzia³em: "Patrz, oto jesteœmy wszyscy stworzeniami Allacha i do niego musimy powróciæ!". Mówi¹c to zachowywa³em siê jak szaleniec. Nastêpnie jednak opanowa³em siê i zacz¹³em kr¹¿yæ po wyspie we wszystkich kierunkach, nie mog¹c usiedzieæ na miejscu. W koñcu wdrapa³em siê na wysokie drzewo i stamt¹d zacz¹³em rozgl¹daæ siê na wszystkie strony. Nie widzia³em jednak niczego poza niebem i morzem, drzewami i ptactwem, s¹siednimi wyspami i wydmami. Kiedy jednak rozejrza³em siê dok³adniej, dostrzeg³em na wyspie coœ bia³ego olbrzymiej wielkoœci. Od razu zeskoczy³em z drzewa i uda³em siê w tym kierunku, id¹c ci¹gle prosto, a¿ dotar³em do owego przedmiotu. A by³a to olbrzymia bia³a kopu³a wznosz¹ca siê wysoko i bardzo wielka w obwodzie.
Podszed³em do niej blisko i okr¹¿y³em j¹ dooko³a, ale nie znalaz³em w niej ¿adnych drzwi. Nie mia³em równie¿ doœæ si³y i zrêcznoœci, aby na ni¹ siê wdrapaæ, zw³aszcza ¿e kopu³a by³a g³adka i œliska.
Zrobi³em wiêc znak w miejscu, przy którym sta³em, i zacz¹³em obchodziæ j¹ dooko³a, aby wymierzyæ jej obwód. Okaza³o siê, ¿e wynosi piêædziesi¹t du¿ych kroków. Kiedy zacz¹³em siê namyœlaæ, jak dostaæ siê do wewn¹trz, zw³aszcza ¿e dzieñ chyli³ siê ju¿ ku koñcowi, a s³oñce zbli¿a³o siê do widnokrêgu, nagle s³oñce znik³o i niebo powlek³a zupe³na ciemnoœæ. A poniewa¿ nie mog³em wcale s³oñca dojrzeæ, myœla³em, ¿e wielka chmura je przys³oni³a. Ale przecie¿ by³a piêkna pogoda, wiêc dziwowa³em siê temu wielce. Podnios³em oczy ku niebu i przyjrza³em mu siê dok³adniej. I có¿
zobaczy³em? Olbrzymiego ptaka o potê¿nych szeroko rozpostartych skrzyd³ach, jak szybowa³ nade mn¹.
To on przys³oni³ mi s³oñce i odebra³ wyspie œwiat³o. Moje zdumienie wzmog³o siê wiêc jeszcze i przypomnia³em sobie opowiadanie, które s³ysza³em kiedyœ od pielgrzymów i podró¿nych, ¿e
mianowicie na pewnej wyspie przebywa olbrzymi sêp, którego Hindusi nazywaj¹ Garud¹, a który swoim pisklêtom przynosi w dziobie m³ode s³oni¹tka na po¿ywienie. Tedy by³em ju¿ pewny, ¿e i owa kopu³a, która by³a przede mn¹, jest jajem owego olbrzymiego sêpa. Podziwia³em wiêc dzie³a Allacha. Kiedy tak sta³em, ptak ów opuœci³ siê nagle na kopu³ê, roz³o¿y³ skrzyd³a nad ni¹, jakby sposobi³ siê do wysiadywania jaj, wyci¹gn¹³ na ziemiê nogi do ty³u i zasn¹³. "Chwa³a niech bêdzie Allachowi, który nie œpi nigdy!" Zdj¹³em tedy mój turban z g³owy, rozwin¹³em go i uplot³em z niego sznur. Sznurem tym opasa³em siê mocno w biodrach i przywi¹za³em do nóg owego ptaka. Mówi³em sobie przy tym: "Mo¿e sêp ten zaniesie mnie do jakiejœ krainy, gdzie s¹ miasta zamieszkane przez ludzi. Bêdzie to lepiej, ni¿
¿ebym mia³ na tej wyspie pozostaæ". Przez ca³¹ noc nie zmru¿y³em oka w obawie, aby ów olbrzymi ptak nie odlecia³ ze mn¹ nagle podczas mego snu. Kiedy wszak¿e zarumieni³a siê poranna zorza i zaczê³o dnieæ, sêp uniós³ siê znad jaja i wyda³ ostry krzyk. Po czym wzbi³ siê wraz ze mn¹ w przestworza, coraz wy¿ej i wy¿ej, a¿ wyda³o mi siê, ¿e dotarliœmy do chmur na wysokim niebie. Potem zacz¹³ siê opuszczaæ powoli i usiad³ na szczycie wysokiej góry. Jak tylko poczu³em twardy grunt pod nogami, postanowi³em umkn¹æ, poniewa¿ ba³em siê bardzo, chocia¿ ptak wcale mnie nie zauwa¿y³ i nie odczu³ mojego ciê¿aru. Rozwi¹za³em wiêc mój turban i uwolniony, dr¿¹c ca³y ze strachu, uciek³em.
Wkrótce potem sêp chwyci³ coœ w swoje szpony i odlecia³ z tym ku chmurom wysokiego nieba. Skoro file:///C|/Documents%20and%20Settings/Dario/Pulpit/Do%20Wrzucenia%20RAR/0/0/0/13.txt (8 of 42)2009-06-22 11:10:39
przyjrza³em siê dok³adniej, rozpozna³em, ¿e by³ to w¹¿ olbrzymiej d³ugoœci i o potê¿nym cielsku. Sêp porwa³ go i niós³ w powietrzu. Widok ten nape³ni³ mnie przera¿eniem na myœl o tym, co mi grozi³o.