A
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- www
- Zdjęcia pokazywały niemieckich inżynierów-elektroników instruujących lokalny nowojorski personel...
- – Harvard Mansul – odparł mężczyzna głosem, w którym wciąż pobrzmiewało oszołomienie...
- Enter Sandman" (Wayne Isham)premiera: 30/07/1991The Unforgiven" (Malt Mahurin)premiera: 19/11/1991Nothing Else Matters" (Adam...
- dzielnicy Holweide w Kolonii, policję zaś postawił na nogi...
- ZARZĄDZANIE INFORMACJĄZapisz w kilku zdaniach, w jaki sposób zamierzasz prowadzić sprawozdawczość finansową i rejestr pozostałych...
- Plantagenetowie – dynastia angielska, której panowanie (XII–XV w...
- światłem
- Uciszenie skoro do swojej pełni doszło, i gdy wszyscy się spokojnie na siedzeniach swoich znaleźli, Redaktor w sposób następujący do rzeźbiarza...
- Podszedłem do ceglanych schodków i usiadłem na najwyższym stopniu...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Zahavi pisał o szczególnie diabolicznej formie szantażu dziecięcego: dziecko mogłoby rozmyślnie wrzeszczeć po to, by przywabić drapieżnika do gniazda. Dziecko „mówi”: „Lisie, lisie, chodź tu i zjedz mnie”. Jedynym sposobem na to, by uciszyć jego wrzask, jest dać mu jeść. Toteż dziecko otrzymuje więcej niż wynosi jego sprawiedliwy przydział pokarmu, ale kosztem pewnego ryzyka ze swojej strony. Istota tej bezwzględnej taktyki jest taka sama, jak u porywacza, który grozi wysadzeniem w powietrze samolotu z nim samym na pokładzie, o ile nie otrzyma okupu. Jestem osobiście sceptyczny co do tego, czy taktyka ta mogłaby być faworyzowana przez ewolucję. Nie dlatego, że jest zbyt bezwzględna, lecz dlatego, iż wątpię, by mogła kiedykolwiek opłacać się dziecku-szantażyście. Ma ono zbyt wiele do stracenia, jeśli drapieżnik rzeczywiście się zjawi. Co jest oczywiste w przypadku jedynaka, który to przykład rozważa Zahavi. Niezależnie od tego, jak wiele zainwestowała już w niego matka, on sam powinien cenić swoje życie bardziej niż ona, gdyż ona ma w nim tylko połowę swoich genów. Co więcej, taktyka ta nie opłacałaby się również wtedy, gdyby szantażysta był jednym z miotu bezbronnych dzieci, siedzących razem w gnieździe, ponieważ w każdym z zagrożonych braci i sióstr ma on ulokowane po 50 procent genetycznych „udziałów”, nie mówiąc o 100 procentach w sobie samym. Sądzę, że ta teoria mogłaby się sprawdzać w praktyce, gdyby typowy drapieżnik miał zwyczaj wybierania z gniazda tylko największego pisklęcia. Wtedy mniejszemu z nich mogłoby się opłacić użycie groźby przywołania drapieżnika, ponieważ ono samo nie byłoby narażone na zbytnie niebezpieczeństwo. To tak, jakby zamiast grozić wysadzeniem siebie w powietrze, przystawić pistolet do głowy brata.
Z większym prawdopodobieństwem taktyka szantażu opłacić się może pisklęciu kukułki. Jak wszystkim wiadomo, samice kukułki składają po jednym jaju do kilku gniazd „przybranych rodziców” nieświadomych niczego, należących do całkiem innego gatunku, zostawiając im swoje pisklę na wychowanie. Pisklę kukułki nie ma więc w swoich przybranych braciach i siostrach żadnego genetycznego udziału. (Pisklęta niektórych gatunków kukułek nie mają w ogóle przybranych braci i sióstr z pewnej ponurej przyczyny, do której omówienia dojdziemy niebawem. Chwilowo przyjmuję, że mamy do czynienia z jednym z tych gatunków, u których przybrani bracia i siostry koegzystują z pisklęciem kukułki). Gdyby pisklę kukułki wrzeszczało na tyle głośno, by zwabić drapieżnika, miałoby wiele do stracenia - swoje życie, ale przybrana matka mogłaby stracić jeszcze więcej - może czwórkę swoich młodych. Mogłoby się jej więc opłacić dawać mu więcej pokarmu, niż na niego przypada, odnoszona zaś przez kukułkę korzyść mogłaby równoważyć ryzyko.
Nadszedł oto jeden z tych momentów, gdy rozsądnie byłoby przełożyć nasze rozważania z powrotem na precyzyjny język genowy, by upewnić się, że intuicyjne metafory nie poniosły nas za daleko. Z czym w rzeczywistości równoznaczna jest hipoteza, że pisklęta kukułki „szantażują” swoich przybranych rodziców, wrzeszcząc: „Drapieżniku, drapieżniku, przyjdź tu i zjedz mnie oraz wszystkich moich braciszków i siostrzyczki”? Co oznacza ona w pojęciach genowych?
Geny kukułcze na głośny wrzask stały się liczniejsze w puli genów kukułek, ponieważ głośne wrzaski zwiększały prawdopodobieństwo, że przybrani rodzice będą karmić kukułcze pisklęta. Powodem takiej reakcji przybranych rodziców na wrzaski było to, że geny na taką reakcję rozpowszechniły się w pulach genowych gatunków, na których pasożytują kukułki. Geny te rozpowszechniły się zaś dlatego, że przybrani rodzice, którzy nie dostarczyli kukułkom dodatkowego pokarmu, wychowywali mniejszą liczbę swoich własnych dzieci - mniej niż konkurenci, którzy karmili kukułki obficiej. To z kolei było skutkiem zwabiania drapieżników do gniazda przez wrzask kukułek. Choć geny kukułcze na niewrzeszczenie miały mniejsze szanse skończyć w brzuchach drapieżników niż geny na wrzeszczenie, ciche kukułki były eliminowane, gdyż nie otrzymywały dodatkowych racji pożywienia. Dlatego też geny na wrzask rozprzestrzeniły się w puli genowej kukułek.
Podobny ciąg rozumowania genetycznego, będący powtórzeniem podanego wcześniej intuicyjnego wywodu, wykazałby, że rozprzestrzenienie się genu na szantaż w puli genowej kukułek jest do pomyślenia, natomiast rozpowszechnienie się takiego genu w puli genowej typowego gatunku jest nieprawdopodobne, a już na pewno nie z tego szczególnego powodu, że jego przejawem jest przywabienie drapieżników. Oczywiście, jak wiemy, u przeciętnego gatunku znalazłyby się inne czynniki sprzyjające rozprzestrzenianiu się genów na wrzeszczenie, czego ubocznym skutkiem mogłoby być zwabianie od czasu do czasu drapieżników. Tu jednak selekcjonujący wpływ drapieżnictwa działałby, jeśli w ogóle, raczej w kierunku uczynienia krzyków cichszymi. W hipotetycznym przypadku kukułek wypadkowy wpływ drapieżników, choć zabrzmi to paradoksalnie, mógłby działać w kierunku uczynienia ich głośniejszymi.