Całą tę wypowiedź należało teraz przełożyć otyłemu Niemcowi stojącemu przy drzwiach w głębi kancelarii...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Metody przetwarzania AC Przetworniki delta Przetworniki delta charakteryzują się błędami przy szybkich zmianach sygnału...
- resów, na które na le ¿y prze kie ro waæ wia do moœæ, plik fil tru mo¿e za wie raæ te sty za - war to œci przy chodz¹cej wia do mo œci, tak by na przyk³ad wia do...
- — ProszÄ™ pani, jeÅ›li pojedzie pani do siedziby detektywów Dystryktu Zachodniego przy PięćdziesiÄ…tej PiÄ…tej i Pine, gdzie podpisze pani dokument...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- uśmierzyć bizony, gdy klatki przez dłuższy czas pozostaną odkryte?Tymczasem orszak zbliżył się do pierwszej klatki, przy której trzymało...
- Ed siedział właśnie przy biurku w rogu swojego salonu sprzedaży żując pierwsze tego dnia cygaro, kiedy zobaczył dwóch mężczyzn w roboczych koszulach i...
- jan brzechwa, wlosJan BrzechwaW³osPan starosta jad³ przy stole,Naraz patrzy - w³os w rosole...
- sność drugiej ćwierci; suma wniesiona do wspólnoty stanowić będzie jedną czwartą właści- wego wkładu, pozostałym zaś przy życiu małżonkom...
- Kosmonauci informowali:- Zdumiewa twardy sen mieszkańców miasta, nie reagują zupełnie na światła lamp, przy pomocy których odnajdujemy drogę w labiryncie...
- Chrystusa i Samarytankê - naturalnie przy studni - Malczewski malowa³ trzykrotnie, ale ¿adne z tych ujêæ nie odpowiada, jak podkreœla Kazimierz Wyka, przekazowi...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Z jego wieku, zachowania i szacunku, jakim wszyscy go darzyli, Eliza wnosiła, że musi podlegać bezpośrednio Lotharowi. Było oczywiste, że słabo zna angielski, co do tej pory chyba bardziej mu pomagało niż przeszkadzało, bo spokojnie mógł obserwować zmiany nastrojów w pokoju, śledzić pojedynek charakterów i szacować rozkład sił. Kiedy Eliza weszła do kancelarii, panował w niej nastrój jak w oblężonej reducie. Zaskoczyła udręczonych obrońców tym, że zamiast wykorzystać przewagę i ich zmiażdżyć, wskazała im drogę ucieczki. Zdumienie zmieniło się w ulgę, gdy na scenę wkroczył monsieur Durand. Stary bankier obserwował te przemiany, nie rozumiejąc szczegółów, a im bardziej odprężali się jego podwładni, tym bardziej robił się podejrzliwy. Teraz mieli mu sprzedać propozycję (po niemiecku), ale on wcale nie miał ochoty na kupno.
– Czy mamy rozumieć – zaczął londyński faktor Hacklheberów, tłumacząc słowa starego Niemca – że oprócz stu tysięcy livres w srebrze, które już pani dostarczyliśmy, La France ma otrzymać również srebro warte czterysta tysięcy livres przetrzymywane w Dunkierce jako łup wojenny, oraz warte czterysta tysięcy livres nadbałtyckie drewno, a zapłatą za wszystko będą tylko francuskie obligacje państwowe, płatne w Lyonie i warte pięćset tysięcy livres?
– Radziłabym nie podnosić głosu – odparła Eliza. – Dźwięk niesie się na ulicę, a na ‘Change Alley kręci się masa ludzi z City, którzy słyszeli pogłoski o bankructwie Hacklheberów. Kiedy stąd wyjdę, wezmą mnie na spytki jak inkwizytorzy heretyka. Zapytają, czy Hacklheberowie wywiązali się ze swoich zobowiązań. A ja, dzięki hojnej ofercie monsieur Duranda, będę mogła odpowiedzieć twierdząco. – Eliza odwróciła się bokiem do drzwi i położyła na zasuwce dłoń w rękawiczce. W kancelarii pociemniało: to tłum na zewnątrz, widząc jej gest, naparł na okna i przesłonił światło. – Przyznam, że pogubiłam się w pańskiej wyliczance: czterysta tysięcy livres tu, czterysta tysięcy tam... Jestem zwykłą panią domu, nie mam głowy do liczb.
Poruszyła nadgarstkiem. Zasuwka szczęknęła całkiem podobnie do naciąganego kurka pistoletu. Z głębi kancelarii dobiegła ją wezbrana fala niemczyzny. Nie wszystko zrozumiała, ale w pewnym momencie adwokat odwrócił się do niej i powiedział:
– Mój klient z radością przyjmuje pani propozycję i czeka na ustalenie szczegółów umowy.
– Proszę je ustalić z monsieur Durandem. Ja się przewietrzę.
– I...?
– I powiem całemu City, że Dom Hacklheberów jest, jak zwykle, Ditta di Borsa.
* * *
– Co krzyknęłaś, wychodząc? – zapytał Bob Shaftoe. – Na progu, kiedy się odwróciłaś... To było po francusku, nie zrozumiałem.
– Nic ważnego. Po prostu uprzejme pożegnanie. Pogratulowałam temu starszemu jegomościowi tego, jak sprawnie poprowadził transakcję, i wyraziłam nadzieję na dalszą współpracę w przyszłości.
– Co on na to?
– Nic. Po prostu popatrzył mi w oczy. Powiedziałabym, że przepełniały go ciepłe uczucia.
– Mówiłaś wcześniej, w St.-Malo, kiedy... – zaczął Bob, ale pogubił się we własnych myślach i spuścił wzrok na brzuch Elizy.
– Kiedy byliśmy razem.
– Właśnie. Powiedziałaś wtedy, że chcesz postawić nogę na gardle Lothara. Wydawało mi się, że właśnie zrobiłaś tak jak chciałaś. Ale go wypuściłaś!
– Nie. Wcale nie. Nie zapominaj, że każda transakcja ma dwa końce. To tylko jeden z nich.
– No dobrze, postaram się pamiętać, ale i tak tego nie rozumiem.
– Lothar też nie.
– Wracasz do Francji?
– Tak, do Dunkierki. Przywitam się z kapitanem Bartem i poinformuję markiza d’Ozoir, że dostanie swoje drewno. A co będzie z tobą, sierżancie?
– Na razie tu zostanę. Udało mi się odwiedzić pana Churchilla w Tower. Długo już tam nie posiedzi, zapamiętaj moje słowa.
– Wszczęte przeciwko niemu dochodzenie zmieniło się w farsę, która jest może i zabawna dla Anglików, ale zaczyna ich już nużyć.
– Tymczasem Ludwik we własnej osobie oblega Namur, prawda? I ludzie zaczynają się dopytywać, dlaczego król Wilhelm, używając żałosnego pretekstu, trzyma naszego najlepszego dowódcę w więzieniu, kiedy po drugiej stronie Kanału trwa wielka kampania. Nie, moja pani, gdybym wrócił do Normandii, musiałbym się gęsto tłumaczyć; kto wie, czy nie chcieliby mnie powiesić za dezercję. Mój irlandzki regiment pomaszerował Bóg wie dokąd, może nawet skończyć na południu, na froncie sabaudzkim, milion mil od miejsca, do którego chciałem trafić. Za to już niedługo Churchill stanie na czele armii i poprowadzi ją do Flandrii, a ja popłynę razem z nim. Spotkamy się z Francuzami na jakimś wąskim spłachetku ziemi, a wtedy wśród proporców wypatrzę barwy hrabiego Sheerness...
– I co?
– Coś wymyślę, żeby też postawić mu but na gardle, a wtedy porozmawiamy sobie o Abigail.
– Próbowałeś już tego z jego bratem, poprzednim właścicielem Abigail. On cię omal nie zabił, a dziewczyny nie odzyskałeś.
– Nie twierdzę, że to najlepszy plan, ale przynajmniej mój własny. Będę miał zajęcie.
– Nie mógłbyś po prostu odkupić Abigail od Sheernessa?
– Ludzie zaczęliby zadawać pytania. A co cię tak obchodzi jakaś angielska niewolnica?
– To moja sprawa.
– A Abigail, moja.
– Myślisz, że by się z tym zgodziła? Może wolałaby plan, który zwiększałby szanse odzyskania przez nią wolności?
Bob trochę się po tych słowach nachmurzył i chwilę walczył ze sobą, ale w końcu parsknął śmiechem.