Wspiąwszy się na kopiec kamieni zaścielający brzeg strumienia, Pawldo zatrzymał się, by chwilę odetchnąć...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Przez chwilę wahała się - to, co chciała zrobić, nie było zakazane przez zwyczaj, ale mógł dokonać tego tylko ktoś bardzo poruszony, w sytuacji, która go...
- Po drugie: gdyby nawet państwa zachodniej Europy naprawdę robiły to samo, co kolejne rządy Polski (a nie robią, o czym za chwilę), to są to państwa bogate i jeśli...
- 08 Przynocie wic owoc godny nawrcenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bg moe wywie synw Abrahamowi...
- dobiegł do jej wytężonego słuchu — cichy jak brzęczenie komara daleki dzwonek, za chwilę ponowny • dzwonek, już bliżej, potem stukot...
- A za chwilę Paris miała poprowadzić Park Lane przez parcours - pod okiem Jane Lennox, która zamierzała opuścić tonący statek Jade’a...
- – Hej! – krzyknął swym ochrypłym i niemal bezdźwięcznym głosem, który przypominał plusk kamieni wrzucanych do podziemnego jeziora...
- niałe deski), nie dziwiło jej, kiedy chwilę później kazano im przywrócić barakowi „daw- ny blask” (co polegało na zeskrobaniu gulaszu)...
- Jeszcze większą, niż dla fanatyków religijnych, bonanzą stała się Maszyna dla ludzi związanych z przeżywającym ostatnio ciężkie chwile przemysłem...
- Dorcas wpięła sobie we włosy stokrotkę; kiedy jednak szliśmy wzdłuż kamiennych ścian (ja owinięty szczelnie w mój płaszcz, a tym samym całkowicie...
- Szli w zupełnej ciszy, w milczeniu pokonywali zalaną martwym światłem drogę, a kiedy po forsownym marszu doszli do Hali Pisanej, zatrzymali się bez...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Pół-Ucha czekał cierpliwie, niezbyt daleko przed nimi, na skraju leśnej polany.
— Otwarta przestrzeń — wykrztusił lord burmistrz, gdy dołączył doń jego młodszy towarzysz. — Wygląda podobnie jak las, który widzieliśmy na dole.
— Matce Ziemi niechaj będą za to dzięki! — jęknął wyczerpany Stefanik, osuwając się na kopiec kamieni, po czym rozejrzał się wokoło.
— Gdzie Pół-Ucha?
— Zaczekaj no chwilę, ty parszywy kundlu! — warknął Pawldo, gdy wilk pognał przez polanę w stronę mrocznego lasu po drugiej stronie. — Daj nam choć... — Szok pochłonął resztę jego żałosnej skargi.
— Co to takiego? — zapytał Stefanik podążając za wzrokiem swego towarzysza.
W tej samej chwili jemu również głos uwiązł w gardle.
Budowla w lesie przed nimi była ledwie widoczna za gęstą zasłoną z pni drzew. Mimo to wytężywszy wzrok halflingowie zdołali dostrzec jej kanciasty zarys, prostokątny kształt, przypominający z wyglądu długie, wysokie mury szarego lub może białego koloru. W pierwszej chwili Pawldo pomyślał, że te kontury były zdecydowanie zbyt regularne, by mogły być wzgórzem albo kopcem kamieni.
— T-to jakaś b-b-budowla — rzekł Stefanik, mimowolnie zniżając głos do szeptu — i Pół-Ucha biegnie właśnie w jej stronę!
— Cóż, lepiej, żebyśmy nie zostawiali go samego — mruknął Pawldo, zdziwiony własnym brakiem entuzjazmu. Coś w wyglądzie tej niesamowitej budowli — nie zdołali się jej jeszcze uważniej przyjrzeć — niepokoiło go, i to tak dalece, że nie był w stanie tego zignorować.
— Czy to tylko moje odczucie, czy zaczyna zmierzchać? — spytał Stefanik. Rozejrzał się nerwowo, lustrując otaczającą ich mroczną połać lasu. Pawldo nie odpowiedział, ale nadciągający zmierzch uświadomił mu, że przejście przez upiorny wąwóz zajęło im prawie cały dzień. Las, i tak zazwyczaj mroczny i posępny, zaczął pogrążać się w jeszcze głębszych ciemnościach. Ostrożnie, jakby w każdej chwili spodziewał się ataku, Pawldo i zaczął przekradać się w kierunku budowli. Przesuwał się chyłkiem j od drzewa do drzewa, za każdym razem obserwując uważnie swój cel. Dopiero upewniwszy się, że jest bezpiecznie, pokonywał kolejny odcinek dzielący go od potężnego gmaszyska.
W przeciwieństwie do niego Pół-Ucha podbiegł wprost do, wejścia do budowli ł usiadł, jakby ze zniecierpliwieniem oczekując przybycia kompanów mających towarzyszyć mu w brawurowej wyprawie.
Wkrótce halflingowie znaleźli się na tyle blisko, że mogli już rozróżnić szczegóły gmachu majaczącego za zasłoną strzelistych sosen. Gdy wyłonili się z lasu, zobaczyli całą budowlę w jej posępnej okazałości i zamarli z wrażenia. Biała powierzchnia, którą dostrzegli w pierwszej kolejności, była frontowym murem i bynajmniej nie tak gładkim, jak się to Pawldowi wydawało. Na całej długości zdobiły go blanki i liczne wieżyczki zaś dokładnie pośrodku znajdowała się ziejąca czeluść jedynych otwartych na oścież wrót.
Wilk siedział dokładnie przed nimi.
Pomimo iż sądzili, że z miejsca, w którym poprzednio się zatrzymali, zdołali dostrzec wszystkie sekrety budowli, dopiero gdy zbliżyli się do bramy, zorientowali się, co było budulcem użytym przy wznoszeniu warowni.
— Całe zamczysko jest zrobione z kości! — wyszeptał Stefanik. — Spójrz — czaszki — ludzkie czaszki! Legendy mówiły prawdę!
Na widok muru bezokich czerepów Pawldo poczuł zimny dreszcz, przebiegający mu po plecach. Jak zauważył, większa część zamkowych murów zbudowana została z tych posępnych szczątków, ułożonych starannie, warstwami, jakby ręką mistrza murarskiego. Framugę wrót stanowiły jedynie trzy kości, przypominające udowe, tyle że każda z nich mierzyła dobre 3 metry długości.
— Nawet firbolgi nie mają tak długich nóg! — wymamrotał przerażony Pawldo.
— Czy uważasz, że to właśnie stąd pochodzi ten sztylet? — spytał z wahaniem Stefanik. — Może... ee... pomyliliśmy się co do tego znaku.
— Jestem pewny, że pochodzi z tego miejsca — odrzekł Pawldo i raźno ruszył przed siebie. Pomimo iż kościstobiała budowla obudziła w jego wnętrzu uczucie narastającej zgrozy, parł naprzód, powodowany żądzą nowych odkryć, przygód... a przede wszystkim skarbów.
Jakby nie było, reputację bohatera zyskał stawiając czoła nadnaturalnym niebezpieczeństwom, dużo groźniejszym niż ten widmowy pałac.
— Powiedz no, a co z kucami? — Stefanik, wyraźnie zatroskany, obejrzał się za siebie w kierunku wąwozu, którym tu dotarli. — Nie możemy zostawić ich samych na całą noc.
— Nic im się nie stanie. Mają dość trawy.
— A co z wilkami? — zastanawiał się Stefanik.
— Jestem pewny, iż Pół-Ucha jest jedynym wilkiem w okolicy, a on jest przecież z nami. Powiedziałbym nawet, że wskazuje nam drogę. Chodź — Pawldo ponownie zaczął zmierzać w kierunku mrocznego wejścia. W myślach widział chaotycznie przesuwające się obrazy — stosy monet, migoczących klejnotów, bajecznych przedmiotów. Pół-Ucha poderwał się z ziemi i wyprzedziwszy ich, przeszedł przez bramę.
Dwaj halflingowie — jeden dziarsko, drugi z wahaniem, podążyli za wilkiem, mijając łukowate sklepienie z kości. Promienie słońca przedostające się przez szczeliny w posępnych murach (pomiędzy czaszkami — upominał się w myślach Pawldo) w nieznacznym tylko stopniu były w stanie oświetlić wnętrze budynku.
Zanim halflingowie przebyli trzydzieści kroków, otoczyły ich w niemal kompletnych ciemnościach, więc musieli się zatrzymać, by wyjąć ze swych tobołków lampy.