kwietnia roku pańskiego 1901, w dwudziestą piątą rocznicę ucieczki z domu Ja- śnie Wielmożnej Panny Katarzyny Rolnickiej”...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W lipcu 1941 roku jako czBonek Episkopatu Polski witaB chlebem i sol oficerw niemieckich wojsk okupacyjnych, haDbic rd arystokratw polskich i Episkopat
- Eliza Orzeszkowa-Gloria Victis Geneza „Gloria victis” została wydana po raz pierwszy w zbiorze nowel Orzeszkowej w Wilnie w 1910 roku...
- Zygmunt Krasiński-Nieboska Komedia Geneza Zygmunt Krasiński napisał dramat „Nie-boska komedia” w 1833 roku, wydał zaś anonimowo w 1835 r...
- Na pocztku 1950 roku przedstawiciele Zwizku Radzieckiego, Chiskiej Republiki Ludowej i Korei Pnocnej na spotkaniu w Pekinie omawiali plany uderzenia na Republik...
- Aż do wiosny tego roku schemat wyglądał następująco: coraz pospieszniejsze stosunki, po których następowała krótka drzemka (nawiasem mówiąc, ulubiony...
- Zasługa przedstawienia schematu, który okazał się zasadniczo prawidłowy, przypadła Dymitrowi Mendelejewowi, który w 1869 roku ukończył pierwszy z długiej...
- Aby uniknąć tego śmiesznego, rzecz jasna, wniosku, w 1900 roku niemiecki uczony Max Pianek sformułował tezę, że światło, promienie Roentgena i inne fale...
- Moze w zwiazku z tym pozostaje notatka, która tu wypisuje z poznanskiej "Teczy" nr 43 z roku 1928: "W miasteczku Kuncewicze na pograniczu wschodnim powstala wsród Zydów...
- pytania dotyczące Polski: Kto od 20 lat po 1989 roku dorobił sięgigantycznych pieniędzy? Kto zniszczył ludzi chcących się uczciwie dorobić(jak Pan...
- Gdy w roku 1949 odwiedziłem Szuberta i w rozmowie poruszyliśmy ten temat, Szubert starał się tłumaczyć ich mówiąc, że “przecież oni też chcieli żyć”...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Michał nie był specjalnie przesądny, ale osobliwa zbieżność dat przyprawiła
go o bicie serca. Poczuł, że do reszty traci równowagę. Cudowny facet przyniósł
te nadzwyczajne rzeczy, ale cudownego faceta trzeba się wreszcie pozbyć, żeby móc je spokojnie przeczytać. Dojrzał tam już coś zupełnie nieprawdopodobnego
i chory będzie, jeśli się tym nie zajmie!
Adama zaczęła już ogarniać beznadziejna rozpacz, kiedy muzealny szaleniec
eksplodował nagle dziką energią. Zerwał się z miejsca, wywlókł Adama z budyn-
ku, wrócił po jakieś pieczątki do gabinetu kustosza, drugi raz wrócił po papier, trzeci raz zawrócił, żeby zamknąć drzwi. Ciągnąc go za sobą wykrzykiwał coś
o Urzędzie Stanu Cywilnego. Zdesperowany Adam opierał się z całej siły, aż dotarły do niego chaotyczne wyjaśnienia, że maszynistka w USC pisze najpiękniej w całym województwie. Wówczas zaniechał oporu i zaproponował, żeby może
jednak nie lecieć czterech kilometrów piechotą, tylko pojechać do Węgrowa jego furgonetką. Zawrócili już od szosy i galopem popędzili do furgonetki.
W godzinę później sprawa była całkowicie załatwiona. Uszczęśliwiony Adam
udał się do domu z pismami, których ton był tak entuzjastyczny, że mógł zastąpić bez mała Złoty Krzyż Zasługi, a Michał został wreszcie sam. Wrócił do muzeum, zamknął się na klucz i zasiadł do czytania.
24
Uroczyście, z uczuciem, że wstępuje do raju, wyciągnął przede wszystkim coś, co wstrząsnęło nim na pierwszy rzut oka. Dokument nosił tytuł: „Spis ma-jętności zgromadzonych przez JWPanią Zofię Bolnicką, oddanych w depozyt
Bartłomiejowi Łagiewce dla przyszłego przekazania jej spadkobiercom zgodnie
z ostatnią jej wolą, wyrażoną w testamencie z dnia 11 kwietnia a.d. 1901”. Począ-
tek dokumentu był w doskonałym stanie, środek i koniec natomiast uległy pew-
nemu zniszczeniu na skutek gorszej jakości papieru i były prawie nieczytelne.
Poniżej tytułu widniała długa lista. Od pierwszej pozycji Michała zaczęło dła-wić w gardle, pierwsza pozycja wymieniała bowiem rubli w złocie 15 tysięcy
i uświadomił sobie natychmiast, jakie okazy numizmatyczne stanowią owe ruble.
Przy drugiej zaparło mu dech w piersiach. Wypisana tam była jak byk informa-
cja, że chodzi o dwa tysiące sztuk różnych monet złotych i srebrnych, z dawna nie używanych w obiegu, w tym tak zwanych bizantynów, solidów, groszy pol-skich, dukatów, talarów i innych. Następnie czytał dalej opis klejnotów i ozdób, aż musiał wstać i napić się wody, dotarł bowiem do świecznika, przed trzystu laty za-kupionego od potomka rodu, w którym stanowił łup z wypraw krzyżowych. Przy
starodawnej ozdobie głowy z trzystu pereł wykonanej pociemniało mu w oczach,
zaś po serwisie srebrnym roboty krakowskiego złotnika, wykonanym przed samą
śmiercią królowej Jadwigi, przestał czytać. Przetarł oczy, potrząsnął głową, rozmazał sobie po twarzy resztkę nie wypitej wody i zaczął jeszcze raz od początku.
Dalszy ciąg tekstu, poniżej serwisu, był piegowaty i lektura jęła stwarzać pew-ne trudności. Michał z mozołem odcyfrowywał wybrakowane litery, ze wstrętem
myśląc o kupcu, który dostarczył notariuszowi zły papier. W całości udało mu się odczytać tylko informację o portrecie babci pani Zofii, namalowanym z czystej sympatii do niej przez mistrza Bacciarellego, reszty mógł się najwyżej domyślać.
Gorąco mu było przeraźliwie, twarz go paliła, czuł niemal zawrót głowy, oczy-
ma duszy z niesłychaną dokładnością widział każdy opisywany przedmiot. Wstał
z krzesła, wykonał przy oknie kilka głębokich wdechów i wydechów, przyniósł
sobie następną szklankę wody i zaczął czytać po raz trzeci.
25
Doczytawszy w upojeniu do końca, uprzytomnił sobie wreszcie, co czyta. Spis przedmiotów oddanych w depozyt. . . Notariusz wziął to wszystko w kupie, tu jest spis, a gdzie przedmioty. . . ?
— Na litość boską, co się z tym wszystkim stało?! — wyjęczał rozdzierają-
co w kierunku okna i po chwili dodał półgłosem: — Spokojnie, Michałku, tylko
spokojnie. . .
Odsunął wstrząsający spis i przystąpił do dalszego przeglądania zawartości
skrzynki. Wśród licznych aktów kupna i sprzedaży najrozmaitszych obiektów
znalazł notatki odmiennej treści. Jedna z nich głosiła:
„W pierwszą rocznicę śmierci mojego świętej pamięci nieboszczyka ojca, Bar-
tłomieja Łagiewki, stwierdzam jako stan bieżący spadek po świętej pamięci Zofii Bolnickiej. Dobra w zarządzie moim z pomocą boską i Antoniego Włókniewskiego. Katarzyna z Bolnickich Wojtyczkowa ciągle żyje.”