Być może po prostu się przeceniam...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- W jakiej więc mierze obiektywny jest uzyskany przez nas opis świata, w szczególności - opis świata atomów? Fizyka klasyczna opierała się na przekonaniu (może...
- Byæ mo¿e, i¿ tu w³aœnie odkryjemy jeszcze dziedzinê naszego wynalazku, dziedzinê, w której zdobyæ siê mo¿emy jeszcze na oryginalnoœæ, naprzyk³ad [!] jako parodyœci...
- Statyczne pole magnetyczne może być wytwarzane przez sztabkowe magnesy trwale i przez elektromagnesy: Nie istnieją pojedyncze bieguny magnetyczne -...
- 08 Przynoœcie wiêc owoc godny nawrócenia,09 a nie wmawiajcie sobie: Abrahama mamy za ojca, bo powiadam wam: Z tych kamieni Bóg mo¿e wywieœæ synów Abrahamowi...
- — ProÅ›ba o pomoc, która czekaÅ‚a tysiÄ…c lat, może poczekać jeszcze kilka godzin — albo dni — prychnęła Jonja...
- - Boże, za jakąś chyba dopłatą, no nie wiem, ale to jest chyba świr trochę, co? A może wszyscy tak mają na starość? Kurcze, wiesz co? Musisz sama sobie kupić ten...
- Przez jakiś czas obserwowałem ich i może dlatego, że byli nowi, patrzenie na nich sprawiało mi przyjemność; przy nich czułem się bezpieczny...
- Z drugiej strony ciekawym przyk³adem ró¿norodnoœci motywacji, którymi kierowa³y siê „stare" i „nowe" si³y polityczne w ustalaniu ordynacji mo¿e byæ ordynacja...
- Moze w zwiazku z tym pozostaje notatka, która tu wypisuje z poznanskiej "Teczy" nr 43 z roku 1928: "W miasteczku Kuncewicze na pograniczu wschodnim powstala wsród Zydów...
- Chociaż trenowałem i trenowałem godzinami, nie przypuszczałem, że dwanaście zaledwie minut walki może trwać tak bardzo długo...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Ta obawa od kilku dni
zatruwa moje myśli. Być może nasz pocałunek podobał mu się
znacznie mniej niż mnie. Możliwe, że natychmiast poznał się na moim
braku doświadczenia i nie ma ochoty tego powtórzyć.
UnoszÄ™ kieliszek i wypijam kolejny Å‚yk szampana. Jonathan,
widząc to, przerywa rozmowę z Richardem, nadętym hrabią czegoś
tam, diabli wiedzą czego, i zbliża usta do mojego ucha.
– Grace, nie powinnaÅ› tyle pić – szepce. Mówi to tak, jak
powiedziałaby pewnie moja babcia, gdyby się dowiedziała, że obie z
Hope zeszłyśmy ze ścieżki cnoty. A właśnie na to mam teraz ochotę.
Ileż bym dała, żeby zejść teraz z tej ścieżki… Gdyby Jonathan tylko mi
na to pozwolił…
– Jestem już duża – odpowiadam, ale sama czujÄ™, że mam
problem z wyraźnym wymawianiem słów. – Nawet jeÅ›li nie chcesz
tego widzieć.
Z przekornÄ… minÄ… unoszÄ™ kieliszek i wypijam resztÄ™ alkoholu.
Momentalnie pojawia siÄ™ obok mnie uprzejmy kelner i pyta grzecznie,
czy życzę sobie jeszcze. Spoglądam prowokująco na mojego szefa i
kiwam z uśmiechem głową. Chcę, żeby mi zabronił, lecz on oczywiście
tego nie robi. Nie jesteśmy przecież sami. Jego brytyjskie maniery nie
pozwalajÄ… mu na takie zachowania, a ja to wykorzystujÄ™.
To jest jedna z rzeczy, których zdążyłam się o nim dowiedzieć.
Jonathan potrafi być niesamowicie arogancki, ale przykłada ogromną
wagę do savoir-vivre’u. Publiczne kłótnie czy choćby sprzeczki są dla
niego, podobnie jak dla wielu dobrze urodzonych Brytyjczyków,
niedopuszczalne. Dlatego mogę mieć pewność, że w obecności
czerwono żyłkowanego hrabiego i jego towarzyszki, pustej idiotki Tiffany, nie zrobi nic, co mogłoby mnie urazić. W ten sam sposób
zachował się przecież na lotnisku.
Nawet nie wie, ile bym dała, żeby zaczął mi rozkazywać. Żeby
się zdenerwował i zaczął krzyczeć. Albo żeby mnie szarpnął.
Wszystko, byle nie to chłodne opanowanie. Chcę go z powrotem
takiego jak w windzie, kiedy poczułam jego brutalną siłę. Obudziło się
w nim wtedy coś potężnego, co w tej chwili ukryte jest za fasadą
grzeczności.
Wciąż jeszcze patrzymy sobie w oczy. Widzę, że moje
zachowanie naprawdę go irytuje. W głębinach tego błękitu pojawia się
coraz więcej iskierek złości. To dobrze. Szybko wypijam kolejny łyk i
uśmiecham się do Tiffany, która opowiada o jakichś dyrdymałach.
Chodzi chyba o pierścionek, który ma na palcu, a który dostała w
prezencie od wspaniałego i hojnego Richarda.
Nachylam siÄ™ w stronÄ™ Jonathana i przyciÄ…gam go do siebie.
Chcę powiedzieć mu coś, czego inni nie powinni słyszeć. Przed chwilą
sam zachował się w ten sposób. Kiedy jednak ja tak robię, widzę złość
w jego oczach, bo mnie takie zachowanie nie przystoi. Niech siÄ™
denerwuje. Proszę bardzo. Alkohol dodaje mi odwagi. Kręci mi się w
głowie. Jest mi gorąco i czuję, że pieką mnie policzki. Kiedy dotykam
Jonathana, pieczenie robi siÄ™ trudne do zniesienia.
– Po co my tu w ogóle przyszliÅ›my? – pytam go cicho. W
każdym razie mam nadzieję, że mówię cicho. Tak naprawdę nie
kontrolujÄ™ gÅ‚osu. – Przecież nie robisz żadnych interesów z tym
hrabią… czegoÅ› tam. – Nie mogÄ™ sobie przypomnieć nazwy majÄ…tku. –
Prawda?
Nie rozumiem, dlaczego Jonathan spotyka się z tym odrażającym
typem. To ponoć biznesmen, ale od samego początku spotkania nie
padło ani jedno słowo o interesach. Przynajmniej do chwili, kiedy
byłam w stanie ich uważnie słuchać… Poza tym nie potrafię sobie
wyobrazić, żeby ta dwójka była w stanie normalnie współpracować.
Wyczuwam między nimi jakieś niedobre napięcie. Oczywiście
zwracajÄ… siÄ™ do siebie bardzo grzecznie i prawiÄ… sobie komplementy,
ale w trakcie kolacji zauważyłam, że jest między nimi coś jeszcze,
jakby usiłowali wzajemnie się podejść. Całkiem możliwe też, że jestem
po prostu zbyt pijana, żeby prawidłowo ocenić sytuację.
Jonathanowi nie podoba siÄ™ moje pytanie. Zanim mi odpowiada,
zaciska ze złością usta.
– Richard jest przyjacielem mojego ojca. CzÄ™sto razem polujÄ… –
tłumaczy półgłosem i obejmuje mnie ramieniem, nie odrywając wzroku
od hrabiego, który oparł się wygodnie i z zainteresowaniem przygląda
się całej scenie. Jonathan ściska mnie mocno za ramię. To wyraźne
ostrzeżenie. Dociera do mnie, że wcale nie mówiłam tak cicho, jak mi
się wydawało. Mimo to rozkoszuję się jego dotykiem i uśmiecham się
do niego niewinnie. Jonathan robi jeszcze groźniejszą minę.
Nachyla się trochę niżej. Czuję jego gorący oddech opływający
moje ucho. Momentalnie przechodzi mnie dreszcz.
– Opanuj siÄ™, Grace – szepcze tym razem tak ostrym tonem, że w
koÅ„cu do mojego mózgu dociera, co mówi. – JesteÅ› pijana.
Jego słowa działają na mnie niczym zimny prysznic. Mimo to ten
efekt trwa tylko chwilę. No cóż, powiedział prawdę. Nie jestem
zawiana ani podpita – znacznie gorzej – jestem solidnie pijana. Mam
wrażenie, że głowę wypełnia mi wata, z trudem rejestruję, co się wokół
mnie dzieje. Potrzebuję też trochę czasu, żeby skupić na czymś wzrok.
– Możliwe – przyznajÄ™ i sÅ‚yszÄ™, jak beÅ‚kotliwym gÅ‚osem mówiÄ™.
– Ale tylko odrobinÄ™.
Jonathan chyba mi nie wierzy, bo nie cofa ramienia, tylko
mocniej zaciska dłoń. Jak dobrze, myślę. Nie jestem przekonana, czy
bez jego pomocy utrzymałabym się na krześle w pozycji siedzącej.