które bezpośrednio dotykały bruku, rozbudziło go nagle i przywołało do przytomności...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- resów, na które na le ¿y prze kie ro waæ wia do moœæ, plik fil tru mo¿e za wie raæ te sty za - war to œci przy chodz¹cej wia do mo œci, tak by na przyk³ad wia do...
- przekazywaniu właściwym adresatom we właściwym czasie informacji, które zostaną zrozumiane zgodnie z intencją nadawcy;zdolności do właściwego odbioru...
- 304 Roz dzia³ 17: Pocz ta elek tro nicz na Cc:Jest to li sta ad resów e-ma il, na które zo sta nie wys³ana ko pia „do wia do mo œci”...
- Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast ścian miały różnego rodzaju żaluzje, które usuwano całkowicie lub rolowano na czas otwarcia...
- Wysunąwszy delikatnie ramię spod głowy Clare, wstał z łóżka, krzywiąc się z bólu, gdyż skaleczenia i rany, które przez noc trochę przyschły, znowu się...
- Sd Najwyszy z kolei zauwaa, e prawo do odmowy zastosowania przepisw ustawy, ktre sdy uznaj za sprzeczne z konstytucj, wynika z trzech wyraonych w niej zasad: jej...
- Ustalenie zakresu pojcia zwykych potrzeb rodziny zaley od kryterium, ktre stanowi bdzie podstaw zdefiniowania tego pojcia...
- Program komputerowy jest sekwencją rozkazów, które muszą być wykonane w określonym porządku, zaś wynik działania rozkazu często zależy od wyniku...
- pozytywistycznych, które wszelkie warianty artyzmu traktują jako instrumenty krasomówcze, a wartość słowa poetyckiego pragną mierzyć wartością...
- Diagnozowanie problemw z niskopoziomowym ruchem IPPierwsza seria testw bada niskopoziomowe usugi, ktre s niezbdne do pracy Samby...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
„Skąd się
bierze ten chłód, który mnie przenika?” – zdziwił się. I spostrzegł wówczas, że leży w samym
środku rynsztoku.
– Cyklop garbaty z piekła rodem – mruknął przez zęby i chciał wstać. Lecz zbyt był
ogłuszony, zbyt potłuczony. Nie mógł się podnieść. Ręką tylko poruszał dość swobodnie; zatkał
więc sobie nos i poddał się losowi.
„Paryskie błoto – pomyślał w duchu (gdyż wydawało mu się, że na pewno już rynsztok będzie
mu zacisznym schronieniem na tę noc, a «w zaciszu cóż nam pozostaje? Rozmyślanie») –
paryskie błoto jest osobliwie cuchnące. Musi zawierać wiele soli azotowych i lotnych. Taka jest
zresztą opinia mistrza Mikołaja Flamela i hermetyków...”
Słowo „hermetycy” przywiodło mu nagle na myśl archidiakona Klaudiusza Frollo.
Przypomniał sobie scenę porwania, która mignęła mu niedawno przed oczyma, przypomniał
sobie, że Cyganka wyrywała się z rąk dwu mężczyzn, że Quasimodo miał towarzysza – i posępna
a wyniosła twarz archidiakona przesunęła się mgliście w jego pamięci.
„Dziwna, bardzo dziwna historia!” – pomyślał sobie. I z tej przesłanki, i na tej podstawie
zaczął budować fantastyczny gmach przypuszczeń, ten domek z kart każdego filozofa. Lecz po
chwili znów powrócił do rzeczywistości.
– No tak! zamarznę tutaj! – zawołał.
Rzeczywiście, coraz trudniej było wytrzymać tam, gdzie się znalazł. Każda częsteczka wody
rynsztoka zabierała jedną cząsteczkę ciepła promieniującego z krzyżów Gringoire’a, i
równowaga między temperaturą jego ciała a temperaturą rynsztoka zaczynała się ustalać w
sposób nieco przykry.
Nagle zaskoczyła go jeszcze jedna przykrość, zgoła innej już natury.
46
Banda dzieci, małych, bosych dzikusów, które od niepamiętnych czasów biegają po ulicach
Paryża, nazywane odwiecznym imieniem gamins, tych dzieci, które kiedy my również byliśmy
jeszcze dziećmi, co wieczór, gdy wychodziliśmy ze szkoły, rzucały w nas kamieniami za to, że
nasze spodnie nie były podarte – cała zgraja tych małych hultajów biegła właśnie w tę stronę,
gdzie leżał Gringoire, a śmiechy ich i wrzaski dowodziły, że niewiele zaiste robią sobie ze snu
mieszkańców sąsiednich domów. Ciągnęli jakiś wór dziwnego kształtu, a sam hałas ich
chodaków mógłby obudzić umarłego. Gringoire, który nie był nim jeszcze całkowicie, uniósł się
nieco z ziemi.
– Hej, Henrysiu Dandeche! Hej, Janku Pincebourde! – darli się wniebogłosy – umarł stary
Eustachy Moubon, żelaźnik z rogu. Mamy jego siennik, zrobimy sobie ognisko, co się zowie.
Przecie dzisiaj święto ognia.
Dobiegli do Gringoire’a, ale go nie spostrzegli i rzucili siennik wprost na niego. Jeden z
chłopców schwycił garść słomy i zaczął ją zapalać od lampki oliwnej sprzed figury Matki
Boskiej.
– Chryste Panie! – szepnął Gringoire – czyżby teraz miało mi się zrobić aż nadto gorąco?
Chwila była krytyczna. Oto znalazł się pomiędzy ogniem i wodą; zrobił nadludzki wysiłek,
wysiłek fałszerza pieniędzy, którego mają za karę ugotować i który próbuje umknąć. Wstał,
odrzucił siennik na chłopców i uciekł.
– Matko Boska! – wrzasnęły dzieci – żelaźnik wrócił!
I uciekły w drugą stronę.
Siennik został sam na placu – zwycięski. Belleforet, ojciec Le Juge i Corrozet zapewniają, że
nazajutrz duchowieństwo z tej dzielnicy zabrało go z wielką pompą i przeniosło do skarbca
kościoła Świętej Oportuny, a zakrystian tamtejszy aż do roku 1789 ciągnął niemałe zyski z
wielkiego cudu u figury Matki Boskiej na rogu ulicy Złej Rady, która to figura pamiętnej nocy z
6 na 7 stycznia 1482 roku samą obecnością swoją wypędziła złego ducha z nieboszczyka
Eustachego Moubon, co to, chcąc diabłu spłatać figla, umierając, złośliwie ukrył swą duszę w
sienniku.
VI
STŁUCZONY DZBAN
Poeta nasz przez czas pewien biegł, ile tylko miał sił w nogach, nie wiedząc dokąd, wpadając