W TEJ WIEŻY ZMARŁ WILFRED MANCROFT- ANSTEY27 PAŹDZIERNIKA 1887 ROKU W WIEKU 69 LATCONCEPTIO CULPA NASCI PENA LABOR VITANECESSI MORIADAM Z ST...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W lipcu 1941 roku jako czBonek Episkopatu Polski witaB chlebem i sol oficerw niemieckich wojsk okupacyjnych, haDbic rd arystokratw polskich i Episkopat
- Eliza Orzeszkowa-Gloria Victis Geneza „Gloria victis” została wydana po raz pierwszy w zbiorze nowel Orzeszkowej w Wilnie w 1910 roku...
- Zygmunt Krasiński-Nieboska Komedia Geneza Zygmunt Krasiński napisał dramat „Nie-boska komedia” w 1833 roku, wydał zaś anonimowo w 1835 r...
- Na pocztku 1950 roku przedstawiciele Zwizku Radzieckiego, Chiskiej Republiki Ludowej i Korei Pnocnej na spotkaniu w Pekinie omawiali plany uderzenia na Republik...
- Aż do wiosny tego roku schemat wyglądał następująco: coraz pospieszniejsze stosunki, po których następowała krótka drzemka (nawiasem mówiąc, ulubiony...
- Zasługa przedstawienia schematu, który okazał się zasadniczo prawidłowy, przypadła Dymitrowi Mendelejewowi, który w 1869 roku ukończył pierwszy z długiej...
- Aby uniknąć tego śmiesznego, rzecz jasna, wniosku, w 1900 roku niemiecki uczony Max Pianek sformułował tezę, że światło, promienie Roentgena i inne fale...
- Moze w zwiazku z tym pozostaje notatka, która tu wypisuje z poznanskiej "Teczy" nr 43 z roku 1928: "W miasteczku Kuncewicze na pograniczu wschodnim powstala wsród Zydów...
- pytania dotyczące Polski: Kto od 20 lat po 1989 roku dorobił sięgigantycznych pieniędzy? Kto zniszczył ludzi chcących się uczciwie dorobić(jak Pan...
- Gdy w roku 1949 odwiedziłem Szuberta i w rozmowie poruszyliśmy ten temat, Szubert starał się tłumaczyć ich mówiąc, że “przecież oni też chcieli żyć”...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
VICTOR AD 1129
Dziwne epitafium jak na wiktoriańskiego dżentelmena, właściciela ziemskiego, a poza tym jeszcze dziwaczniejsze miejsce na zgon.
Obecny właściciel Folwarku Toynton być może odziedziczył po przodku swą ekscentryczność. Conceptio culpa: teologia grzechu pierworodnego została odrzucona przez współczesnego człowieka wraz z innymi niewygodnymi dogmatami; nawet w 1887 roku musiała już być przestarzała. Nasci pena: narkoza miłosiernie pomogła unieważnić to dogmatyczne stwierdzenie. Labor vita: człowiek technologiczny dwudziestego wieku unikał tego jak mógł. Necessi mori: aha, z tym wciąż nic nie dało się zrobić. Śmierć. Można ją było ignorować, czuć trwogę, a nawet godzić się na nią, lecz nie zdołano jej pokonać. Pozostała równie natrętna jak te pamiątkowe tablice, tyle że jeszcze bardziej trwała. Śmierć: taka sama wczoraj, dzisiaj i zawsze. Czy Wilfred Mancroft Anstey sam obrał to posępne memento mori?
Dalgliesh szedł dalej wzdłuż krawędzi urwiska, obchodząc zatoczkę wypełnioną kamykami. Jakieś dwadzieścia jardów przed nim słabo wytyczona ścieżka prowadziła w dół ku plaży; była stroma i prawdopodobnie zdradliwa podczas deszczowych dni. Częściowo wynikała z naturalnego ukształtowania skał w tym właśnie miejscu, częściowo zaś była dziełem człowieka. Tuż pod stopami detektywa urwisko przechodziło w niemal pionową wapienną ścianę. Ze zdumieniem dostrzegł, że mimo wczesnej pory po skale pięli się dwaj alpiniści przewiązani liną. Człowiek z gołą głową, stojący wyżej, nie mógł być nikim innym jak Juliusem Courtem. Gdy drugi wspinający się zerknął w górę, Dalgliesh rozpoznał twarz pod czerwonym kaskiem. Courtowi towarzyszył Dennis Lerner.
Wchodzili powoli, ale fachowo; na tyle pewnie, że nie czuł potrzeby cofnięcia się, na wypadek gdyby nieoczekiwany widok obcej osoby miał ich zaskoczyć. Musieli już wcześniej tędy się wspinać; widać, że opanowali trasę i techniki. Teraz pokonywali już końcowe podejście. Patrząc na płynne, niespieszne ruchy Courta, ciało przyklejone do skalnej ściany, miał wrażenie, jakby to nie był człowiek, a pijawka. Dalgliesh przypomniał sobie własne wejścia z młodości. Teraz wspinał się w wyobraźni razem z nimi, w myślach rejestrując każdy etap. Trawers w prawo około piętnastu stóp, za pomocą haków; trudny krok do góry; potem jeszcze jeden na niewielki blok skalny; zdobycie następnej półki przy gzymsie; wejście na bruzdę za pomocą dwóch haków i jednej liny aż do poziomej szczeliny; znów przejście bruzdą aż do małej półki w rogu; wreszcie zdobycie szczytu przy użyciu dwóch haków.
Dziesięć minut później Dalgliesh podszedł powoli do miejsca, gdzie Julius przekładał ramiona przez występ skalny. Court podciągnął się i nieco zdyszany stanął obok Dalgliesha. Bez słowa wbił hak w szczelinę skalną przy jednym z większych głazów, przełożył linę, obwiązał się nią w talii i zaczął ją luzować. Ze ściany skalnej dobiegł ich wesoły okrzyk. Julius, z liną wokół pasa, oparł się o głaz i krzyknął: “Jeśli jesteś gotowy, to możesz zaczynać". Zaczął powoli, ostrożnie podciągać linę. W niecały kwadrans potem Dennis Lerner stanął obok niego i zaczął zwijać linę. Mrużąc nerwowo oczy, Dennis zdjął okulary w metalowych oprawkach, otarł z twarzy pył wodny i drżącymi rękoma ponownie założył okulary na nos. Julius spojrzał na zegarek:
- Godzina i dwanaście minut, to jak na razie nasz najlepszy rezultat.
Odwrócił się do Dalgliesha.
- Nie ma wielu terenów wspinaczkowych w tej części wybrzeża. Za dużo tu łupków ilastych, więc dla urozmaicenia próbujemy walczyć z czasem. Czy pan też się wspina? Dysponuję wolnym sprzętem.
- Nie wspinałem się od czasów szkolnych, a sądząc z tego, co widziałem, nie byłbym dla pana partnerem.
Nawet nie usiłował wyjaśniać, że jest jeszcze za słaby po chorobie i bałby się wspinać. Dawniej może próbowałby tłumaczyć swą niechęć, ale już od kilku lat nie obchodziło go, jak ludzie oceniają jego odwagę. Julius powiedział:
- Wilfred kiedyś wchodził ze mną, ale jakieś trzy miesiące temu zauważyliśmy, że ktoś celowo przetarł jedną z jego lin. Akurat mieliśmy się zmierzyć z tym fragmentem skalnym. Nie pozwolił szukać winowajcy. Myślę, że ktoś w Folwarku okazał w ten sposób osobistą niechęć. Wilfred musi od czasu do czasu liczyć się z takimi niefortunnymi okolicznościami. Odgrywanie Bogu pociąga ryzyko zawodowe. Właściwie nie znalazł się w prawdziwym niebezpieczeństwie. Zawsze dokładnie przeglądam sprzęt, zanim zaczniemy wspinaczkę. Ale ten incydent go zdenerwował, a może nawet zapewnił mu wymówkę. Mógł zrezygnować z uprawiania tego sportu. Nigdy nie był w nim za dobry. Teraz wchodzę z Dennisem, jeśli ma akurat wolny dzień, tak jak dzisiaj.
Lerner odwrócił się i uśmiechnął do Dalgliesha. Ten uśmiech zmienił jego twarz, uwolnił ją od napięcia. Teraz pielęgniarz wyglądał jak chłopiec, który wyznaje wielką tajemnicę: