posypane cukrem, które mi ta poczciwa staruszka dała...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- resów, na które na le ¿y prze kie ro waæ wia do moœæ, plik fil tru mo¿e za wie raæ te sty za - war to œci przy chodz¹cej wia do mo œci, tak by na przyk³ad wia do...
- przekazywaniu właściwym adresatom we właściwym czasie informacji, które zostaną zrozumiane zgodnie z intencją nadawcy;zdolności do właściwego odbioru...
- 304 Roz dzia³ 17: Pocz ta elek tro nicz na Cc:Jest to li sta ad resów e-ma il, na które zo sta nie wys³ana ko pia „do wia do mo œci”...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wysunąwszy delikatnie ramię spod głowy Clare, wstał z łóżka, krzywiąc się z bólu, gdyż skaleczenia i rany, które przez noc trochę przyschły, znowu się...
- Sąd Najwyższy z kolei zauważa, że prawo do odmowy zastosowania przepisów ustawy, które sądy uznają za sprzeczne z konstytucją, wynika z trzech wyrażonych w niej zasad: jej...
- Ustalenie zakresu pojęcia zwykłych potrzeb rodziny zależy od kryterium, które stanowić będzie podstawę zdefiniowania tego pojęcia...
- Program komputerowy jest sekwencją rozkazów, które muszą być wykonane w określonym porządku, zaś wynik działania rozkazu często zależy od wyniku...
- pozytywistycznych, które wszelkie warianty artyzmu traktują jako instrumenty krasomówcze, a wartość słowa poetyckiego pragną mierzyć wartością...
- Diagnozowanie problemów z niskopoziomowym ruchem IPPierwsza seria testów bada niskopoziomowe usługi, które s± niezbędne do pracy Samby...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Zawsze miałem dobry apetyt...
— Przedtem mieszkali państwo jeszcze na Brajerowskiej?
— Nie, najpierw na Bemsteina, potem rodzice się przenieśli na Zniesienie. Na Zielonej, w
pobliżu Pohulanki, spędziłem ostatnie miesiące rządów niemieckich, bo już w czterdziestym
czwartym latem przyszli Sowieci i zagarnęli Lwów od strony zachodniej. Rozeszła się wiadomość,
że się zbliża „SS Division Galizien" i mordują wszystkich mężczyzn. Z Zielonej uciekliśmy na
Pohulankę. Po powrocie otwarłem plecak i przekonałem się, jak się człowiek zachowuje w panice:
miałem tam kilka kostek cukru, jakieś skarpetki, jeden bucik... Potem któryś z ostat-
45
nich patroli niemieckich dobijał się do naszej bramy. Brama była żelazna, zamknięta.
Wszyscy mieszkańcy siedzieli w piwnicy; głosy były podzielone, jedni byli za tym, żeby otworzyć,
inni nie. Przyszły jednak czołgi sowieckie i rozstrzygnęły nasz dylemat.
Kiedy podczas walk o Lwów siedzieliśmy w piwnicy, nagle strasznie jakoś zachciało mi się
napić zimnego barszczu, który stał w kuchni, w baniaku. Bohatersko udałem się na górę. Miałem,
pamiętam, garnuszek porcelanowy z uszkiem. Kiedy zaczerpnąłem nim barszczu — nagle zrobiło
się biało i rozległ się taki huk, że zupełnie ogłuchłem. Jak się potem dowiedziałem, przy naszym
domu od strony ulicy stały czołgi sowieckie i samolot niemiecki zrzucił na nie bomby
przeciwpancerne. Odłamki tych bomb trafiły w ścianę wewnętrzną kuchni; gdybym stał metr dalej,
tobym zginął. Z garnuszka zostało mi tylko uszko na palcu, na ramionach miałem okienną ramę od
kuchennego lufcika, a po czole ciekła mi krew, bo wypadająca szyba trochę mnie pokrajała.
Straciłem apetyt na barszcz — nie wiem czemu? — i zakrwawiony wróciłem do piwnicy.
Kilka dni wcześniej — jak się ma dwadzieścia parę lat, człowiek łatwo robi głupstwa —
poszedłem na górę, żeby się wykąpać. Wciąż trwał ostrzał artyleryjski, za każdym strzałem
słyszałem gwizd pocisku. Nagle kierunek ognia trochę się zmienił i pociski zaczęły przelatywać
dziwnie blisko naszego domu; kończyłem kąpiel z nadludzką szybkością... A kiedy już mi się
zdawało, że Lwów jest rzeczywiście przez Armię Czerwoną zdobyty, postanowiłem pójść do
rodziców; zresztą mieszkali wtedy niedaleko Brajerowskiej. W miarę jak się
46
zagłębiałem w miasto, spotykałem coraz mniej ludzi. Kiedy doszedłem w pobliże Ogrodu
Jezuickiego, nie było już nikogo. Szedłem jednak dalej — i nagle usłyszałem charakterystyczny
silnik „Pantery", grzechot gąsienic po bruku. Odwróciłem się — i rzeczywiście zobaczyłem, co
prawda w sporej odległości, jadącą ku mnie niemiecką „Panterę". Nie wiedziałem oczywiście, że w
wielkiej kępie krzaków po mojej lewej stronie ukryto sowieckie działo przeciwpancerne — było
dobrze zamaskowane. Chciałem uciec do jakiejś bramy, ale wszystkie były zamknięte. Mogłem się
tylko wtulić we wnękę i czekać, co będzie dalej. Przed czołgiem nie uciekniesz. Nagle Rosjanie
strzelili i trafili czołg dokładnie między wieżyczką a korpusem; wieżyczka tak została skoszona, że
zablokowała wyjście. Słyszałem straszne krzyki ludzi płonących wewnątrz, pamiętam też
zdumiewającą siłę podmuchu, kiedy pocisk obok mnie przelatywał. Zaraz potem zwiałem z
powrotem na Zieloną. Kiedy wróciłem po kilku dniach, traktor odciągał właśnie tę ,,Panterę", tak
spaloną, że nawet kółka, na których biegną gąsienice, przestały się poruszać. Z ciekawości wlazłem
na górę tego żelastwa, zajrzałem do środka — i zobaczyłem osmalone czaszki Niemców. Także i
ten obraz do dziś pamiętam.
Jak tylko Armia Czerwona weszła do Lwowa, pod Politechniką i w innych miejscach Armia
Krajowa zaczęła wystawiać posterunki z biało-czerwonymi opaskami. Kiedy przyszedłem do
rodziców, akurat mój ojciec schodził ze schodów z taką opaską, informującą, że jest lekarzem AK.
Błyskawicznie go zawróciłem: wiedziałem już, że NKWD zwija
47
wszystkich ujawnionych akowców i oni po prostu znikają.
Na Brajerowską 4 nie mogliśmy wrócić, ktoś tam już mieszkał. Dostaliśmy mieszkanie przy
ulicy Sykstuskiej. Obok był ośrodek Wehrmachtu, jakaś Kulturstelle, mam stamtąd do dzisiaj trochę
książek — Wilhelma Buscha na przykład. A ponieważ zawsze byłem łakomy, wyszukałem tam