roi się od przykładów potwierdzających tę hipotezę...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Przykładowo, poniższe wyrażenie:Dim targetNumber As Integer = CType("12", Integer)jest odpowiednikiem następującego wyrażenia:Dim...
- obiektywn ignorancj polityczn, na przykad brakiem wiedzy politycznej czy politycznych zainteresowa (osobisty skrypt: nie wiem, co si dzieje, ale skoro si...
- Z drugiej strony ciekawym przykadem rnorodnoci motywacji, ktrymi kieroway si stare" i nowe" siy polityczne w ustalaniu ordynacji moe by ordynacja...
- Zabawnym przykładem kierowania wrażeniem jest „sztuka zyskiwania przewagi" Stephena Pottera (1971) albo inaczej, sztuka wywierania wrażenia, że się jest...
- Przykład ten pokazuje, że logika Arystotelesa dotyczy stosunku między pojęciami, w tym przypadku pojęciami „żywej istoty” i „śmiertelności”...
- Pewne typy właściwości, na przykład tablice, wymagają własnych edytorów właściwości...
- Śledzili oni również kilka czynników, z którymi ich nastrój mógł być skorelowany, na przykład ilość snu ostatniej nocy oraz pogodę...
- Przykład ten pokazuje, że nabieranie dystansu i przyjmowanie różnych ról badawczych jest elastycznym procesem, wymagającym od badacza dużej pomysłowości i...
- do apteki, wykupuje receptę i postępuje zgodnie z instrukcjami lekarza, na przykład: “zażywać dwie tabletki co cztery godziny"...
- Zagadnienie zoonych zwizkw rnych aspektw i kategorii wartoci mona wyjani, odwoujc si do przykadu z dziedziny muzyki...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Rozwój rządów reprezentujących naród nie jest niczem innym, jak rozwojem układu zapobiegającego uwłaczającym nadużyciom władzy. Przedmiotem każdego z naszych bojów politycznych związanych z postępem w dziedzinie swobód instytucjonalnych było położenie kresu jednemu z 71
najbardziej rażących nadużyć nieodpowiedzialnej władzy. I oto wszystko to zostaje zapomniane z powodu sztucznie wytworzonej czystej paniki dotyczącej choroby, która zanika, a której ofiarą jedna osoba na piętnaście zmarłych na szkarlatynę.98
Na przeciwległym biegunie leży system eksterminacyjny, w którym prostytucja stanowi w świetle prawa przestępstwo i z mocy prawa jest ścigana i karana. Tak było w XIX wieku w Stanach Zjednoczonych. Prostytucja była tam przestępstwem ściganym bądź na mocy ustawy o włóczęgostwie (Vagrancy Act), bądź też na podstawie prawa o niemoralnym zachowaniu się (Disorderty Con-duent Act). Nie była natomiast ścigana z powodu chorób roznoszonych drogą płciową. Ubolewa nad tym doktor Guichet, Francuz, który zapoznawał się z amerykańską opieką medyczną w Nowym Jorku i Filadelfii. Pisał on:
Prostytucja towarzyszy więc miastu w jego niewiarygodnym rozwoju, w jego gwałtownym i zadziwiającym rozroście, włócząc się w błocie w mieście niskim i brudnym, kryjąc się pod kwiatami w mieście wysokim, nowym i bogatym. No i proszę, żaden przepis policyjny nie zmusza tych kobiet do zgłoszenia się do lekarza po to, aby poddać się badaniu, nie ma ani badań regularnych, ani nieregularnych, ani przychodni; i dopiero kiedy zarażona prostytutka jest tak ciężko chora, że nie może bez bólu prowadzić dalej niegodnego handlu swoim ciałem, wówczas zgłasza się na badania lekarskie. Te z nich, które mają pieniądze, leczą się w domu, biedne lekarz kieruje do Charity Hospital na wyspie Blackwell, gdzie po wyzdrowieniu są przez jakiś czas przetrzymywane i zatrudniane w Workhause po to, aby mieć jak największą pewność, że nie będą mogły już nikogo zarazić syfilisem. W tych warunkach, jak widzicie, nie należy się wcale dziwić ogromnej liczbie 61 705 chorych wenerycznie, w tym 50 450
syfilityków na 942 294 mieszkańców."
Traktowanie najstarszego zawodu świata jako przestępstwa nie zapobiegło bujnemu rozwojowi tego fachu na nowym kontynencie. Rozwój ten doprowadził w kilku stanach i miastach do powstania systemu segregacyjnego. Zasadza się on na tym, że istnieją pewne obszary, dzielnice, przedmieścia, przeznaczone wyłącznie dla tego fachu. Noszą one nazwę
„dzielnic czerwonych latami" (red light districts). Nazwę tę miały ponoć zawdzięczać kolejarzom, którzy udając się po usługę - samotni podróżujący mężczyźni mają swoje potrzeby - zawieszali czerwone latarki przed lokalem, tak by mogli być szybko znalezieni przez ekspedytorów kolei. Początkowo były to skupiska namiotów towarzyszące budowom dróg żelaznych.100 Później czerwone latarnie stały się normalnym elementem urbanistycznym.
W Nowym Orleanie, który uważany jest przez historyków za „największe miasto-burdel wszechczasów"101, najwięcej przybytków znajdowało się na Basin Street. Pod numerem 40 u Kate Towsend właścicielka osobiście sprawdzała wiarygodność płatniczą gości (wysokość konta bankowego), zanim zaprowadziła ich do salonu i przedstawiła paniom. Sama obsługiwała najbardziej dostojnych klientów i liczyła sobie pięćdziesiąt dolarów za godzinę.
U Jossie Ariington pod numerem 225 można było - prócz obsługi, rzecz jasna - zobaczyć (jak głosił ówczesny przewodnik po nowo-orleańskich burdelach The Blue Book) „najbardziej ozdobne i najkosztowniej urządzone miejsce, jakie kiedykolwiek zaprezentowano amerykańskiej publiczności". Pełno tam było kosztownych rzeźb i obrazów. Wchodziło się przez wielki, całkowicie wyłożony lustrami hol. Dalej mieściły się - stosownie ozdobione -
salony:
turecki, japoński, wenecki, a nawet (dla szczególnie patriotycznych gości) amerykański.