Takich bowiem istot, które by świadomie” ciągle przeczyły, złego chciały i złe tworzyły”, nie ma między nami...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- resów, na które na le ¿y prze kie ro waæ wia do moœæ, plik fil tru mo¿e za wie raæ te sty za - war to œci przy chodz¹cej wia do mo œci, tak by na przyk³ad wia do...
- przekazywaniu właściwym adresatom we właściwym czasie informacji, które zostaną zrozumiane zgodnie z intencją nadawcy;zdolności do właściwego odbioru...
- 304 Roz dzia³ 17: Pocz ta elek tro nicz na Cc:Jest to li sta ad resów e-ma il, na które zo sta nie wys³ana ko pia „do wia do mo œci”...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wysunąwszy delikatnie ramię spod głowy Clare, wstał z łóżka, krzywiąc się z bólu, gdyż skaleczenia i rany, które przez noc trochę przyschły, znowu się...
- Sd Najwyszy z kolei zauwaa, e prawo do odmowy zastosowania przepisw ustawy, ktre sdy uznaj za sprzeczne z konstytucj, wynika z trzech wyraonych w niej zasad: jej...
- Ustalenie zakresu pojcia zwykych potrzeb rodziny zaley od kryterium, ktre stanowi bdzie podstaw zdefiniowania tego pojcia...
- Program komputerowy jest sekwencją rozkazów, które muszą być wykonane w określonym porządku, zaś wynik działania rozkazu często zależy od wyniku...
- pozytywistycznych, które wszelkie warianty artyzmu traktują jako instrumenty krasomówcze, a wartość słowa poetyckiego pragną mierzyć wartością...
- Diagnozowanie problemw z niskopoziomowym ruchem IPPierwsza seria testw bada niskopoziomowe usugi, ktre s niezbdne do pracy Samby...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Należą one do bajek i starych powieści. Natomiast niewątpliwie zdarzają się
ludzie, którzy „ciągle przeczą, złego chcą i złe tworzą” - w przekonaniu,. że postępują uczci-
wie, a nawet że są zbawcami świata.
Owi zbawcy, o ile posiedli władzę, stanowią najgorszych i najniebezpieczniejszych
szkodników. Każdy Mesjasz, dopóki zdobywa sobie wyznawców siłą nieba, jest archaniołem,
ale gdy zacznie ich zdobywać siłą ziemi, staje się arcy diabłem. Ci tylko z nich, którzy opu-
ścili świat przed ujarzmieniem go, zachowali aureolę świętości, wszyscy inni zgasili ją w
gwałtach. Toteż dla dobra ludzkości należałoby usunąć każdego jej reformatora i proroka,
177
zanim on zdążył nad nią zapanować. Wtedy bowiem czuły pieśniarz, marzyciel, dobroczyńca,
zesłaniec boski zamienia się na okrutnika i mordercę. Chrystianizm dopóty promieniował
najczystszymi blaskami, dopóki Konstantyn nie nadał mu praw religii państwowej, odtąd
przestał być szlachetną nauką Jezusa i przedzierzgnął się w tyranię papieżów i patriarchów.
Kalwin, skoro tylko zyskał władzę, natychmiast rozpalił stos dla odszczepieńców. Gdyby
leżącego na torturach męczennika nowej wiary ogłoszono królem, przede wszystkim zażądał-
by, ażeby mu podano miecz. Taki to straszny wpływ mocy, która jest tym bardziej zabójczym
narzędziem w rękach apostoła, im silniej i goręcej wyznaje on swoje dogmaty. Pragnie bo-
wiem bez zwłoki i wyjątku zaszczepić je całemu światu, a jeśli nie może tego dokonać na-
mową, używa przymusu. Gwałt w jego oczach przedstawia się jako przykra, ale konieczna i
dobroczynna operacja. Ma on - według niego - to samo znaczenie przy zbawianiu dusz, co
przy kształceniu dzieci lub leczeniu chorych. Czymże są nawet najdotkliwsze bóle i udręcze-
nia nawracanych więzieniem, wygnaniem, chłostą, torturą wobec szczęśliwości w życiu przy-
szłym? Więc nie tylko można, ale należy opornych znaglać wszelkimi sposobami do przyję-
cia” prawdziwej wiary”. Tu największe okrucieństwo uznaje się za największą życzliwość.
Ów duch, który „złego chce i złe tworzy”, jest przekonany, że w gruncie rzeczy chce dobrego
i tworzy dobre. Wtedy, kiedy przechodzi po życiu ludzkim z siejbą niedoli, mniema, że rzuca
w nie ziarna szczęścia. Niebo wybrało go za swego przedstawiciela, ziemia dała mu moc do
spełniania woli boskiej, więc idzie z oczyma utkwionymi w ciemną gwiazdę swego posłan-
nictwa, nie oglądając się i nie bacząc na spustoszenia, które szerzy, na łzy, które wyciska, na
jęki, które go ścigają. On jest przeznaczeniem, które w ostatecznym skutku okazuje swój
wielki cel. Tym właśnie, jak mniema, różni się od morza, ognia, burzy, zbrodni i wszelkiej
zagłady.
Takim był zmarły przed kilku dniami wieloletni oberprokurator Synodu, doradca trzech
monarchów rosyjskich, człowiek, którego nazwisko stało się najpełniejszym wyrazem du-
chowego ciemięstwa, Pobiedonoscew. Żadna analiza nie wykryje i żaden rachunek nie obli-
czy jego trujących i paraliżujących wpływów na życie Rosji w ostatnim trzydziestoleciu.
Wiadomo tylko, że te wpływy przeniknęły do najgłębszych komórek jej organizmu i ogarnęły
go nieuleczalnym dotąd bezwładem. Stanął ten „ pobiedonoscew dla Sinoda, a biedonoscew
dla naroda” między słońcem kultury zachodniej a swoją ojczyzną i pokrył ją cieniem, który
objął również ludy jej podwładne. Ile w mrokach wstecznictwa i tyranii wylęgło się zmor
wszędzie już spłoszonych i wygnanych, tyle on wyprowadził i rozpuścił po całym państwie.
Zmieniali się monarchowie, zmieniali się ich doradcy, a on ciągle stał poza tronem, niepoko-
nany, groźny, rzucający ciemną smugę, która wyznaczała kierunek drogi rządu. Przed demo-
niczną jego siłą korzyła się każda harda ambicja, łamała się każda oporna wola, a jeżeli cza-
sem skojarzyły się na chwilę przeciw niemu jakieś bunty, on kładł na nie swoją straszną stopę
i miażdżył. Wszystkie złe instynkty i dążenia, które spoczywały w narodzie i które bez jego
pomocy zamarłyby, osłabły, zasnęły, on wskrzesił, obudził, wydobył z dna dusz dzikich, po-
drażnił, nasycił i uzuchwalił. Jego tryumfem jest kilkadziesiąt lat zastoju, odwrotu wstecz,
nocy i skostnienia życia Rosji. Powtarzał i zapewnię sądził, że ją kocha, a właściwie nią gar-
dził. Uważał bowiem, że gdy ona domaga się wolności, światła, postępu, gdy żąda tolerancji,
jest bluźnierczą, gdy się skarży na ucisk, jest nikczemną. Rozumy i uczucia stu kilkudziesię-
ciu milionów jego niewolników i ofiar wydawały mu się wobec jego rozumu i uczuć pozba-
wioną i niegodną wszelkich praw głupotą. On najlepiej wiedział, czego chce Bóg i co jest
pożytecznym dla człowieka. Patrząc na tysiące skazańców pędzonych z jego rozkazu do wię-
zień i na wygnania, widział w nich z zadowoleniem dusze zarabiające pokutą na zbawienie.
Największe męczeństwa, jakie zapisały się w naszej historii ostatniego czterdziestolecia,
jemu zawdzięczamy. Jeżeli kiedyś pamięć wskrzesi dla wiedzy i sztuki potomnych wszystko
to, co wycierpieli nasi unici, „dobrowolnie powracający na łono kościoła prawosławnego”,
wobec tych okropnych obrazów zblednie martyrologia pierwszych chrześcijan. Ukażą się
178
tłumy nieszczęśliwców bitych, tratowanych, mordowanych, rozrzucanych po całym obszarze
państwa, żyjących w nie uprawnionych stosunkach, drżących w ciągłej trwodze, dręczonych
nieustannym dozorem, tropionych policyjnym prześladowaniem w najtajniejszych kryjów-
kach, dobywanych z grobów dla dokonania na nich religijnego gwałtu, oddzieranych od naj-
ściślejszych związków. Europa nigdy nie poznała w całej okropności i ogromie tej potwornej