Cziczikow nie tracąc czasu popędził gdzie trzeba...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- – Kiedy tylko dotrzemy tam, gdzie mają w miarę rozwinięty przemysł – dodał po chwili – będziemy musieli sprawić sobie trochę odtylcowych...
- — Proszę pani, jeśli pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy Pięćdziesiątej Piątej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
- — Gdzie jesteśmy? — odważyłam się zapytać...
- - Szczęście osiąga w procesie nieustannie realizowanej pełni życia i niezależne jest od celu, jaki pozwoli zrealizować los; a tam gdzie życie pełne, na miarę...
- Służy też temu miejscu i ono, cośmy w pytaniu: Jeśli czarownicy czary swoje zawsze z szatanami odprawują? powiedzieli, gdzie położyła się przeszkoda trojaka,...
- Pod ziemią mieliśmy nawet drogowskazy, dzięki czemu obcy wiedzieli gdzie się znajdują, chociaż zapewnianie przybyszom [kadrze i partyzantom] przewodnika było...
- Wreszcie wczesnym popołudniem któregoś dnia Smuga oznajmił, że wraca jego przyjaciel i mogą mu złożyć wizytę w siedzibie towarzystwa, gdzie pracuje...
- - A gdzie Natasza?- W ogrdku, moja gobeczka, w ogrdku! Id do niej...
- hłasko marek, dom mojej matki (rtf)Chodziłem czasem na przedmieście i wałęsałem się godzinami po piaszczystych i krzywych uliczkach, gdzie przycupnęły...
- abW dolnej cze˛sći rysunku 1 została nakresĺona funkcja produkcji f(L), gdzieL oznacza liczbe˛ zatrudnionych i gdzie zaso´b kapitału jest dany, z...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Proszę o zaliczkę.
- Proszę sporządzić wykaz. W trzech egzemplarzach z odpowiednimi podpisami i pieczątkami.
Nie minęły dwie godziny, jak wykaz już był. Według wszelkich reguł. Pieczęci - jak gwiazd na niebie. I podpisy jak się patrzy.
- Za dyrektora - Nieuważaj-koryto, za sekretarza - Kuwszynnoje Ryło, za przewodniczącego komisji cen i opłat - Jelizawieta Worobiej.
- Zgadza się. Oto zlecenie wypłaty.
Kasjer ujrzawszy sumę, aż jęknął.
Cziczikow złożył podpis i wywiózł pieniądze trzema dorożkami.
A potem pomknął do następnego urzędu.
- Proszę o pożyczkę.
- Proszę pokazać towary.
- Bądźcie uprzejmi wysłać przedstawiciela.
- Dawać przedstawiciela!
Zgiń, przepadnij, znowu znajomy: Jemielian Rotoziej.
Cziczikow zabrał go ze sobą. Zawiózł do pierwszego lepszego magazynu i pokazuje. Patrzy Jemielian i widzi: towarów bez liku.
- Ta-ak... I to wszystko pana?
- Wszystko.
- Jeśli tak - powiada Jemielian - to proszę przyjąć moje gratulacje. Z pana to już nie milioner, tylko trylioner.
A Nozdriow, który też się do nich przyczepił, zaczął dolewać oliwy do ognia:
- Widzisz tę ciężarówkę z butami? Tę, co wjeżdża do bramy? To jego buty.
Potem, ogarnięty zapałem, wyciągnął Jemieliana na ulicę i zaczął pokazywać:
- Widzisz te sklepy? Wszystko jego. CAła tamta strona ulicy. TA też. Widzisz tramwaj? Jego. A latarnie? Też jego. Widzisz? Widzisz?
I kręci nim we wszystkie strony, aż Jemielian zaczął błagać:
- Wierzę! Widzę!... Tylko mnie już puść.
Wtedy wrócili do urzędu.
Tam pytają Jemieliana:
- No i co?
Ten tylko ręką machnął.
- Nie da się tego opisać!
- No, skoro się nie da, to wydać mu n +1 miliardów.
V
Dalsza kariera Cziczikowa przebiegała w zawrotnym tempie. W głowie się nie mieści, co wyrabiał. Stworzył Zjednoczenie do Wyrobu Żelaza z Drewnianych Wiórów i, oczywiście, dostał natychmiast pożyczkę. Został udziałowcem ogromnej spółdzielni i nakarmił całą Moskwę kiełbasą z padliny. Kiedy dziedziczka Koroboczka, usłyszawszy, że w Moswie “wszystko da się załatwić”, przyjechała nabyć nieruchomość, Cziczikow skumał się z Zamuchryszkinem i Utieszytielnym i sprzedał jej Maneż, naprzeciw Uniwersytetu. Zawarł umowę na elektryfikację miasta położonego tam, gdzie diabeł mówi dobranoc, po czym wszedłszy w kontakt z byłym horodniczym, postawił płot i powbijał tyczki, żeby to pachniało jakimś planem, a potem oświadczył, że pieniądze zrabowały mu bandy kapitana Kopiejkina. Jednym słowem, wyprawiał istne cuda.
I po Moskwie poszły słuchy, że Cziczikow jest trylionerem. Różne instytucje zaczęły go sobie wyrywać jako eksperta. Już wynajął za pięć miliardów pięciopokojowe mieszkanie, już jadał obiady i kolacje w “Empire”...
VI
Aż nastąpił krach.
Wszystko było jak w Gogolowskiej przepowiedni: zgubił Cziczikowa Nozdriow, a wykończyła Koroboczka. Bez złych zamiarów, po prostu po pijanemu, Nozdriow wygadał się na wyścigach i o drewnianych wiórach i o wydzierżawieniu nie istniejącego przedsiębiorstwa, a podsumował to wszystko stwierdzeniem, że Cziczikow jest kanciarzem i że należałoby go rozstrzelać.
Słuchacze się przejęli i wiadomość pobiegła jak iskra.
W dodatku głupia Koroboczka przyszła do urzędu z zapytaniem, kiedy wolno jej będzie otworzyć w Maneżu piekarnię. Daremnie przekonywano ją, że to budynek państwowy i że nie można ani go kupić, ani niczego w nim otwierać. Babina nie rozumiała.
Tymczasem mówiono o Cziczikowie coraz gorzej. Zaczęto zachodzić w głowę, co to za typ i skąd się wziął. Rozeszły się plotki, jedna gorsza i dziwniejsza od drugiej. Do serc wkradł się niepokój. Rozdzwoniły się telefony, zaczęły narady... Komisja budowlana naradzała się z komisją kontrolną, komisja kontrolna z Żyłotdiełem, Żyłotdieł z Narkomzdrawem, Narkomzdraw z Gławkustpromem, Gławkustprom z Narkomprosem, Narkomprost z Proletkultem - itd., itd., itp.
Zabrano się za Nozdriowa. Oczywiście był to błąd. Wszyscy wiedzieli, że to łgarz i że nie można wierzyć żadnemu jego słowu. A jednak go wezwano. I odpowiedział na wszystkie pytania.