), a po drugie chodzi o to, by walczyć, by umrzeć na polu bitwy...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- JOWISZ W ZNAKU RAKAZnaczenie oraz pełny wpływ Jowisza w znaku Raka, daje się zauważyć dopiero w środku życia, ponieważ pozycja taka, gdy chodzi o znak Raka,...
- Przepis ten ma na wzglêdzie umowê, w której jedna strona — nazywana w literaturze przyrzekaj¹cym lub gwarantem — przyrzeka drugiej stronie — nazywanej w doktrynie...
- \par w oczekiwaniu na Drugie Przyj\'9ccie Chrystusa, do kt\'f3rego w\par rezultacie\par nie dosz\'b3o" (s...
- Po drugie: gdyby nawet państwa zachodniej Europy naprawdę robiły to samo, co kolejne rządy Polski (a nie robią, o czym za chwilę), to są to państwa bogate i jeśli...
- Z drugiej strony ciekawym przyk³adem ró¿norodnoœci motywacji, którymi kierowa³y siê „stare" i „nowe" si³y polityczne w ustalaniu ordynacji mo¿e byæ ordynacja...
- John chodził po nierównym stożku przez ponad godzinę, co chwila przestawiając dwuobiektywowe soczewki w szybce hełmu na coraz dłuższe okresy, aby spenetrować...
- Z drugiej strony, przynajmniej jeden bystry obserwator, John Kenneth Galbraith, wyraził pogląd, że być może Nixon zwyciężył pomimo stosowania tych środków...
- — O co chodzi? — zapytaÅ‚ Pawldo, podejrzewajÄ…c, że oto spokojny poranek dobiegÅ‚ koÅ„ca...
- Zamiast tego nauczyli je wojaczki, nauczyli szpiegować i chodzić na zwiady...
- hłasko marek, dom mojej matki (rtf)Chodziłem czasem na przedmieście i wałęsałem się godzinami po piaszczystych i krzywych uliczkach, gdzie przycupnęły...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Patrzcie, iluzdrowych umierapokonanychprzez Åœycie!
Lance jeździł po całych Stanach, pukał do najrozmaitszychdrzwi.
Kiedy okazało się, Ŝe jakiś wpływ na jego nowotwórmogą mieć brokuły,Ŝarłje tonami.
Nie odpuszczał najmniejszego szczegółu.
Niby był wielkim, bogatym sportowcem,a kiedy zachorował, jego pierwsza grupa kolarska pozbyła sięgo jak śmiecia, a potem rękę wyciągnęli do niego zupełnie inni ludzie.
Gdybynie choroba, byłby poprostu wybitnym kolarzem,a dzięki niej stał się legendą,
herosem.
Teraz kaŜdy jegosukcesma zupełnie inny sens.
KaŜdarzecz,którą zrobi, na cośsięprzydaje ludziom chorym.
Co by nam przyszło z jego zwycięstw, gdyby nie to?
Armstrong jest jak gwiazda, według której moŜnasięorientować, ale jest teŜ ktoś, kto jest mi bliski niemal jak brat:
Vincent Humbert, autor ksiąŜki Proszę o prawo do śmierci.
Dostałem ją od internetowego znajomego (allegrowicza), który słysząc, Ŝe Ŝyję pod
respiratorem, postanowiłmi ją podarować.
O Vincenciestało się głośno,kiedy napisał list do prezydentaChiraca zprośbą ozgodę
na odłączenie go od respiratora.
Jego postać jest kamieniem milowym we francuskiejdyskusji o eutanazji.
Vincent miał dziewiętnaście lat, był straŜakiem.
Uległ wypadkowi komunikacyjnemu,wskutek którego
171.
stracił wzrok i został sparaliŜowany.
Pozostał mu jedynie słuchi władza w jednym kciuku, którym mógł się porozumiewać
zeświatem.
CóŜ, Chiracnie wykazał zrozumienia dla niego, dlatego udręka Vincenta skończyłasię
samoistnie.
Vincent w momencie wypadku był nastolatkiem, tak jak ja.
Nie zdąŜył nasycićsię Ŝyciem.
Był prostym chłopakiem, dlatego to, co pisał, jest proste i moŜe niewyszukane, aleza to niezwykle prawdziwe.
Jestem do niego bardzo podobny,takŜei pod tymwzględem.
Nie potrafię się wyraŜać w sposób wyszukany, czasem coś chlapnę i sam się dziwię,
Ŝetakwyszło.
Właściwie mógłbymsię podpisać pod tym, co pisze Vincent.
Ja przy nim jestem szczęściarzem.
Nie tylko ze względu nazakres urazu, aleteŜ naopiekę.
Jest tam taki wstrząsającyopis, kiedy pielęgniarki myją Vincentowi twarz i mydło,którym mu ją namydliły, wyŜera mu oczy, a on nie moŜe ich zamknąć, bo jest przecieŜ sparaliŜowany.
Dzięki opiecerodziców (mamy w okresieszpitalnym i taty obecnie) nigdy mnieto nie
spotkało,alewidziałem takich ludzi mytychna łóŜkachobok mnie.
Vincent jest ich głosem.
Jego przypadek tojednocześnie opis pułapki, w jakąpakuje się człowiek w swojej
szalonej pogoni za nieśmiertelnościączy podtrzymaniem Ŝycia za wszelką cenę.
Stan Vincentawynikał tyle samo z obraŜeń, coz reanimacji, którą przeprowadzano przez pięćdziesiąt minut!
To tak, jakby jego dusza byłajuŜpo drugiej stronie, ale ktoś wbił szpilkę w
miejscu,gdzieprzenikała jego kciuk, i przyszpilił ją natym świecie na pewien czas.
Poco?
Jest absolutnie normalne i wspaniałe, Ŝe nauka zdobywacoraz większą wiedzęi środki
do ratowania nas z opresji, alezawsze częśćz nich pozostaniepółśrodkami.
Musimy jakośnauczyć sięz tym sobie radzić, botakie historie jak Vincenta
są nie do przyjęcia.
Podobny do mojego przypadku jest teŜ los Jean-Dominique'a Bauby'ego,
autoraksiÄ…ÅœkiSkafander i motyl, ale je172
go osoba nie jestmi tak bliska jak Vincent.
Bauby to człowiekdojrzały, z rodziną, "po przejściach".
To człowiek z wielką kulturąpisania, redaktor, esteta.
Mam wraŜenie,Ŝe nie wszystkorozumiemz jego ksiąŜki, Ŝe ślizgam się po powierzchni,
alemoÅœekiedyÅ› siÄ™ uda.
Zacząłem pisać swojąksiąŜkę zupełnie przypadkowo.
Wiele lat temuordynator zachęcił moich rodziców do zbierania pieniędzyna wózek lub
respirator, ale z tych wysiłkówwyszłoniewiele, więc poradził, Ŝeby kupili mi za
uzbieranepieniÄ…dze komputer.
Zadbał oto, by szpitalni stolarze zrobili do niego specjalny pulpit.
Kiedy minąłmi bezmyślny zachwyt nad moŜliwością ciupania w głupie gierki,
zaleciłmipisanie pamiętnika.
Nie widziałemw tym Ŝadnego sensu, alez nudów pstrykałem ołówkiem trzymanym w zębach
w klawiaturÄ™.
Długi czas potem pojawiła się u mnie dziennikarkaSylwiaHoleksa, która pisałao mnie artykuł.
W trakcie pracynad nim przekonywała mnie, Ŝe mam coś do opowiedzenia,Ŝe warto, abyinni to przeczytali.
Bardzo pomogła mi zorganizować sobie tę pracę.
CóŜ ja mogę innym waŜnego powiedzieć?
Tylkojednoprzychodzi mi do głowy.
Mój niebywały upór, który w sumie jest przyczynąmegonieszczęścia, sprawia, Ŝe w