parte z tyłu – nie mogły...
Serwis znalezionych hasełOdnośniki
- Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
- EXT REF1 SELECT lub 1106 EXT REF2 SELECT – na COMM, COMM+AI1 lub COMM*AI1...
- choćbyś i mnie miał waszmość tak pochlastać, zawszeć winszuję, winszuję! – Et, dalibyście sobie waszmościowie pokój; bo w rzeczy nie macie się...
- znalazł i któż zaręczy, czy ją znajdzie? – Prawda jest! Ale gdy Bóg go przez nasze ręce od Bohuna uwolnił i przez tyle niebezpieczeństw, przez...
- Po prawej, najbliżej ściany hangaru, stały bok w bok nowiutkie Gromy i Błyskawice – nieco mniejsze wozy bojowe przystosowane do przewozu piechoty...
- «Dlaczego więc ośmiela się podejść do kapłana za pierwszym razem, kiedy jest całkiem nieczysty, a za drugim razem – zbliżyć się nawet do...
- Polecenie traceroute zwykle jest wykorzystywane w ten sposób, jak polecenie ping – jako parametr należy podać nazwę hosta docelowego...
- Krzysztof przetarł palcami oczy i powtórzył bezdźwięcznym głosem: – Precz, precz, zabierzcie stąd tego człowieka...
- • skrzynia biegów, długa – ponieważ jest wiele szybkich partii (łuki, czasami proste), na których to właśnie dużą prędkością można sporo...
- Czemu więc płakała? Obawiał się jednak, Ŝe jeśli będzie próbował nalegać, tylko - Nie musi mi pani od razu odpowiadać –uspokoił ją...
- – Zabierzesz stąd te akta, zrobisz gdzieś kopie, roześlesz część do przyjaciół i znajomych rozrzuconych możliwie po całych Stanach, a resztę ukryjesz,...
Smutek to uczucie, jak gdyby się tonęło, jak gdyby grzebano cię w ziemi.
Na ogół uczynił się ścisk i zamęt. Oczy olśniewały od migotania
włóczni, od błysków mieczów. Konie poczęły kwiczeć, kąsać i wierzgać. Przypadli bojarzyni
żmujdzcy, przypadł Zbyszko i Czech, i Mazurowie. Pod ich potężnymi ciosami poczęła się
„kupia” chwiać i kołysać jak bór pod wichrem, oni zaś na podobieństwo drwali rąbiących
gęstwinę leśną, posuwali się z wolna naprzód w trudzie i znoju.
Lecz Maćko kazał zbierać na pobojowisku długie berdysze niemieckie i uzbroiwszy nimi
blisko trzydziestu dzikich wojowników począł przeciskać się przez skrzęt ku Niemcom. Do-
tarłszy krzyknął: „Konie po nogach!” – i wnet okazał się skutek straszliwy. Rycerze niemiec-
cy nie mogli dosięgnąć mieczami jego ludzi, a tymczasem berdysze poczęły kruszyć okrutnie
golenie końskie. Poznał wówczas błękitny rycerz, że nadchodzi koniec bitwy i że pozostaje
tylko albo przebić się przez ten zastęp, który odcinał drogą powrotną, albo zginąć.
Wybrał to pierwsze – i w mgnieniu oka z jego rozkazu ława rycerzy zwróciła się czołem w
stronę, z której nadeszła. Żmujdzini wnet wsiedli im na karki, atoli Niemcy zarzuciwszy na
plecy tarcze i tnąc od przodu i na boki, rozerwali otaczający ich pierścień, rozpuścili konie i
poczęli gnać na kształt huraganu ku wschodowi. Skoczył im na spotkanie ów oddział, który
właśnie nadjeżdżał do bitwy, lecz zgniecion przez przewagę zbroic i koni, padł w jednej
chwili pokotem jak łan zboża pod wichrem. Droga do zamku była wolna, ale ocalenie dalekie
i niepewne, albowiem konie żmujdzkie ściglejsze były od niemieckich. Błękitny rycerz zro-
zumiał to doskonale.
„Biada! – rzekł sobie w duszy – nie uratuje się z nich nikt, chyba że własną krwią okupię
ich ratunek”.
I pomyślawszy to począł krzyczeć na najbliższych, aby wstrzymali konie, sam zaś zatoczył
koło – i nie bacząc, czy ktokolwiek posłuchał jego wezwania, zwrócił się czołem ku nieprzy-
jacielowi.
Zbyszko biegł pierwszy, więc uderzył go Niemiec w zakrywający oblicze okap od hełmu,
ale go nie strzaskał i twarzy nie uszkodził. Wówczas Zbyszko zamiast odpowiedzieć cięciem
na cięcie chwycił rycerza wpół, związał się z nim i pragnąc koniecznie wziąć go żywcem,
107
usiłował wyciągnąć z siodła. Ale strzemię pękło mu od zbytniego parcia i spadli obaj na zie-
mię. Przez chwilę tarzali się walcząc rękoma i nogami, wnet jednak niezwykle krzepki mło-
dzian pokonał przeciwnika i przygniótłszy mu brzuch kolanami, trzymał pod sobą, jak wilk
trzyma psa, który ośmielił się stawić mu w gęstwinie czoło.
I trzymał niepotrzebnie, gdyż Niemiec zemdlał. Tymczasem nadbiegli Maćko i Czech, któ-
rych dostrzegłszy Zbyszko począł wołać:
– Bywaj i wiąż! Znaczny to jakiś rycerz – i pasowany!
Czech zeskoczył z konia, ale widząc bezwładność rycerza nie wiązał go, natomiast roz-
broił, odpiął naramienniki, odjął pas z wiszącą przy nim mizerykordią, poprzecinał rzemienie
podtrzymujące hełm i – wreszcie zabrał się do śrub zamykających przyłbicę.
Lecz ledwie spojrzał w twarz rycerza, zerwał się i zawołał:
– Panie! panie! patrzcie tu jeno!
– De Lorche! – zakrzyknął Zbyszko.
A de Lorche leżał z bladą, spotniałą twarzą i z zamkniętymi oczyma, bez ruchu, do trupa
podobny.
108
Rozdział
dwudziesty
Zbyszko kazał go włożyć na jeden ze zdobycznych wozów, naładowanych nowymi kołami
i osiami dla owej wyprawy, która ciągnęła zamkowi w pomoc. Sam przesiadł się na innego
konia i ruszyli razem z Maćkiem w dalszą pogoń za pierzchającymi Niemcami. Nie była to
pogoń zbyt trudna, albowiem konie niemieckie złe były do ucieczki, zwłaszcza na znacznie
rozmiękłym od wiosennych deszczów szlaku. Szczególnie Maćko mając pod sobą ścigłą a
lekką klacz po zabitym włodyce z Łękawicy, minął po kilku stajach wszystkich niemal Żmuj-
dzinów i wnet potem dojechał pierwszego rajtara. Wezwał go wprawdzie, wedle rycerskiego
zwyczaju, żeby albo się oddał w niewolę, albo zawrócił do walki, ale gdy ów udając głuchego
cisnął nawet tarczę dla ulżenia koniowi i pochyliwszy się bódł mu ostrogami boki, ciął go
okrutnie stary rycerz szerokim toporem między łopatki – i zwalił z konia.
I tak mścił się na uciekających za ów zdradziecki postrzał, który niegdyś otrzymał, a oni
zaś biegli przed nim na kształt stada jeleni, mając w sercu trwogą nieznośną, a w duszy chęć
nie do walki ni do obrony, jeno do ucieczki przed strasznym mężem. Kilku wpadło w bór, ale
jeden ulgnął przy ruczaju i tego zdusili powrozami Żmujdzini. Za pozostałymi całe gromady
rzuciły się w gąszcza, w których wnet rozpoczęły się dzikie łowy, pełne wrzasków, okrzyków