- Może i jest ktoś taki...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- By moe, i tu wanie odkryjemy jeszcze dziedzin naszego wynalazku, dziedzin, w ktrej zdoby si moemy jeszcze na oryginalno, naprzykad [!] jako parodyci...
- Statyczne pole magnetyczne może być wytwarzane przez sztabkowe magnesy trwale i przez elektromagnesy: Nie istnieją pojedyncze bieguny magnetyczne -...
- 08 Przynocie wic owoc godny nawrcenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bg moe wywie synw Abrahamowi...
- — Prośba o pomoc, która czekała tysiąc lat, może poczekać jeszcze kilka godzin — albo dni — prychnęła Jonja...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- Z drugiej strony ciekawym przykadem rnorodnoci motywacji, ktrymi kieroway si stare" i nowe" siy polityczne w ustalaniu ordynacji moe by ordynacja...
- Moze w zwiazku z tym pozostaje notatka, która tu wypisuje z poznanskiej "Teczy" nr 43 z roku 1928: "W miasteczku Kuncewicze na pograniczu wschodnim powstala wsród Zydów...
- Chociaż trenowałem i trenowałem godzinami, nie przypuszczałem, że dwanaście zaledwie minut walki może trwać tak bardzo długo...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- Co? O kim myślisz, Carl? Znasz prawnika, który może mi pomóc?
- No, niezupełnie. A jakiego prawnika szukasz? Takiego jak ty? Prokuratora? Pasowałby ci?
- Jasne. Gdyby tylko chciał zrobić to, co chcę. Prokurator zrozumiałby moją sytuację.
- W takim razie może znam kogoś, z kim mogłabyś porozmawiać.
- Znasz prokuratorów? No pewnie. Jakich? Federalnych, stanowych? Ludzi, dla których zeznajesz? Kto to?
- Nie. Myślałem o żonie doktora Gregory'ego. O mało nie wybuchnęłam śmiechem.
- Słucham?
- Żona doktora Gregory'ego jest prokuratorem okręgowym... Tutaj, w Boulder.
Nie wierzyłam własnym uszom.
- Skąd o tym wiesz?
- Nie jestem zbyt... ufny. Sprawdziłem go, zanim zacząłem do niego chodzić. Ona jest prokuratorem. Nie nosi tego samego nazwiska co on. Mam to zapisane w domu. Zaufaj mi, wiem, co mówię.
Nie zwątpiłam w to ani przez chwilę.
- Znasz ją, Carl? Pokręcił głową.
- Osobiście nie. Ale nietrudno będzie się z nią zapoznać.
Kilka minut później Carl wysadził mnie i Landon przy wejściu do restauracji w Chautauąua. Było to ryzykowne; czułam się widoczna jak na dłoni, kiedy wysiadałam w środku dnia na oczach kilkunastu osób, ale nie miałam siły, żeby przepchnąć wózek z Landon stromym zboczem prowadzącym od Baseline Road do naszego domku. Spacer ze stołówki miał być dużo łatwiejszy.
Zaczęłam już powątpiewać w słuszność przykucia Landon do wózka inwalidzkiego.
Po odjeździe Carla zawiozłam ją w wózku do Kinnikinic i dalej w stronę Łupinę i naszego małego domku, uśmiechając się po drodze do paru mijanych sąsiadów.
Kiedy już znalazłyśmy się na osłoniętej werandzie, Landon wyskoczyła z wózka, odwróciła się do mnie i powiedziała:
- To jest tak strasznie niesprawiedliwe!
- Tak, masz rację. To szczyt niesprawiedliwości. Zaskoczyła mnie, uśmiechając się.
- Szczyt to za mało powiedziane. Raczej Mount Everest. Wymówiła: Mołnt Everest.
Nie poprawiłam jej.
Żeby udobruchać córkę, zagrałam z nią - i przegrałam - trzy razy w scrabble'a, zanim postanowiła zaszyć się w sypialni z przenośnym odtwarzaczem CD i ostatnim Harrym Potterem.
Zaparzyłam herbatę z ekspresowej torebki Liptona, która leżała chyba w głębi kuchennego kredensu od początku prezydentury Lyndona Johnsona. Zaniosłam swój kubek na osłoniętą werandę i położyłam się na starym drewnianym szezlongu przykrytym popękanymi winylowymi poduszkami koloru wyschniętej natki. Szezlong był dużo wygodniejszy niż wyglądał.
Osłonięte siatką werandy, tak powszechne wokół mojego nowego domu, początkowo mnie zdziwiły. Zanim odkryłam Chautauąua, nie widziałam w Boulder ani jednej osłoniętej werandy. Nie widziałam też zbyt wielu owadów. Nie tak jak na południu.
Okolica mojej nowej kryjówki wyglądała jak ilustracja Normana Rockwella. Patrzyłam na dwie dziewczynki, starsza siostra wiozła w spacerówce młodszą. Wózek był stary, takie łóżeczko na kółkach. Dziewczynki zbliżały się do mnie wzdłuż Łupinę. Starsza dziewczynka śpiewała piosenkę, rozśmieszając maleństwo. Po drugiej stronie ulicy kobieta w wieku mojej gospodyni rozwieszała pościel na sznurze rozpiętym między dwoma drzewami.
Pościel była biała. Po prostu biała.
Żaden z samochodów zaparkowanych przy wąskich uliczkach Chautauąua nie był nowym modelem. Do nowości było im daleko. Chociaż ceny działek w Boulder były absurdalnie wysokie, nie była to bogata okolica. Małe trawniki wyglądały na zaniedbane. Nie szumiała klimatyzacja.
Gdyby udało mi się zostać w Boulder, pomyślałabym, że byłoby to idealne miejsce, by zacząć z Landon normalne życie. Ale teraz normalne życie było mrzonką.
Zamknęłam oczy i zaczęłam się zastanawiać, czy Carl Luppo ma rację - czy żona doktora Gregory'ego naprawdę może mi pomóc.
Prawie zasnęłam, kiedy rozmyślałam o starzeniu się.