Może Kitchener zastosowałby politykę spalonej ziemi bez sugestii Seana...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- Byæ mo¿e, i¿ tu w³aœnie odkryjemy jeszcze dziedzinê naszego wynalazku, dziedzinê, w której zdobyæ siê mo¿emy jeszcze na oryginalnoœæ, naprzyk³ad [!] jako parodyœci...
- Statyczne pole magnetyczne może być wytwarzane przez sztabkowe magnesy trwale i przez elektromagnesy: Nie istnieją pojedyncze bieguny magnetyczne -...
- 08 Przynoœcie wiêc owoc godny nawrócenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bóg mo¿e wywieœæ synów Abrahamowi...
- — ProÅ›ba o pomoc, która czekaÅ‚a tysiÄ…c lat, może poczekać jeszcze kilka godzin — albo dni — prychnęła Jonja...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- Moze w zwiazku z tym pozostaje notatka, która tu wypisuje z poznanskiej "Teczy" nr 43 z roku 1928: "W miasteczku Kuncewicze na pograniczu wschodnim powstala wsród Zydów...
- Chociaż trenowałem i trenowałem godzinami, nie przypuszczałem, że dwanaście zaledwie minut walki może trwać tak bardzo długo...
- Aby współżyć w owocnej spółce z okrętem, trzeba poznać nie to, czego on dokonać nie może; trzeba raczej posiąść dokładną wiedzę o tym, na co się okręt...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Może Sean wcale
nie był odpowiedzialny za stworzenie obozów koncentracyjnych, które wzbudziły w ludziach
i w nim samym tak wielką nienawiść, że musiał z nią walczyć do końca życia. Nigdy się tego
nie dowiedział. Był zły i pijany, ale ta wymówka nie potrafiła uciszyć jego sumienia.
Nagle poczuł się zupełnie wypalony, jakby ogarnięty przeczuciem zła, które właśnie
zasiał. Siedział zatopiony w myślach, podczas gdy inni dyskutowali jego idee, rozszerzając je,
tworząc w oparciu o nie zarysy planów.
Kiedy obiad się skończył i goście przeszli do następnej sali na kawę, Sean podjął
jeszcze jedną próbę pogodzenia się z bratem. Podszedł do niego, zapominając o swojej dumie.
- Byłem w zeszłym miesiącu w Ladyburgu. Wszyscy są zdrowi. Ada napisała do
mnie...
- Dostaję co tydzień Ust od mojej żony, macochy i syna. Wiem dobrze, co się u nich
dzieje. Dziękuję. - Garry patrzył gdzieś ponad ramieniem brata.
- Garry...
- Przepraszam. - Garry skinął sztywno głową i pokuśtykał do grupy oficerów. Nie
odwrócił się do Seana.
- Chodźmy do domu, Candy.
- Ależ, Sean...
- Chodź.
Sean nie spał tej nocy.
41. Kwatera głównodowodzącego wschodnim sektorem była usytuowana w biurze
browaru na ulicy Plein. Major Peterson czekał już na Garry'ego, gdy przybył na wezwanie.
- Sir, posłałem po pana dwie godziny temu.
- Byłem niezdrów - odpowiedział mu Garry.
- Stary Ach nie jest dziś w najlepszym humorze. Lepiej będzie, jeśli nie każemy mu
dłużej na siebie czekać. Chodźmy.
Peterson poprowadził go do drzwi na samym końcu korytarza. Zastukał do nich i
otworzył. Acheson podniósł wzrok znad rozłożonych na stole papierów.
- Sir, przyszedł pułkownik Courteney.
- Dziękuję, Peterson. Niech pan wejdzie, Courteney. Peterson zamknął za sobą drzwi,
zostawiajÄ…c Garry'ego stojÄ…cego
na grubym perskim dywanie naprzeciw biurka generała.
- Courteney, kazałem posłać po pana dwie godziny temu. - Acheson zwrócił się do
niego z tą samą wymówką i Garry przestąpił z nogi na nogę.
- Nie czułem się najlepiej dziś rano, sir. Musiałem wezwać lekarza. Acheson gładził
palcami siwe wąsy, przyglądając się bacznym wzrokiem ciemnym sińcom pod oczami
pułkownika i jego ziemistej cerze.
- Niech pan siada - rozkazał.
Acheson nie odzywał się, ale nie spuszczał oczu z Garry'ego. Garry starał się uniknąć
tego spojrzenia. Czuł się niepewnie po nocnym przepiciu. Jego skóra była sucha i nad wyraz
wrażliwa. Garry wiercił się na krześle, składając i rozkładając dłonie.
- Chciałbym poprosić o jednego z pańskich ludzi - odezwał się wreszcie Acheson.
- Oczywiście, sir - pośpiesznie odparł Garry.
- Sierżanta Courteneya. Chciałbym powierzyć mu samodzielne dowództwo nad
oddziałem.
Garry siedział teraz nieruchomo.
- Wie pan, o kim mówię? - nalegał Acheson.
- Tak, sir.
- Powinien pan - mruknął sucho Acheson. - Osobiście przedstawiłem go panu dwa
razy do awansu. - Spojrzał na leżące przed nim dokumenty.
- Tak, sir. - Dłoń Garry'ego otwierała się i zamykała nieustannie.
- Zauważyłem, że nie przyjął pan żadnej z tych rekomendacji.
- Nie, sir.
- Czy mogę zapytać dlaczego?
- Nie miałem... Nie uważałem, żeby te okazje zasługiwały na szczególne wyróżnienie.
- Uważa pan, że myliłem się w swoim osądzie? - spytał grzecznie Acheson.
- Nie, sir. Oczywiście, że nie - zaprzeczył szybko Garry.
- No więc? - Oczy generała były bladoniebieskie i zimne.
- Rozmawiałem z nim. Pogratulowałem mu. Po Colenso dałem mu urlop.
- Bardzo wspaniałomyślne z pana strony, zwłaszcza ze względu na rany, jakie
otrzymał w tej bitwie.
- Nie chciałem, żeby... Widzi pan, on jest moim bratem. Było mi niezręcznie. To
byłoby faworyzowanie. Nie mogłem nic zrobić. - Garry wił się na krześle, a jego dłonie
uniosły się do góry, drapiąc powietrze, jakby chciały z niego wydobyć brakujące słowa.
- To pański brat? - spytał Acheson.
- Tak. Mój brat. Znam go. Ja go znam, pan nie, Nie ma pan nawet pojęcia. - Garry
czuł, jak jego myśli się plączą. Własny głos wydawał mu się wyjątkowo piskliwy. Musiał
wszystko wytłumaczyć. Musiał powiedzieć o wszystkim Achesonowi. - Moja noga - niemal
pisnął - moja noga. Widzi ją pan. Niech pan spojrzy! To on zrobił. Zabrał mi nogę. Nie zna go
pan. Jest zły, zły. Mówię panu, że jest zły.
Wyraz twarzy Achesona nie zmienił się, ale jego oczy stały się jeszcze zimniejsze i
uważne. Garry czuł, że musi dotrzeć do niego, przekonać go.
- Anna. - Usta Garry'ego były wilgotne i drżące. - Moja żona, Anna. To on jej to
zrobił. Wszystko, czego dotknie - nie ma pan pojęcia, jaki on jest. Ja go znam. On jest zły.
Próbowałem, miałem nadzieję pod Colenso, ale jego nie można zniszczyć. To on wszystko
niszczy.
- Pułkowniku Courteney! - Ostry głos przerwał jego bełkot i Garry drgnął na dźwięk
głosu generała. Zakrył usta ręką i wolno opadł na krzesło.
- Chciałem tylko wyjaśnić. Pan nie rozumie.
- Wydaje mi się, że rozumiem. - Acheson wymawiał ostro i krótko każde słowo. -
Udzielam panu bezterminowego urlopu ze względu na kłopoty zdrowotne.
- Nie może pan tego zrobić. Nie złożę rezygnacji.
- Nie proszę pana o nią - stwierdził Acheson. - Jeszcze dzisiaj prześlę papiery do
pańskiej kwatery. Może pan pojechać jutrzejszym pociągiem.
- Ale... ale, sir...
- To wszystko, Courteney. Może pan odejść. Acheson skoncentrował się na
dokumentach.