Smród jej strachu był równie intensywny jak płci, może nieco bardziej kwaśny...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- Byæ mo¿e, i¿ tu w³aœnie odkryjemy jeszcze dziedzinê naszego wynalazku, dziedzinê, w której zdobyæ siê mo¿emy jeszcze na oryginalnoœæ, naprzyk³ad [!] jako parodyœci...
- Statyczne pole magnetyczne może być wytwarzane przez sztabkowe magnesy trwale i przez elektromagnesy: Nie istnieją pojedyncze bieguny magnetyczne -...
- 08 Przynoœcie wiêc owoc godny nawrócenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bóg mo¿e wywieœæ synów Abrahamowi...
- — ProÅ›ba o pomoc, która czekaÅ‚a tysiÄ…c lat, może poczekać jeszcze kilka godzin — albo dni — prychnęła Jonja...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- Z drugiej strony ciekawym przyk³adem ró¿norodnoœci motywacji, którymi kierowa³y siê „stare" i „nowe" si³y polityczne w ustalaniu ordynacji mo¿e byæ ordynacja...
- Moze w zwiazku z tym pozostaje notatka, która tu wypisuje z poznanskiej "Teczy" nr 43 z roku 1928: "W miasteczku Kuncewicze na pograniczu wschodnim powstala wsród Zydów...
- Chociaż trenowałem i trenowałem godzinami, nie przypuszczałem, że dwanaście zaledwie minut walki może trwać tak bardzo długo...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ten pierwszy pobudziÅ‚ w nim pragnienie krwi tak mocno jak ten drugi – pożądanie seksualne. ChciaÅ‚, by jej krew kapaÅ‚a mu na wargi, chciaÅ‚ smakować jÄ… na jÄ™zyku, chciaÅ‚ zanurzyć pysk w jej rozprutym brzuchu w poszukiwaniu bogatej w potrzebne mu skÅ‚adniki, smakowitej wÄ…troby.
Dzieliło go od niej niecałe dziesięć metrów.
Pięć metrów.
Dwa metry.
Ben pomógł Whitowi oprzeć się o niewysoki płotek ogradzający poletko chwastów, na którym kiedyś rosły kwiaty. Nad ich głowami skrzypiał i postukiwał targany wiatrem szyld motelu.
– Nie martw siÄ™ o mnie – powiedziaÅ‚ Whit, odpychajÄ…c przyjaciela.
– Twoja twarz...
– Pomóż Rachael. Idź do niej.
– Ty krwawisz.
– BÄ™dÄ™ żyÅ‚, bÄ™dÄ™ żyÅ‚. Ale ten potwór Å›ciga Rachael – rzekÅ‚ Whit, a w jego gÅ‚osie Ben rozpoznaÅ‚ ten straszny ton najczystszego przerażenia i desperacji, który sÅ‚yszaÅ‚ tylko u żoÅ‚nierzy w Wietnamie. – Mnie zostawiÅ‚ w spokoju i pobiegÅ‚ za niÄ….
– Potwór?
– Czy masz broÅ„? Dobrze. Magnum. Dobrze.
– Potwór? – jeszcze raz zapytaÅ‚ Benny.
Nagle zerwał się jeszcze bardziej porywisty wiatr, a z nieba zwaliły się takie masy wody, jakby gdzieś nad ich głowami pękła tama. Whit zaczął krzyczeć, żeby Ben mógł go usłyszeć:
– Leben. To Leben, ale potwornie zmieniony. O Boże, naprawdÄ™ potwornie zmieniony. To już nie jest Leben. Rachael nazwaÅ‚a go genetycznym chaosem. Ewolucja wsteczna, cofanie siÄ™ w rozwoju. Kompleksowa mutacja. Benny, pospiesz siÄ™! Biegnij do biura!
Ben nie mógł zrozumieć, o czym mówi jego przyjaciel, ale czuł, że Rachael jest w jeszcze większym niebezpieczeństwie, niż podejrzewał. Zostawił więc Whita opartego o płotek i pobiegł w stronę wejścia do motelu.
Rachael posuwała się po belkach jak tylko mogła najszybciej. Na poddaszu panowała ciemność niczym w podziemnym tunelu. Kobieta nic nie widziała, a na dodatek ogłuszał ją łoskot, z jakim krople deszczu waliły w dach nad jej głową. Bała się, że ucieka zbyt wolno, by ujść bestii, a mimo to szybciej, niż przypuszczała, dotarła do końca korytarza. Uderzyła głową w ścianę zamykającą strych w tym skrzydle motelu.
Dziwne, że do tej pory nie zastanowiła się, co zrobi, gdy znajdzie się w tym miejscu. Jej umysł tak bardzo zaabsorbowany był ucieczką, byle dalej od łap niby-Erica, że podświadomie wydawało jej się, iż poddasze ciągnie się w nieskończoność.
Jęknęła, zrozpaczona, gdy zrozumiała, że zabrnęła w ślepą uliczkę. Rzuciła się w prawo, mając nadzieję, że może ciemny korytarz skręca nad środkowe skrzydło budynku. Zapewne tam również był podobny strych, ale od lewego skrzydła dzieliła go murowana ściana przeciwpożarowa. Tłukąc na oślep rękami, wyczuła pod palcami zimną, chropowatą powierzchnię betonu, granicę śmierci i życia, której nie zdoła przekroczyć.
Gdzieś bardzo blisko za jej plecami niby-Eric wydał nieartykułowany okrzyk tryumfu i obscenicznego głodu, który zagłuszył nawet dźwięki burzy.
Zaczerpnęła gwaÅ‚townie tchu i zatoczyÅ‚a wokół gÅ‚owÄ…. Bliskość potwora zaszokowaÅ‚a jÄ…. MyÅ›laÅ‚a, że ma jeszcze minutÄ™ – lub choćby pół minuty – żeby coÅ› wymyÅ›lić. Ale po raz pierwszy od chwili, kiedy bestia zatrzasnęła za sobÄ… klapÄ™, pogrążajÄ…c strych w absolutnej ciemnoÅ›ci, Rachael ujrzaÅ‚a jej żądne krwi oczy. BÅ‚yszczÄ…ca jasnozielonym Å›wiatÅ‚em gaÅ‚ka podlegaÅ‚a zmianom, które najwyraźniej miaÅ‚y upodobnić jÄ… do drugiego, pomaraÅ„czowego oka węża. Rachael znajdowaÅ‚a siÄ™ tak blisko nich, że widziaÅ‚a w spojrzeniu potwora trudnÄ… do opisania nienawiść. StaÅ‚ bowiem w odlegÅ‚oÅ›ci... niecaÅ‚ych dwóch metrów od niej.
Jego oddech cuchnÄ…Å‚.
Rachael wyczuła, że potwór widzi ją bardzo dobrze.
A on już wyciągał po nią w ciemności swe mocarne łapy... Czuła, że zdeformowana kończyna zmierza w jej stronę...
Z całych sił wtuliła się w betonową ścianę, którą miała za plecami.
Pomyśl, pomyśl.